BLOG

Wrażenia
- niedziela, 15, maj 2016 21:33
- Andrzej Pilipiuk
Przy okazji pobytu w stolicy zaszedłem na giełdę na Kole. Smutny widok. Kupa replik, kupa starzyzny… Bardzo mało rzeczy ciekawych, nietuzinkowych i niesztampowych. Bardzo niewielu zwiedzających. Piszę „zwiedzających” – bo mało kto sprawiał wrażenie zainteresowanego towarem.
Byli dwaj ruscy z ciekawymi „fantami” – klamry, odznaki, guzki, krzyżyki żołnierskie z I w.św. – ale to typowe „dresiarstwo z wykrywką” na Ukrainie mówi się o tym „czarna archeologia”. Nie zdziwiłbym się gdyby część pozyskali rozkopując jakiś cmentarz wojenny.
To już nawet nie cień dawnej świetności…
Norwegia obrazki z ok. 1871r.
- niedziela, 15, maj 2016 21:27
- Andrzej Pilipiuk
Zapragnąłem trochę się dokulturalnić – sięgnąłem zatem po powieść „włóczęgi” Knuta Hamsuna. (w skrócie: to taki norweski pisarz który najpierw dostał nagrodę Nobla, na starość poparł hitlera, a po wojnie leczono go psychiatrycznie z nazizmu - kompletnie nieskutecznie - z autobiograficznej powieści "na zarośniętych ścieżkach" wynika że nie zdobył się na żadną refleksję).
Książka "Włóczęgi" – khm… Zasadniczo opowiada o kolesiu który z biednej norweskiej wsi wyrywa się w świat – tzn. jeździ po wybrzeżu na przestrzeni killkuset kilometrów, handluje, najmuje się do różnych robót. Czasem idzie mu lepiej, czasem gorzej. Od zera do kilku tysiączków i z powrotem do zera. Życie ciągle mu się jakoś plącze… Nieszczęśliwa miłość nietrafione inwestycje… Akcja rozwija się niespiesznie – choć i tak jest to dzieło o wiele klas lepsze niż np. „noce i dnie” Dąbrowskiej. Brak jakieś zwrotu akcji. Brak stawki o którą walczyliby bohaterowie. Brak na dobrą sprawę opisów! Zwłaszcza boli mnie brak opisów miast - a chętnie bym poczytał jak wyglądały Bergen, Trondheim i Bodo około roku 1870-tego. W tle masowa emigracja – opuszczone zagrody, całe wsie szukające szczęścia w Ameryce – coś jak nasza nieszczęsna III RP…
Czytając myślałem też o moim pradziadku i dziadku. Podobieństwo drogi życiowej podobne - oni też wyrywali się z rodzinnych Wojsławic. Czegoś się wyuczyli, zobaczyli kawał świata, zarobili ale pokonani wracali do miasteczka.
Najbardziej wartościowe przemyślenia tej książki to ukazanie ludzi którzy byli zadowoleni z życia ale skosztowali czegoś innego – niekoniecznie lepszego – i zaczęli gardzić życiem dotychczasowym i tym co do tej pory robili.
Po kolejne dwa tomy trylogii raczej w najbliższym czasie nie sięgnę.
Zabawa w harcerzyków cd.
- sobota, 14, maj 2016 22:49
- Andrzej Pilipiuk
Po środowym audycie rządów PO następił koejny ruch - PiS kieruje 32 wnioski do prokuratury...
Po pierwsze wniosków powinno być ze sto razy więcej - myślę że 3,200 to absolutne minimum..
Po drugie - nie doszło do niezbędnych cięć operacyjnych i deubekizacji sądownictwa - zatem wiele śledztw zdusi przyslowioy jeden telefon.
Po trzecie - PiS nie ma swoich ludzi w telewizji i mediach publicznych - zatem relacji z procesów rozmaitych złodziei tv nie pokaże...
PiS przegapił kwestię oświaty!
- sobota, 14, maj 2016 22:43
- Andrzej Pilipiuk
http://prawy.pl/31259-szkola-wychowuje-niewolnikow-marksistow-czy-nastapia-zmiany/
Oj jaka przykrość...
- czwartek, 12, maj 2016 21:55
- Andrzej Pilipiuk
Dzieci z przedszkola w Słupsku wzięły prezydenta miasta - roberta biedronia za …prezydenta kraju Andrzeja Dudę.
Obu Panom składam wyrazy współczucia… ;)
Audyt rządów ośmiornicy
- czwartek, 12, maj 2016 07:13
- Andrzej Pilipiuk
PiS przedstawił audyt 7 lat rządów PO. Ukradziono i zmarnowano 340 miliardów złotych. Po ludzku: Każdy pracujący Polak dołożył cwaniaczkom odd tuska i kopacz ok. 21 tyś zł.
Do kwoty tej nie wlicza się 96 miliardów roztrwonionych na euro-2012. Kwota ta nie obejmuje lewych „zysków” zagranicznych korporacji (z Polski „wycieka” bez opodatkowania nawet 40 miliardów zł rocznie!). Kwota ta nie obejmuje pieniędzy ukradzinych z II filaru OFE.
Teraz czekam aż wyniki audytu zostaną ubrane w zarzuty prokuratorskie. Moim zdaniem jest to świetna okazja do delegalizacji całej PO i wsadzenia całego kierownictwa do pierdla – ale PiS zamiast wypalać wrzody siarką i żelazem zapewne znowu zechce się bawić w miłych harcerzyków…
Opinia profesora
- wtorek, 10, maj 2016 14:28
- Andrzej Pilipiuk
Jeden z pionierów polskiej seksuologii Prof. Lech Starowicz wypowiedział się na temat ideologii gender.
do poczytania...
http://www.fronda.pl/a/prof-lew-starowicz-zwolennicy-gender-to-sektarobi-sie,71347.html
Oderwani
- wtorek, 10, maj 2016 12:25
- Andrzej Pilipiuk
Pamiętam takie zdarzenie – musiało to być około 1991 może 1992 roku. W tv trwała dyskusja na temat szkół państwowych, społecznych i prywatnych.
Chodziłem do jednego z „lepszych” liceów państwowych. (miejsce w pierwszej dziesiątce rankingu). Jednak w porównaniu z liceami społecznymi/prywatnymi i ich ofertą dydaktyczną była przepaść. Z języków obcych miałem łacinę niemiecki i rosyjski. W szkole była pracownia komputerowa –ale jako uczeń klasy humanistycznej informatykę miałem tylko w pierwszej klasie i na baaardzo marnym poziomie.
W małym liceum społecznym niedaleko samego angielskiego było 5 godzin tygodniowo, w naukę rosyjskiego nikt się już nie bawił, wszystkie klasy miały też informatykę w wymiarze bodaj 3 godziny tygodniowo. Do tego były jakieś zajęcia pozalekcyjne. Uczniów też traktowano po ludzku…
W TV generalnie marudzono i obrzydzano te szkoły – conieco z racji w tym było – bo gdy szedłem na studia było już powszechnie wiadomo że część tych „óczelni” wybiera specjalizację „stajnia osiołków”. Czułem jednak że moje miejsce jest tam.
Nie mieliśmy na to pieniędzy i nie było większych szans że mieć będziemy. Byłem realistą. Nie pierwszy i nie ostatni raz coś przechodziło mi koło nosa tylko dla tego że brakło kilku głupich milionów (na dzisiejsze – stówek) miesięcznie…
Z tej dyskusji zapamiętałem wypowiedź jednego z uczniów prywatnego liceum: „bo to jest wybór czy ojciec inwestuje w wykształcenie dzieci czy w nowy samochód”. Słuchając tej wypowiedzi poczułem uderzenie straszliwej zimnej nienawiści. Gdybym gnoja gdzieś spotkał – skułbym mu gębę do krwi. Nie przesadzam… Była to stara komunistyczna nienawiść klasowa. Nienawiść do bogaczy - którą indukowała we mnie komuna. Ale zarazem była też we mnie nienawiść nowego typu – wydawało mi się że ten gnojek zajmuje MOJE, nleznee MI miejsce.
Teraz patrzę chłodno. Od upadku komuny minęły może 3 lata a już powstawała klasa ludzi oderwanych od rzeczywistości. 80-90% populacji ten dylemat nie dotyczył. Nie mieli ani na prywatną szkołę dla dzieci ani na samochód (choćby stary). Dla wielu problem stawał się czynsz… A fala bezrobocia dopiero się podnosiła… Dziś – ponad 20 lat później – problem nadal trwa. Dorosło już całe pokolenie a nadal dla ogromnej masy ludzi nadal nie istnieje problem: lepsza szkoła dla dzieci czy auto – nie stać ich ani na jedno ani na drugie,
I nadal dobrze się ma klasa ludzi oderwanych od rzeczywistości – przekonanych że wszystkim jest dobrze a jak komu źle - to znaczy że leń, nieuk, pijak albo frajer.
Dzień pyrrusowego zwycięstwa...
- wtorek, 10, maj 2016 09:41
- Andrzej Pilipiuk
Jak donoszą media znaleźli się wczoraj ludzie którzy składali kwiaty pod pomnikami tzw. braterstwa broni. Trochę ich u nas zostało… I takich pomników i ludzi…
Świętować czy nie? Dobre pytanie.
Dla Europy zachodniej sprawa jest dość oczywista. Przyszli, wklepali hitlerowi i jego popapranej armii – wypięli piersi po ordery… Dla rozsianych po świecie Żydów sprawa jest równie oczywista – ich główny wróg został unicestwiony, krematoria przestały dymić…
Dla Europy środkowej problem jest bardziej złożony. My Polacy mieliśmy wymuszone okolicznościami braterstwo broni z Sowietami – tzn. w obliczu totalnej zagłady biologicznej narodu musieliśmy iść na współpracę ze zbrodniarzami by pokonać innego, niewiele większego zbrodniarza. Kosztowało nas to utratę 50% terytorium państwa i 45 lat kolejnej okupacji. Ale przetrwaliśmy. Przetrwanie biologiczne było ważne.
Dla ok 70 tyś żołnierzy AK i NSZ wojna wcale się nie skończyła. Musieli pozostać w lesie. Niejeden zapewne pogodziłby się z nową rzeczywistością, odwiesił karabin na kołku i próbował żyć w sowietyzowanym kraju – ale nie dano im nawet tej szansy. Jednak okupacja sowiecka była – szczególnie w tej łagodniejszej fazie po 1944-tym znacznie lżejsza niż hitlerowska… Choć po prawdzie różniła się tylko skalą represji.
Obozy koncentracyjne – były. Wysiedlenia ludności – były. Krwawe pacyfikacje wsi – były. Wyrzucanie ludzi z domów – było. Niszczenie dóbr kultury – było. Wywózki na roboty – były. Dzieci wprawdzie nie porwano z rodzin – ale tysiące polskich sierot pozostałych w ZSRR poddano bezwzględnej sowietyzacji. Były nawet pogromy Żydów zorganizowane przez okupanta. Nie było chyba tylko publicznych rozstrzeliwań na ulicach. Komory gazowe i krematoria? A tu byłbym ostrożny. W ZSRR były w użyciu takie instalacje – nie na dużą skalę ale jednak. Na terenie okupowanym?
Czy komory gazowe KL-Warschau w tunelu pod dworcem Warszawa Zachodnia przestały działać wraz z odejściem Niemców? Ich ślady niszczono jeszcze w latach 90-tych. Zmowa milczenia może wskazywać na bardzo wiele…
Dla Węgier czy Rumunii problem jest jeszcze inny. Oni od początku sprzymierzyli się z tym drugim zbrodniarzem. Nie dość ze popełnili tragiczną pomyłkę, nie dość że front wschodni pochłonął prawie całe pokolenie ich młodzieży, to jeszcze zostali za karę najechani przez sowietów.
Ukraińcy liczyli że Niemcy przyniosą im wolność i oni chyba najgorzej na tym wyszli. Nie tylko dostali od hitlera kopa w twarz, ale jeszcze przyszła na nich kara za zdradę sowietów…
I z drugiej strony – jakieś tam braterstwo broni pomiędzy Armią Czerwoną a LWP - było. Tłukli razem Niemców, współpracowali w tym zadaniu. Pomagali sobie bo tłukąc w sposób skoordynowany natłukli więcej. Żołnierzy Polskich i sowieckich łączyły podobne losy. Często jedni i druzy doświadczyli niemieckich okrucieństw. Często jedni i drudzy doświadczyli okrucieństw stalinowskich. Zapewne po krwawych bojach niejedną flaszkę zdobytego wina czy wódki wypito wspólnie. Okupacja? Owszem byli okupantami – ale zarazem byli też niewolnikami Stalina. Przygnano ich tu. Odpowiadać mogą za swoje prywatne zbrodnie, gwałty i rabunki, za gorliwość i nadgorliwość w wykonywaniu zbrodniczych rozkazów – nie za politykę wielkich mocarstw.
Ja kwiatów nie położę – ale do pewnego stopnia rozumiem starych ludzi którzy kładą.
po co?
- poniedziałek, 09, maj 2016 23:52
- Andrzej Pilipiuk
Patrzę na różne dyskusje w necie, analizuję raz jeszcze wpisy „Pilastra”. Wydaje mi się ze największym problemem społecznym który rodzi niemal wszystkie inne jest wielopiętrowa pogarda i straszliwie kompleksy maskowane agresją…
Miastowi gardzą „wsiokami”. Lumpeninteligenci gardzą „robolami”. Świeżo upieczeni biznesmeni – często synkowie i wnuki milicjantów & ubeków gardzą pracownikami swoich firm. Bazarowi kombinatorzy gardzą „frajerami”. Ci którzy się jakoś ustawili gardzą tymi którzy nie umieli nie mogli nie zdołali… Ci którzy kończyli prywatne szkoły i chodzili kiedyś na drogie korepetycje 7 dni w tygodniu gardzą tymi którzy nie mieli innej alternatywy jak szkoła publiczna gdzieś na zapadłej prowincji… Synkowie bogatych rodziców którzy wszystko w życiu dostali na srebrnej tacy teoretyzują jak inni powinni żyć, zapominając o tym że większość populacji kraju funkcjonuje w kompletnie innej rzeczywistości finansowej…
Po co to wszystko? To nieustanne granie na nosie, to nieustanne pokazywani innym figi i kłucie ich w oczy „bogactwami”? Dlaczego tak trudno posłuchać tego czego uczy nasza religia i pomóc temu który ma gorzej?
Ludzie nie umieją też czerpać dumy z przeszłości. Dziadek szewc czy cieśla mógł być fachowcem słynnym na cały powiat – ale wnuk „słoik” zahaczywszy się w mieście dzieje rodu zaczyna pisać od siebie, wykreślając wszystko co było wcześniej, albo kupuje sygnet z herbem i tworzy sobie wedle aktualnie obowiązującej mody przeszłość fałszywą by nią imponować innym „miastowym”.
Nuworysze i synkowie z dobrych domów odpychają o siebie myśl o tym że i im może powinąć się noga. Wypisują świństwa pod artykułem o kobiecie której komornik zajął ostatnie pieniądze – a ciekawe na ile starczyło by ich rodzinom oszczędności gdyby nagle ojciec ciężko zachorował lub zginął. Ile czynszów za mieszkanie pokryliby sprzedając za bezcen samochód i inne co cenniejsze dobra zgromadzone w domu…
A przecież może być jeszcze gorzej. Kryzys migracyjny w UE i wojna która pustoszy wschodnią Ukrainę pokazują że nasza rzeczywistość jest krucha. Mieszkańcy wypasionych apartamentowców w stolicy za 5 lat mogą za kawałek chleba kopać rowy na wsi… Niekoniecznie na polskiej wsi.








