BLOG

Czarna Góra Andrzej Pilipiuk

10 lat później

Dziesięć lat temu – w roku 2007 podliczyłem i podsumowałem moje osiągnięcia. Miałem już na koncie trylogię o kuzynkach Kruszewskich, pięć tomów Wędrowycza, dwa zbiory opowiadań bezjakubowych. Oceniłem tempo prac.  Oceniłem wzrost sprzedaży każdego tomu, wzrost dochodów z roku na rok. Przekroczyłem już wówczas trzydziestkę. Znajdowałem się w momencie życia kiedy człowiek posada już znaczne  doświadczenie zawodowe, a jest młody - ma jeszcze siły by tyrać jak wariat. Podobała mi się ta wizja. Przez dziesięć lat nie odpuszczę – będę harował jak wół i dobiję się swego. Odgryzę.   

Z wszystkich wyliczeń wyszło mi że do roku 2017 powinienem zarobić tyle by normalnie żyć i do tego odłożyć ok półtora miliona złotych. Kwota ta sensownie ulokowana zapewniłaby mi i mojej rodzinie w miarę regularne dochody i spokojny byt. Trzeba było tylko wylać wiadra potu i krwi. Nie boję się pracy.    Zaplanowałem prace na kolejne lata. Szykowałem się do mocnego uderzenia cyklem „Oko Jelenia” (pierwszy tom ukazał się w 2008 roku).

W 2007 roku władzę przejęła PO.  Nie podobali mi się „personalnie”. Ich postawa w latach 2005-2007 była dla mnie odrażająca. Ale program 3 x 15% (PIT, CIT i VAT) wyglądał sensowne. Do tego dostali kraj w dobrym stanie ekonomicznym - z bardzo niskim deficytem budżetowym, bardzo niskim bezrobociem. Kraj w którym faktycznie kilkoma posunięciami można było uzyskać znaczący wzrost gospodarczy.

Założyłem że przemęczę się jakoś. Nie przewidziałem że to ekipa grabarzy zadaniowana przez unijnych mocodawców na zniszczenie polskiej gospodarki. Nie przewidziałem że plan 3 x 15 to tylko pic na wodę. Zaczął się kryzys. Wzrosło bezrobocie. Książka to produkt wrażliwy. W 2011-tym wszedł vat. Nastąpił pożar stepu. Straty polskiej kultury okazały się horrendalne.

Zaciskałem zęby i biegłem by nie upaść. Oko Jelenia które miało być taranem, które miało pozwolić mi wypłynąć na szerokie wody  stało się tarczą do łagodzenia kolejnych ciosów. Tusk ukradł mi kawał życia.

Dekadę temu założyłem 10 lat harówy i emerytura. Sprawdziła się połowa planu: dziesięć lat harówy.  

3 lata temu byłem pewien że rządy PO definitywnie się kończą. Afery wybuchające jedna po drugiej wskazywały że ekipa tuka i kopacz kradnie ile wlezie by skorzystać z ostatnich miesięcy u koryta… Napisałem „Reputację”, „litr ciekłego ołowiu” i „Sowie zwierciadło” trzy mocne książki by nabrać rozpędu. By wzmocnić pozycję przed nastaniem zmian. Kaczyzm powitałem „Konanem destylatorem” i „wilczym leżem” – ale uderzenie taranem 5 „mocnych” książek nie przyniosło spodziewanych rezultatów. Jest dobrze. Szału nie ma…

Rządy PiS przyniosły częściowy powrót  do sytuacji sprzed dekady. Znów mamy wzrost gospodarczy. Znów spadło bezrobocie. Książki znów sprzedają się ciut lepiej. Zarazem sytuacja jest o wiele trudniejsza. Podatek vat nadal dławi i paraliżuje rynek książki. Mamy też połowę tych księgarni które pracowały w 2007 roku. Ogromne rzesze potencjalnych czytelników siedzą na emigracji. Władza niestety nie myśli o rozwiązaniach systemowych -  PiS zachłysnął się sukcesem uszczelniania systemu. Dodatkowymi miliardami których nie ukradła mafia vatowska i które zasiliły budżet. Nie dziwię się że są z siebie dumni. Dokonali wiele. Zarazem widzę że sukces programu „wystarczy nie kraść” sprawił że spoczęli na laurach. A trzeba iść dalej. Zapewnić stabilne fundamentu wzrostu gospodarczego na lata chude…

Mój plan? Kolejne dziesięć lat harówy ponad siły? Chyba trzeba będzie. Co potem? Emerytura? No cóż raczej się nie uda… 

do M.G.

W Szwajcarii koncepcja "każdy ma karabin pod łóżkiem" jakoś się sprawdza. 

Znajomy mojego Dziadka po rozbiciu oddziału wracał spod Kocka pieszo, z karabinem do domu po drodze likwidując każdego niemca który odłączył się od stada... Był to dla niego wstęp do polowania na niemców które trwało cały okres okupacji - choć zabjał najczęściej młotkiem i nożem.   

 

O "patriotach"

Kupujemy w USA zestawy rakietowe „Patriot”. Koszt? No cóż – nie mały – 40 miliardów dolarów. Ponad tysiąc dolarów na twarz od każdego Polaka. To dużo. Naprawdę dużo. Prawie dwa razy więcej niż tusk zmarnował na euro 2012.

Czy warto? To cholernie dobre pytanie. Jeśli grozi nam wojna – to warto. A jeśli nie? Historia niestety przyspiesza.

Samymi rakietami nie wygrywa się wojny. Po uderzeniu atomowym lub konwencjonalnym wróg musi wprowadzić tu swoją armię lądową. Może lepiej zamiast kupować ten sprzęt zlecić produkcję 10 milionów karabinów – by było po jednym dla każdego zdolnego do noszenia broni? I w razie inwazji bronić każdego progu, każdej piędzi ziemi?

Rosja jest krajem groźnym, nieobliczalnym. Niestety musimy zakładać że może stać się naszym wrogiem. Polska jest uwięziona w trawionej ciężką chorobą Unii Europejskiej. W jakiejś tam przewidywalnej przyszłości wróg może przyjść także z zachodu. Zapewne tak nie będzie – kupimy rakiety, ustawmy wycelujemy… Postoją sobie dziesięć może dwadzieścia lat i trafią na złom. Może z blachy ich korpusów wybijemy okolicznościowe medale sławiące nasze inicjatywy pokojowe. I oby tak się stało. A jeśli będzie inaczej?

Dziś wojna raczej nam nie grozi. Ale za pięć lat może się okazać że rakiety potrzebne są natychmiast. Choćby jako czynnik odstraszający. Wtedy będzie zbyt późno na ich kupowanie i instalowanie. Zatem potrzebujemy ich. I tylko ta cena… Ale może amerykańcy rozłożą nam na raty?  

Śmierć od kuli...

W Wiszni Małej doszło do tragedii. Grupa antyterrorystów namierzyła trzyosobowy gang włamujący się do bankomatów. Podczas próby aresztowania doszło do wymiany ognia. Zginął jeden policjant, dwu zostało rannych, zabito też bandytę który strzelał.

W necie oczywiście pyszczą  „znaffcy”.

A rzeczywistość. W czasie akcji nie da się do końca wszystkiego przewidzieć. Antyterroryści zakładali ze przestępcy mogą być uzbrojeni i stawić opór. Nie mogli wiedzieć że bandyci będą mieli kałasznikowa. Poległy policjant miał kamizelkę kuloodporną i tarczę balistyczną. Na kulę z kałacha to po prostu za mało. Mało kto zdaje sobie sprawę czym jest ten sowiecki wynalazek i jaką moc sobą reprezentuje…  Pocisk z kałasznikowa jest w stanie przebić tor kolejowy w najcieńszym miejscu.

Fakt że mimo zaskoczenia i szoku spowodowanego śmiercią kolegi policjanci zdołali odstrzelić bandziora z karabinem – świadczy o dobrym wyszkoleniu naszych antyterrorystów. 

O smutku...

Trafiła mi się recenzja z "Reputacji".

  http://lubimyczytac.pl/ksiazka/259796/reputacja/opinia/29438029#opinia29438029

Autorkę rozczarowała tytułowa „Reputacja” (nudna i przewidywalna),  ubawiło opowiadanie „Hitler w szklanej kuli” (!? A co w nim niby zabawnego?) a zniesmaczyło „Wielbłądzie masło” – bo po pierwsze o cyrku, po drugie niedźwiedzica miała na imię tak jak Ona. Te opinie mnie i rozbawiły i trochę zirytowały, ale cóż – to wolny kraj. Ludzie mają różne gusta. Można nie lubić cyrku.    

Niestety Recenzentka skomentowała też opowiadanie „Naszyjnik”. Pisałem go latem, zajmując się dziećmi. Pisałem nocami i bladym świtem gdy dzieciory-potwory spały. Cyzelowałem bardzo długo, chyba ponad trzy tygodnie. Chciałem zawrzeć w nim głęboko chrześcijańskie przesłanie, trochę wiedzy o Bizancjum i prawosławiu, dać czytelnikowi fascynującą zagadkę. Chciałem pokazać geniusz Storma który z szalenie nikłych przesłanek odczytuje wiadomość z odległej przeszłości. W scenie burzliwego spotkania z narzeczoną zderzyć odchodzący świat wartości z nadchodzącym „nowym”. Pokazać płytkość i miałkość ludzi współczesnych, powierzchowność ich sądów, skażenie myśli…     

Recenzentka uznała to opowiadanie za tekst o …pedofilu-nieudaczniku. Takiego odczytania tego co napisałem nie wyobrażałem sobie w najczarniejszych snach. I w tym momencie zrobiło mi się po prostu cholernie smutno. 

Jak kłamać używając ...prawdy.

Metoda szkoły „dziennikarstwa” uprawiana przez uczniów i duchowych synów michnika jest bardzo łatwa do zdekodowania. Aby wypaczyć i zafałszować obraz rzeczywistości potrzebny jest bardzo duży zbiór prawdziwych informacji. Z niego wybiera się anomalie. Wystarczy kilka-kilkanaście. Następnie uprawia się publicystykę „pod założoną tezę” – skupiając na anomaliach a maksymalnie marginalizując resztę.

Przykład: opisując losy Żydów w czasie II wojny św. znajduje się porządnych Niemców którzy żydom pomagali. Oczywiście byli i tacy – ale stanowili zaniedbywalny promil populacji. Znajduje się też i opisuje Polaków szmalcowników. Rzecz jasna tacy też się trafiali. Przypadki autentycznych dobrych niemców i autentycznych (choć nie koniecznie) złych Polaków zestawia się ignorując powszechny antysemityzm pozostałych Niemców, oraz postawę pomocy Żydom powszechną wśród Polaków.

Przykład II: wśród księży katolickich rzecz jasna trafiają się pedofile. Jest ich niewielu. Tworząc artykuły tym razem dziennikarze musieli się bardziej postarać. W tym celu retusz rzeczywistości wykonali głębszy. W USA stosunki seksualne legalnie można odbywać od 18-tego roku życia. (w Polsce od 15-tego). Skupiono się zatem na USA. Dzięki temu uzyskano znacznie „lepsze wyniki” – gdyż tam skutkiem bardziej restrykcyjnego prawa po prostu przestępców seksualnych było więcej. U nas większość sprawców zaklasyfikowano by jako efebofii – preferujących seks z nastolatkami 15+, a ich czyny choć naganne moralnie od strony prawnej byłby całkowicie dopuszczalne. Pominięto też starannie orientację seksualną sprawców – by ukryć fakt że przytłaczająca większość z nich była homoseksualistami przyjętymi do seminariów na fali modernizmu…

Skupiając się na problemie pedofilii kleru katolickiego pominięto cały kontekst. Nie pokazano jak to jest u protestantów, żydów i muzułmanów zamieszkujących USA. Nie zestawiono też duchownych z innymi grupami zawodowymi. Dotarłem wtedy do informacji że skazano 101 księży, zakonników i świeckich pracowników kościoła, a w tym samym okresie za to samo odpowiedziało karnie około 4 tysiące(!!!) nauczycieli i trenerów sportowych pracujących z młodzieżą.  

Po kilkunastu odpowiednio spreparowanych tekstach, pisanych przez różnych publicystów, czytelnik zaczyna wierzyć w całkowicie wypaczony obraz rzeczywistości. To fenomen dziennikarstwa „wybiórczej”, sztuczka doprowadzona do perfekcji:  Mówiąc prawdę o konkretnych ludziach tworzy się kłamstwo o ich środowisku i o ich czasach.

Zaproszenie dla Krakusów

Zapomniana krucjata

            Nim nad Bliskim Wschodem wzeszedł półksiężyc islamu ...

            Nim Mahomet zjednoczył plemiona Półwyspu Arabskiego ...

            Nim Jerozolima dostała się w ręce muzułmanów ...

            Dwa starożytne imperia toczyły ostatnią wojnę antyku, wojnę, która wstrząsnęła Azją oraz Europą i sprawiła, że nic nie było już takie, jak przedtem.

            Stowarzyszenie Closer To Asia we współpracy z Wojewódzką Biblioteką Publiczną w Krakowie i wydawnictwem Bellona zaprasza na wieczór autorski Łukasza Czarneckiego , autora opowiadającej o tzw. ,,wojnie światowej VII wieku" książki pt. ,,Konstantynopol 626".

            Zanurz się wraz z nami w fascynujący świat późnego antyku i poznaj niezwykłe dzieje zmagań między Cesarstwem Bizantyńskim a Persją. Zmagań, w których stawką był los zachodniej cywilizacji. 

            Jeśli nie straszny Ci szczęk mieczy, świst strzał i wojenne okrzyki barbarzyńców, przyjdź, dołącz do nas i wysłuchaj fascynującej opowieści.

            O autorze: Łukasz Czarnecki historyk, pisarz i publicysta, wieloletni współpracownik magazynów: ,,Historia Do Rzeczy", ,,Focus Historia" i ,,Mówią Wieki".  O „Konstantynopolu 626" mówi, że to ,,epos z przypisami".

            Czas i miejsce: 5 grudnia o godzinie 18.00, sala nr 53 budynku głównego Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie przy ulicy Rajskiej 1

Wstęp wolny

 

O głosowaniu

Nie namawiam nikogo jak ma głosować. Namawiam by głosować świadomie. 

Przyjrzeć się programom. Przyjrzeć się jakich ludzi skupia dana partia. Co sobą reprezentują. Kim są ich przyjaciele. Kim są ich wrogowie. co robili gdy poprzednio byli u koryta. Jakim językiem się psługują na codzień. 

Czasem wybierając trzeba iść na kompromis - oddać głos na mniejsze zło. Ale to też trzeba zrobić świadomie. Skalkulować. 

Czasem dociera się do granicy. Do miejsca gdzie już nie da się iść na kompromis - wtedy może lepiej zostać w domu?

Gdy wybierzemy warto co jakiś czas zrobić audyt swojego wyboru i audyt ludzi których poparliśmy. Ocenić czy oddalibyśmy na nich głos raz jeszcze. Czy nie wstydzimy się swojego wyboru. Czy nie zgrzeszyliśmy naiwnością oceny. 

Na razie moja ocena obecnych władz jest ostrożnie in plus. Wiele rzeczy zawalili, wiele zaniedbali, o wielu nawet nie pomyśleli. A w wielu sprawach może by i chcieli dobrych zmian - ale łapki za krótkie... To i owo im się udało - podczas gdy poprzednim się nie udawało... Kilka razy byłem mocno rozczarowany, a parę razy byłem przyjemnie zaskoczony. 

Nie wstydzę się przyznać że głosowałem na PiS. Jednocześnie wolę się deklarować nie jako zwolennik PiS ale jako sojusznik. Bo prawda jest taka: Wolałbym poprzeć kogoś lepszego - ale w mojej ocenie lepszego wyboru po prostu nie było... Jestem elektoratem negatywnym PO - swój głos na PiS oddałem także dla tego by ludzie tuska mieli w Polsce niewiele lub zgoła nic do powiedzienia. 

Przyjdą kolejne wybory. Znów zrobię audyt. Czy oddać mój głos na kolejne 4 lata "Kaczyzmu" czy nie. I niestety audyt będzie też obejmował konkurencję. Bo trzeba sobie postawić trudne pytanie: jeśli nie PiS to kto... I znów będzie okazja by myśleć nad granicami naszego kompromisu. 

Ale najważniejsza jest świadomość. Ocena działań rządu nie na podstawie papki medialnej ale twardych danych i tego co sami widzimy dookoła.  

Ekshumacja w Jedwabnem będzie powtórzona?

http://prawy.pl/61641-senator-pis-profesor-jan-zaryn-oficjalnie-poparl-wznowienie-ekshumacji-w-jedwabnym/

moim zdaniem nie ma jakiejś szczególnej potrzeby powtarzania ekshumacji w Jedwabnem - łuski karabinowe i pistoletowe znalezione w zasypisku grobu podczas pierwszej ekshumacji są jednoznacznym dowodem winy NIEMCÓW. 

O portretach...

Narodowcy z Wrocławia będą mieli nieprzyjemności. 

zorganizowali happening w trakcie którego a symbolicznych szubienich powiesili potrtrety ośmiorga europosłów PO - tych którzy splamili się zdradą głosując w europarlamencie za rezolucją poptępiającą nasz kraj. 

Narodowcy nawiązali do wypadków z roku 1794 - kiedy to w Warszawie wobec braku możliwości powieszenia członków Konfederacji Targowickiej powieszono ich portrety...  https://pl.wikipedia.org/wiki/In_effigie

Niestety - nasze sądy zaludniają ludzie którzy ewidentnie historii nie znają... Nardowcy ścigani będą za "groźby karalne". 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/