BLOG

Czarna Góra Andrzej Pilipiuk

Nasze święto...

Dziś światowy dzień książki. 

63% Polaków w zeszłym roku nie przeczytało ani jednej. 

19% Polaków nie na w domu żadnej książki.

*

Jestm pisarzem, żyję z tego że ludzie kupują książki które piszę (może nawet niektóre czytają?) 

Powyższe liczby nie nastrajają optymistycznie a ja zapomniałem dziś zagrać w totolotka...

*

Sam sobe jestem winien - mogłem zostać szewcem... 

*

Dzien Szewca jako taki nie istnieje - ale 25 października obchodzi się wspomnienie św. Kryspina i Kryspiniana którzy są patronami m.in. szewców. 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kryspin_i_Kryspinian

a to też ciekawy link

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pantofle_łobeskie 

z kuźni

Pub-Combat opiera się na siedmiu niezawodnych ciosach. Prawy ryjowy, lewy ryjowy, prawy żołądkowy, lewy żołądkowy, prawy kolano-jajeczny, lewy kolano-jajeczny, a jak koleś już pada to się aplikuje jeszcze odgórny potyliczny. A jak już leży to jeszcze można z buta po nerach, albo krzesłem dobić. Ale to już tylko kara a nie walka, bo w Polsce jesteśmy, a tu nie honorowo w knajpianym boju kopać leżącego 

O niezdolności do uczuć wyższych...

Żyje soobie w Polsce dziewczyna lat 16. Żyje dzięki temu że lekarz odmówił jej abortowania. Żyje pod jednym dachem z mamusią która chciała się jej pozbyć i która do dziś głośno głosi światu swoją straszliwą krzywdę - nie pozwolono jej zabić własnego dziecka... W naszym paranoicznym kraju kobieta za koniecznośc urodzenia córki wydarła jeszcze sute odszkodowanie - bodaj 160 tysięcy.  

http://www.fronda.pl/a/terlikowska-do-corki-alicji-tysiac-nie-idz-ta-droga,70289.html

Po dzieciństwie spędzonym na warszawskiej Pradze wiem że są sród nas psychopaci i socjopaci. Że istnieją ludzie którzy patrzą na innych jak zimne gady. Wiem że margines społeczny drastycznie różni się od normalnych ludzi. Funkcjonuje w diametralnie odmiennym świecie obcych wartości i pojęć. 

Ale ten przypadek przekracza moje zdolności rozumowania. 

lenistwo i wstyd...

Na początku lat 90-tych wierzyliśmy że mazowiecki jest wielkim mężem stanu, a michnik, bratkowski i kuroń to wybitni opozycjoniści. Wierzyliśmy w legendę Lecha wałęsy. Nakarmiono nas wtedy do syta plewami i trucizną.

Nie słyszeliśmy o Leszku Moczulskim czy Januszu- Korwinie-Mikke – twórcy KPN i UPR dwu pierwszych za żelazną kurtyną nielegalnych partii politycznych - z przekazem informacyjnym startować musieli praktycznie od zera. Przemiany zepchnęły w cień ludzi wybitnych takich jak Anna Walentynowicz, senator Romaszewski, Andrzej Gwiazda… Michnikowszyzna zawłaszczała legendę KOR-u. Grupa skupiona wokół wałęsy uwłaszczała się na tradycji Solidarności.

Z drugiej strony – nie słyszeliśmy o lewicy nie-postkomunistycznej. Ikonowicz swoją partię socjalistyczną budował podobnie jak opozycja „prawicowa” – od zera, bez kasy, siłą entuzjazmu jakichś punków i młodych idealistów… Podobnie w kompletnej próżni informacyjnej działał klub zachowawczo-monarchistyczny i rozmaite inne dziś zapomniane środowiska.

Takich ludzi nie wpuszczano do TV, ich bieda-gazetki były dostępne w nielicznych kioskach dużych miast. Musiałem dostać ulotkę UPR by zorientować się że taka organizacja istnieje. Musiałem w kiosku w centrum miasta odnaleźć ich gazetę. Wolność słowa istniała ale preparowany przekaz masowy nakrywał wszystko nalotem dywanowym. Amen – my i nasi rodzice zostaliśmy zaorani.

Mamy usprawiedliwienie - nie istniał internet. Nie istniał swobodny obieg informacji. Niezależna prasa dopiero raczkowała. Wierzyliśmy w to co nam podsuwano. Nie mieliśmy jak zweryfikować tego co nam podsuwano.

Dziś? Dziś wystarczą 3 minuty by znaleźć informacje o każdym kto bawi się w polityka. By znaleźć kompromitujące go filmy i zdjęcia. By wyszukać jego kompromitujące wypowiedzi. By sprawdzić kim byli jego ojciec i dziadek. By ustalić co on sam robił dwadzieścia lat temu. Dziś znamy biografię zbrodniczej rodziny michników-szechterów. Dziś wiemy bardzo wiele o stalinowskich procesach, o tym kto mordował polskich patriotów. I o tym co robią potomkowie tych morderców. Dziś wiemy nawet kogo obrabował znany bandzior a prywatnie dziadek J.kuronia.

Dziś na przystanku jakaś dziewczyna usiłowała mi wcisnąć szmatę wydawaną przez michnika. Na oko miała jakieś 25 lat. Należy do nowego pokolenia. Była w przedszkolu gdy pojawił się internet. Może od ręki sprawdzić dla kogo pracuje i jak wiele zła wyrządził ten człowiek i jego piekielna rodzinka. Powinna się wstydzić. Nic nie usprawiedliwia jej niewiedzy. Nic nie usprawiedliwia ludzi którzy w wyborach poparli totalnie skompromitowane złodziejskie jaczejki… 

o straconej szansie

Do rozważań o błędach i wypaczeniach lat 90-tych dodałbym jeszcze jeden element. Nie wykorzystaliśmy potencjału naszej emigracji. Nie pojawiły się żadne czytelne zaproszenia do powrotu, do przenoszenia biznesu na teren Polski, do tworzenia u nas filii polskich firm działających na zachodzie. Nielicznym którzy próbowali robić interesy w kraju przodków nie zapewniono żadnej ochrony ani przed bandytami, ani przed oszustami, ale przed pazernością lokalnych sitw i urzędasów.

Kilka – kilkanaście tyś dolarów na pocz. lat 90-tych było w Polsce znaczącą kwotą… Przysłowiowy wujek z Ameryki bardzo by się wtedy przydał. Wielu miało takich wujków – ale bardzo nieliczni z tego jakoś skorzystali. Emigracja zamiast inwestować w kraju wolała wykorzystać otwarcie granic by ściągać rodziny na zachód czy za wielką wodę…

Co szczególnie przykre emigracja zawiodła też od strony politycznej. Potencjał by wykorzystać ją w walce z niedobitkami komuny było niewyobrażalny. Drobny kombinator peruwiańsko-kanadyjski mający wsparcie ad-hoc skleconej partyjki pokonał w pierwszej turze wyborów prezydenckich silnego kandydata salonu T.mazowieckiego. A gdyby u progu przemian wrócili do Polski ludzie mający pojęcie o polityce i gospodarce oraz o pracy w administracji państwowej? Dysponujący kwotą choćby miliona dolarów? Gdyby w 1991-szym z Kanady powróciła na Ukrainę grupa inicjatywna posiadająca nadajniki radiowe dla stworzenia opozycyjnego kanału informacyjnego i trochę pieniędzy… Jak dziś wyglądałby nasz świat?

Szczątki majora Hubala odnalezione?

w sobotę odbył się kolejny etap prac poszukiwawczo - ekshumacyjnych. 

http://wizna1939.eu/index.php/106-zakonczenie-prac-sondazowych-w-inowlodzu

teraz pozostaje czekać na wyniki analiz antropologicznych. 

Jeszcze o Białymstoku

Ksiądz Jacek Międlar który odprawił mszę dla członków ONR w Białymstoku otrzymał zakaz publicznych wystąpień. Kościół już wcześniej miał z nim „problemy” – ksiądz posługując we Wrocławiu odprawiał msze dla kiboli i narodowców, przeniesiony (poniekąd karnie) do Zakopanego wziął udział w uroczystościach pod pomnikiem J.Kurasia „Ognia”. Trafił na czas jakiś do klasztoru i z stamtąd pojechał do Białegostoku.

Co konkretnie powiedział w czasie kazania? Tu jest problem – ani jego przełożeni ani żaden z naszych zawodowych łowców faszystów nie pokusili się o zamieszczenie cytatów. Zasadniczo nie lubię faszystów ani nazistów. Jeśli ksiądz coś palnął należy to zacytować by obnażyć ohydę jego poglądów… Zamiast tego jakoś nabrano wody w usta. 

O ksiązkach i słoniach.

Najtrudniej napisać pierwsze dziesięć książek. 
Teraz ta myśl Was śmieszy. 10 książek to jakiś kosmos gdy pisze się pierwsze opowiadania. 

Gdy w bólach i męce napiszecie zredagujecie i wydacie pierwszą książkę moja idea Was przerazi. 
Ujrzycie bowiem przed sobą dziki nieprzebyty las do wyrąbania, z mglistą obietnicą że będzie łatwiej 
Ale za kilka lat, gdy spostrzeżecie że niepostrzeżenie przekroczyliście pierwszą dziesiątkę - przyznacie mi rację :twisted:

 

Miałem to przy pisaniu samochodzika. Termin goni trzeba siadać do roboty. Nie idzie. I ta świadomość przede mną - 200 stron znorn. (circa 400 k znaków do wklepania). a potem ulga - zrobiłem to już 10 razy i dałem radę. No to zrobię po raz jedenasty. Dziesięć czy jedenaście to żadna różnica. 

Bo czym ten dzień różni się od tamtych? co najwyżej tym że dziś wprawy mam ciut więcej ;)

Kazali napisać książkę to napiszę. Trzeba oddać za trzy tygodnie bo jeden z autorów nawalił i jest obsów - to będzie za trzy tygodnie. może by w dwa tygodnie - ale to będzie siedzenie po 12-14 godzin dziennie - musicie coś dorzucić ekstra. Ślusarz narzędziowy ratuje plan kwartalny...

Myślę że doświadczenie przy każdego rodzaju pracy budzi w człowieku swoistą pewność siebie (nie mylić z nonszalancją!). Każą to się napisze i tyle. Pierwsze książki to przeżycie, emocje - mimo drobnych niedoskonałości. Najpierw wrażenie szaleńczego porwania się z motyką na słońce. człowiek myśli "Pisarze to Chmielewska, Łysiak, Szklarski, Wernic. Gdzie ja się pcham. To nie jest moje miejsce". Później idzie lżej. Piszemy, czytamy, redakcja autorska nadajemy szlif - stwierdzamy: dobra. Może lepsza od poprzedniej. Na pewno nie gorsza. No to filiżanka kawy i piszemy następną. I nagle człowiek widzi że jest dla niego krzesło - gdzieś przy końcu stołu... 

Myślę że ta pierwsza dziesiątka to granica za którą człowiek czuje się już spokojnym profesjonalistą "oświeconym i zjednoczonym ze wszechświatem". Zyskuje świadomość swoich ograniczeń, wie komu nie podskoczy pewnie nigdy, a komu podskoczy za 5 lat, ale konieczność wklepania kolejnych 500 k znaków przestaje być ograniczeniem. 

*

Kryterium 300 godzin - by umieć wykonywać daną robotę dobrze. 
(kasa w biedronce...)
Kryterium 10 tysięcy godzin - by osiągnąć poziom majstra. 
(tyle trzeba wtopić by nauczyć się dobrze grać na skrzypcach).
Reszta życia by zostać mistrzem.

Lub nie. 

 


Fachowość i płynąca z niej pewność siebie. 
To musicie nabyć. 


*

Słoń jest kilkadziesiąt razy silniejszy od człowieka i ma masę rzędu 4 ton. W ruchu nie da zatrzymać. To jak próbować zatrzymać czołg. Pocisk nitro expres jest w stanie powalić słonia - ale nawet precyzyjnie trafiony nie zatrzyma się tak zupełnie w miejscu.

W ZOO Boras (Szwecja) młody pracownik słoniarni był uzbrojony w elektryczny ankuz z ładunkiem zdolnym w razie czego oszołomić słonia. (coś tam milion wolt i wysoki amperaż)(trasery używane na ludzi mają bodaj 200 tyś volt i skromny amperaż). Facet lubił te zwierzaki ale raczej unikał wchodzenia na wybieg. 

Mój Ojciec stary wyjadacz w warszawskim ZOO zaganiał słonie a potem hipopotamy uzbrojony miotłę ;)

Taka różnica ;)

Pierwsza książka to Wasz pierwszy dzień na słoniarni. 

Te bydlaki są DUŻE. Ruszają się. Mogą rozdeptać.
Czujecie że przydałby się wam ktoś z rusznicą przeciwpancerną jako ubezpieczenie. 

Potem stwierdzacie że w sumie może wystarczy ankuz walący milionem wolt.
Bo w Szwecji takie noszą. Rąbniemy słonia trąbę jelektryką, on odskoczy w tył a my w drugą stronę i chodu...
Może nie dogoni... 

Przyjdzie dzień gdy zrozumiecie że TO już jest w was. 
Że w sumie i gołymi rękami można. Że potrzebna Wam tylko brzozowa miotła jako zewnętrzny atrybut wewnętrznej siły.

*

Wydaje mi się że ta granica to 10 książek. Może dla kogoś mniej. Może dla kogoś więcej.

 

 

Film

Interesujący i dobrze zrobiony film o powstaniu w gettcie, wykorzystujący animację i materiały archiwalne, w tym kręcone przed laty wywiady z żyjącymi jeeszcze uczestnikami powstania.

Niestety - dzięki temu nieżyjący już M.Edelman powtarza swoje kłamliwe tezy marginalizując udział członków Żydowskego Zwiazku Wojskowego. 

Powtarzana jest plotka o karuzeli działającej koło murów getta w czasie powstania. (de facto silnik niemcy skonfiskowali wiele miesięcy wcześniej). Kilku bardzo ważnych elementów w tym filmie zabrakło. np. Wspomina się o dwu flagach nad gettem - ale niestety nie pada ani jedno słowo że zatknięto je na dachu "Masady" - twierdzy ŻZW. 

Uczestnicy opowiadają też o uwarunkowaniach psychologicznych o warunkach prowadzonej walki - i ten kawałek wart jest szczególnej uwagi.

https://www.youtube.com/watch?v=MI3bEHjhYds&feature=youtu.be

 

Koncert ONR w Białymstoku

W Białymstoku – „skandal”. Miejscowy ONR podnajął sobie klub miejscowej politechniki na potrzeby koncertu z okazji 82 rocznicy powstania organizacji. Sam koncert przebiegł spokojnie – do incydentów rasistowskich nie doszło, pieśni faszystowskich ani nazistowskich na scenie nie wykonywano. (a w każdym razie dziennikarze nie umeją podać przykładów). Szef uczelnianej fundacji kierującej klubem złożył dymisję na ręce rektora a sam rektor kaja się publicznie…

Nie lubię „łysych”. Po prawdzie jako Ukrainiec z pochodzenia ad definitione nie mogę ich lubić, a i dla nich będę zawsze osobnikiem co najmniej podejrzanym. Nazizm ani faszyzm jako ustroje państwowe kompletnie mnie nie interesują. ONR to dla mnie ludzie którzy może i szczerze kochają Polskę – ale okazują tę miłość w nieodpowiedni, a co najmniej problematyczny sposób. Widzę tu jednak cały szereg innych problemów…

Po pierwsze – polskie uczelnie regularnie stają się trybuną imprez organizacji spod znaku sierpa i młota – praktycznie nikt nie widzi w tym problemu. Nawet gdy z mównicy przemawia emerytowany funkcjonariusz sowieckiej bezpieki który strzelał do polskich patriotów… Dla mnie ten koncert to próba wprowadzenia tak modnego ostatnio parytetu.

                Po drugie – ONR działa w Polsce całkowicie legalnie. Uczelnia działając w ramach prawa podnajęła legalnej organizacji powierzchnię. Zasiliła legalnie swój szczupły budżet legalnymi pieniędzmi. Oczywiście nie z każdym leganie działającym podmiotem warto rozmawiać – ale to jest kwestia smaku…

                Po trzecie – uczelnie są w Polsce autonomiczne – i żadna gazeta wybiórcza ani inna jaczejka nie ma prawa żądać dymisji ich władz. Bo nie i tyle w temacie. Np. Uniwersytet Jagielloński mimo licznych skandali nie ma ochoty pozbyć się hartmanna - zatem i rektor politechniki w Białymstoku nie musi się z niczego tłumaczyć.

                Po czwarte – nieustannie rośnie presja wywierana na Polskę w sprawie przyjmowania imigrantów (tzw. „uchodźców”). ONR jako jedyna organizacja udzielił na to w miarę adekwatnej odpowiedzi organizując marsze protestacyjne. Ja w każdym razie z dwojga złego wolę mieć za sąsiadów dresiarzy, punków, kiboli, skinheadów, czy kolesi z ONR niż islamistów.

                Po piąte – mamy gwarantowaną konstytucyjnie wolność słowa. (jak słucham bełkotu różnych lewicowych politruków to trochę żałuję…). Skoro mamy wolność słowa to wolno krzyczeć rzeczy takie jak: „Chwała wielkiej Polsce”, „Kupując kebaba osiedlasz Araba”, „Zakaz pedałowania” i inne mieszczące się w granicach prawa. (o ile nie narusza się ciszy nocnej).

                Po szóste – wracam pamięcią do wypadków z Goeteborga wiosną 2013-tego. Policja pochowała się momentalnie. Białe przedmieścia obronili miejscowi skini – w liczbie około 400. Zorganizowali partole, bojówki, punkty kontrolne, kordony. Dzięki nim śniadzi się wycofali – na chronionym terenie nie zrabowano sklepów nie spłonęły samochody. Dziś jeszcze nie mamy w Polsce problemu z islamistami. Ale kto wie – może za 10 lat okaże się że jednak warto mieć na podorędziu bojówki „łysych”?

                Podkreślę: faszyzm, nazizm agresywny nacjonalizm są dla mnie ideologiami nie do przyjęcia – ale dopuszczam myśl że w obliczu śmiertelnego zagrożenia może przydać się każdy człowiek gotów bronić Ojczyzny. Każda para rąk. 

*

Ciekawostka władze kościelne Białegostoku wystosowały takie oświadczenie

Kuria Archidiecezjalna przeprasza wszystkich, którzy poczuli się dotknięci zachowaniem członków ONR w katedrze białostockiej w minioną sobotę 16 kwietnia 2016 r. Incydent wynikł z niedopatrzenia administracji parafialnej. Kuria zapewnia, iż Kościół białostocki jest apartyjny i jest mu  nacjonalizm.

ks. kan. dr Andrzej Dębski
Rzecznik Kurii

 

Jak mamy to rozumieć? ONR zamówwił mszę za zmarłych i poległych członków swojej organizacji a potem obecni członkowie na nią przyszli. Hajlowali? Wznosili okrzyki? Nie wydaje mi się. 

Ze zdjęć które pokazały się w necie wynika że stali w kościele trzymając flagi organizacyjne (zielone z łapą trzymającą miecz) i biało czerwone. Krzyży celtyckich jakos w tym sezonie nie widać, "umundurowanie" koszule pisakowej barwy i czarne krawaty też chyba odeszło już do lamusa. Cywilizują się albo maskują... 

Tu wrzucam galerię zdjęć z ...gazety wybiórczej. 

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114944,19932214,pokaz-sily-narodowcow-w-bialymstoku-msza-z-flagami-onr-u-i.html

Przypuszczam że kogoś wkurzył sam fakt że legalna organizacja może przejść ulicami miasta, wziąć udział w mszy i posłuchać koncertu rocznicowego. Wielu -zbyt wielu- ludzi w Polsce wkurza widok polskiej flagi i orzełka na koszulce.  

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/