BLOG

Życzenia dla polityków na rok 2018
- wtorek, 02, styczeń 2018 00:19
- Andrzej Pilipiuk
Polskim Politykom życzę na Nowy Rok przede wszystkim ODWAGI. By przestali się bać mediów, „opozycji”, „spontanicznych” protestów, unii europejskiej i wyników tzw. „sondaży”. niech mówią prawdę Niech robią co trzeba, niech służą społeczeństwu, niech służą interesom Polski, niech budują nasz kraj bez oglądania się na rozmaitych krzykaczy. Niech odważnie tworzą nową lepszą Polskę – wbrew sitwom, nawet wbrew kolegom partyjnym.
Polskim politykom życzę też STRACHU. Niech się boją przepisów prawa. Niech się boją kontrwywiadu, służb zwalczających korupcję i przestępstwa. Niech się boją Boga. Niech się boją sprawiedliwego osądu przyszłych pokoleń. Niech postępują tak by sumienie nigdy nie musiało im przypomnieć o uczciwych i ciężko pracujących ludziach których zniszczyli, skrzywdzili, okradli lub zabili swoimi przepisami.
Polskim politykom życzę WIELKOŚCI. By nie byli politykami ale prawdziwymi Mężami Stanu. By ich uczciwość, poświęcenie i postawa moralna budziły podziw oraz szacunek ze strony przyjaciół i sojuszników. By ich siła woli, odwaga i nieugiętość charakterów budziły strach przeciwników i wrogów. By nigdy nie zawiedli, by się nie sprzeniewierzyli przysięgom, by nigdy nie zdradzili interesów Polski i Polaków.
A nam - zwykłym ludziom życzę aby politycy po nas nie deptali, żeby nas nie okradali i żebyśmy nie musieli się za nich wstydzić...
o porażce
- poniedziałek, 01, styczeń 2018 23:53
- Andrzej Pilipiuk
W powieści George Orwella „Rok 1984” funkcjonują dwa mechanizmy po pierwsze „dwójmyślenie” czyli uznawanie danej cechy za zaletę lub wadę w zależności od okoliczności. Po drugie „zbrodnioszlaban” – czyli umiejętność automatycznego skierowania swoich myśli na inne tory w razie wykrycia treści antysocjalistycznych.
Mutację „zdrodnioszlabanu” obserwowałem w Polsce wielokrotnie. Wytresowała nas w tej sztuce „gazeta wyborcza”. U nas objawia się głównie automatycznym odrzucaniem tez – wszystkich tez – z uwagi na osobę która je wypowiada… Ludzie tacy jak J.Kaczyński czy A.Macierewicz (nie mówiąc o J.Korwinie-Mike czy W.Cejrowskim) ad definitione nie mogą mieć racji NIGDY. Cokolwiek powiedzą będzie wyszydzone, przekręcone lub w przypadku groźnych treści totalnie przemilczane przez media.
Druga mutacja to odrzucanie tekstów przez pryzmat pewnych zbitek poglądów. Gdzieś około roku 1992-giego jako nastoletni czytelnik „gazety wyborczej” trafiłem w tygodniku „Relacje” na artykuł o wkroczeniu sowietów na kresy i o spontanicznej reakcji miejscowych żydów. Uznałem artykuł za antysemicki – a zatem ad definitione – fałszywy. Kłopot w tym że trafiły mi się kolejne teksty a co więcej rozmawiałem z kilkoma świadkami tych wypadków. I w którymś momencie uświadomiłem sobie że coś jest nie tak. Że albo świat składa się z hord łgarzy-antysemitów albo faktycznie tak było. A skoro tak było - to tezy Michnika o żydach jako wiecznie poszkodowanej niewinnej ofierze nie da się obronić. I że trzeba samodzielnie kopać w poszukiwaniu prawdy.
Patrząc na odzew jaki wywołuje „Raport z Północy” widzę że ten zbrodnioszlaban działa nadal. Niemal 30 lat po obaleniu komuny, w epoce w której Michnik i jego „salon” są kompletnie już skompromitowani, mechanizm wyparcia wciąż działa jak sprawnie naoliwiona maszynka.
Piszę w tej książce prawdę. Piszę o sprawach naprawdę trudnych i poważnych. Przywołuję pamięć wielu różnych ofiar. Piszę o zbrodniach uczniów lutra i kalwina. Piszę o zbrodniach szwedzkiej demokracji (np. na Lapończykach). Piszę o zbrodniach popełnianych przez tzw. „uchodźców” i jak się je zamiata pod dywan. Wspominam o zbrodniach komuny. Piszę o rzeczach o których wypada wiedzieć.
Ludzie identyfikują moje poglądy jako zoologiczne i automatycznie odrzucają tekst. Odrzucają tekst uznając go za antyekumeniczny (bo luteranie to nasi bracia…), antysocjalistyczny (s kto ostro przeciw socjalizmowi to pewnie faszysta) i nieomal rasistowski (terroryzm przecież nie ma nic wspólnego z islamem, a obrzezanie kobiet jest w wielu kulturach).
Smutno mi.
W „Oku Jelenia” chciałem pokazać w miarę obiektywnie dwie strony konfliktu – Danię i Hanzę – jak dwa warczące psy walczące o ogryzioną kość która była ówczesna Norwegia. Chciałem pokazać Hanzę i w jej chwale i w upadku. To co było dobre i to co było złe. Sądząc po licznych recenzjach zrobiłem to źle.
W „Raporcie z północy” chciałem opisać Skandynawię na przestrzeni ostatnich 18 lat. Co widziałem o czym czytałem. Opisać obiektywnie i poziom życia i upadek społeczeństwa. To co dobre, czego powinniśmy się od nich uczyć, oraz to co złe i wstrętne… I znów się nie udało.
dlaczego się tłumaczę?
- niedziela, 31, grudzień 2017 09:08
- Andrzej Pilipiuk
to efekt niewyżytych ciągotek belferskich.
gdy widzę że ktoś czegoś nie zrozumiał staram się wyjść mu na przeciw...
Jeszcze o raporcie.
- niedziela, 31, grudzień 2017 08:52
- Andrzej Pilipiuk
Czego można się dowiedzieć z krążących w necie recenzji „Raportu”? ot np. taki kwiatek…
Niestety w każdym rozdziałem dowiadujemy się, jak mocno ograniczone i pełne pogardy dla innego człowieka poglądy reprezentuje Autor przy okazji bedąc zwolennikiem spiskowej teorii dziejów.
całość: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4807997/raport-z-polnocy/opinia/43697393#opinia43697393
Nie powiem – mocno ubódł ten zarzuto o pogardzie dla innego człowieka. Owszem w książce nie patyczkowałem się. Kto zatem oberwał?
Oberwali (odrobinę) moi tzw. „koledzy z klasy” – nie opisywałem szczegółowo poziomu zbydlęcenia i poniżeń które banda nastoletniej żulii serwowała każdemu kto im nie pasował. Nie miałem na to szczególnej ochoty. Ale jeden przykład: Mojemu kumplowi regularnie malowali na ręce długopisem …numery obozowe. To był rok 1986 – tragedia II wojny światowej była doświadczeniem większości naszych Rodziców i WSZYSTKICH naszych dziadków. Doświadczeniem co starszych belfrów. Zaledwie 41 lat po wojnie kilku gnoi w POLSKIEJ szkole bawiło się w Auschwitz. I z takim bydłem musiałem dzien w dzien siedzieć w jednym pomieszczeniu. Starczy taki przykład? Oberwali też nauczyciele którzy ten stan rzeczy tolerowali. A powiem że szkoła Ad. 1986 miała nieskończenie większe możliwości walki z patologią niż dziś. I jednocześnie nawet tę nastoletnią patologię brałem trochę w obronę – bo tłumaczę jakie były moim zdaniem źródła tej agresji i zbydlęcenia…
Oberwali luteranie – oberwali głównie za ikonoklazm – za zniszczenie niewyobrażalnej ilości arcydzieł sztuki skandynawskiej. I za manowce na jakie zeszła ich religia dziś. Tu ująłem się twardo za ofiarami prześladowań. Np. za siostrą zakonną którą sobie zamknęli i gwałcili w więzieniu aż przed samym procesem urodziła dziecko. Za powstańcami ze Smalandi. Za chłopami którym konfiskowano dzwony by odlać z nich armaty potrzebne w grabieżczych wojnach… Za Żydami którym uczniowie lutra urządzili w Skandynawii shoah skuteczniej niż hitlerowcy… Katolikom oberwało się może ciut mniej ale przy okazji „krwawej łaźni Sztokholmskiej” i po nich się przejechałem walcem – tym razem broniąc ofiar, w tym dzieci. Czasy były okrutne i o tym napisałem.
Cały obszerny rozdział poświęciłem obronie Lapończyków – którzy pod wieloma względami mieli w demokratycznej Szwecji przechlapane jak Żydzi czy Polacy w III Rzeszy. Pogarda? Tak – wobec szwedzkich urzędników którzy ewidentnie inspirowani nazizmem postanowili biologicznie i kulturowo zniszczyć najstarszy naród Europy.
Przejechałem się też oczywiście po nazistach, na czele z Quislingiem. Przejechałem się jak walcem bo jakoś ich cholernie nie lubię i z racji zaszłości historycznych totalnie nimi gardzę. Przejechałem się też po polskich komuchach – bo uważam że mój naród zasługiwał na lepszy los niż status niewolników na sowieckiej plantacji. Przejechałem się po paru artystach którzy mając ogromny talent oddali go na usługi krwawych totalitaryzmów a potem udawali że o niczym nie wiedzieli. Przejechałem się po szwedzkiej lewicy – w której widzę spadkobierców tak narodowego socjalizmu jak i marksizmu-leninizmu.
Oberwało się w tej książce islamistom. Ale nie wgłębiałem się z ich ideologię ani nawet nie cytowałem odpowiednich stur Koranu tylko wymieniłem kilka (zaledwie kilka!) ich zbrodni – w tym wziąłem w obronę ich córki poddawane rytualnemu wycinaniu łechtaczek. (przypadek z Goeteborga…). Pogarda? A jak zachować sympatię lub okazywać poszanowaniu bydlakom którzy uratowani przed wojną, przygarnięci, nakarmieni „odwdzięczają się” gwałcąc córki wybawców i mordując ludzi nożem? Jak pisać o ludziach któorzy bezlitośnie okaleczają własne dzieci!? Wspomniałem też jak szwedzkie prawo chroni sprawców gwałtów i morderstw.
Ergo: zarzut uważam za dęty. Pogardę okazałem wyłącznie oprawcom stając murem po stronie ofiar i to ofiar należących do różnych narodów kultur i religii. Pokazując zbrodnie i przywołując pamięć tych ofiar – w większości w Polsce nie znanych. Na tym moim zdaniem polegają wartości humanistyczne – by ująć się za słabymi i prześladowanymi. By zapalić im świeczkę na mogile. By ująć się za mordowanymi, grabionymi i niewinnie skazywanymi na zagładę. By ująć się za córkami ojców-oprawców. By wskazać zło palcem. By je nazwać, zdefiniować, napiętnować i by przed nim ostrzegać. "Poeta pamięta" Takie jest przesłane mojej książki. Niestety dla kilku odbiorców ta lektura okazała się ewidentnie za trudna…
W odpowiedzi Czytelnikowi.
- środa, 27, grudzień 2017 09:19
- Andrzej Pilipiuk
Tomasz Kruszyna zapisał w księdze gości swoje przemyślenia po lekturze „Raportu z północy”. Generalnie rzecz biorąc spodziewałem się że pewien odsetek czytelników tak właśnie to odczyta… Ponieważ recenzja jest obszerna i ciekawa – pozwalam ją sobie tu przekleić i opatrzyć komentarzem.
Podobają mi się zasadniczo refleksje i wrażenia z podróży po Skandynawii, urywkowe, czasem jak błysk flesza, czasem rozbudowane, zawieszone w gęstej materii rozległej wiedzy historycznej Autora. Lubię niesystematyczny wykład, skojarzenia podążające swoimi drogami przez historyczne i osobiste doświadczenia. Porównuję je ze swoimi peregrynacjami po Skandynawii.
Czytam z przyjemnością kolejne książki Autora. Co więcej, nieodmiennie czytają je moi nastoletni synowie wolnomyśliciele. W tej książce jest też jednak expressis verbis wszystko, co definiuje współczesną polską prawicę: katolicyzm wdychający z lubością smród kacerskich stosów; pogarda dla „lewactwa”, czyli wszystkiego postępowego w cywilizacji europejskiej, wliczając tolerancję i bezpieczeństwo socjalne; uchodźcy jako zwierzęta roznoszące choroby zakaźne; schizofrenia myślenia i hipokryzja; teorie spiskowe; apologia kary śmierci; apologia prezydenta tysiąclecia.
Owszem – uważam że palenie na stosach było niestety w pewnych przypadkach słuszne i potrzebne. Dowodzi tego historia średniowiecznej Europy – zwłaszcza okres gdy z praktyki palenia na stosach zrezygnowano…
Gardzę lewactwem, całą spuścizną myśli marksa, lenina, stalina, hitlera i ich naśladowców. Nie uważam myśli lewicowej za postępową. Biorąc pod uwagę demolkę kultury europejskiej i rzeź II wojny światowej w tym obozy koncentracyjne tak niemieckie jak i sowieckie odrzucam taki „postęp”. Z całego dorobku społecznego leninowców i hitlerowców jedynie idea wczasów pracowniczych jakoś do mnie przemawia.
Bezpieczeństwo socjalne narodziło się wieki całe przed lewicą. Pewne formy zasiłków czy mieszkań socjalnych istniały już w starożytnym Rzymie. To doby XV/XVI wieku miałem przyjemność osobiście odkopywać jako archeolog – podczas badań w Płocku (1997) – wzdłuż fundamentów kościoła św. Ducha leżały szkielety pensjonariuszy przyległego przytułku – pomiary czaszek pozwoliły zidentyfikować m.in. starego Mongoła i Żydówkę – ergo: opieką obejmowano nie tylko „swojaków”.
Długo można by pisać o ubezpieczalniach społecznych, bractwach, fundacjach, systemach opieki w obrębach cechów etc. – to wszystko wymyślono i praktykowano zanim karol marks ujął pióro w rękę.
Jeśli chodzi o tolerancję w Polsce praktykowaliśmy ją całe stulecia przed tym nim odkryto ją na zachodzie. Problem w tym że tolerancję praktykować może społeczeństwo silne i zasobne – bogate także pod względem kulturalnym. Chwile gdy Polska słabła przynosiły problemy a to w postaci buntów kozackich, a to w postaci rzezi wołyńskiej… Tolerancja religijna też wychodziła nam bokiem nie raz – np. podczas „potopu”. Z Żydami też mieliśmy swoje problemy… W czasie okupacji nie wszyscy polscy niemcy zachowali się jak Wedel czy Schiele. Hitlerowcom podczas okupacji nie brakowało tłumaczy ani kapusiów.
Owszem „uchodźcy” przynoszą choroby – na szczęście nie na taką skalę jakiej można by się obawiać. Długa i ciężka droga do Europy jest bowiem zabójcza (dosłownie) dla słabszych i chorych. Ale problemu nie można lekceważyć.
Kara śmierci jest potrzebna. Trynkiewicz będzie wolny za 4 lata. Siedzi tylko dzięki temu że mu pewne rzeczy podrzucono do celi. Ustawa „o bestiach” jest do podważenia…
Prezydent tysiąclecia to raczej był aleksander kwaśniewski – tak go w każdym razie kilka razy nazwała lewicowa publicystyka – zanim się połapali że to obciach…
Można wymieniać dalej – całe pokłady nieprzerobionej frustracji, nieukierunkowanych żalów i poczucia „gorszości”, przetrawione w intelektualną agresję.
Moja agresja wynika właśnie z tego że swoje frustracje przerobiłem i wyciągnąłem wnioski. I w którymś momencie postanowiłem mówić otwarcie o tym czego nie lubię i walczyć o swoje. Oraz ujmować się za tymi których niesłusznie biorą pod but (np. rozdział o Laponczykach). Moje żale nie są „nieukierunkowane” – wręcz przeciwnie! Przecież piszę dokładnie i wyraźnie do kogo mam żal i o co.
Poczucie gorszości – oczywiście mam. Trudno go nie mieć gdy człowiek patrzy na cennik biletów do skansenu w Oslo i musi powiedzieć sobie: nie stać mnie. Trudno go nie mieć gdy stawia się w lesie chiński namiot za trzy dychy i patrzy na starych szkopów śmigających kamperami. Ci śmigający w 1999 roku mogli mieć jeszcze na rękach krew naszych dziadków…
Autor zachowuje się jak typowy islamista: wykorzystuje „lewacką” tolerancję dla głoszenia poglądów nietolerancyjnych; grzech odmienności (religijnej, obyczajowej) traktuje jako przestępstwo zagrożone karą główną; spotkanie kultur i obyczajowości jako walkę o przetrwanie (my albo oni).
Słowa „lewacka” i „tolerancja” nie tworzą związku frazeologicznego. Lewacy tolerancję stosują niezwykle wybiórczo – tolerują wyłącznie poglądy mieszczące się w pewnym zdefiniowanym zasobie. Innym okazują wrogość. Nie obrażam się o to. To zupełnie normalne. KAŻDY tak ma. Są poglądy i postawy na które umiemy patrzeć przez palce i takie które budzą naszą odrazę i sprzeciw. Spotkanie kultur mamy wszędzie wokoło. Np. w wyniku spotkania z „kulturą niemiecką” nie mamy polskiego przemysłu…
Dwa przykłady schizofrenii myślowej: katolicy wiele się w Skandynawii wycierpieli, byli strasznie prześladowani, dopiero w XIX lub XX wieku zniesiono prawny zakaz wyznawania katolicyzmu; ot, tak ni stąd, ni z owąd stał się katolicyzm ofiarą nienawiści. Kilka stron dalej – o łaźni sztokholmskiej, jaką katolicki król pod rękę z katolickim biskupem urządzili walczącym o samostanowienie mieszkańcom miasta… Wczytując się w tekst Autora uważny (nie prawicowy) czytelnik przestaje mieć wątpliwości, dlaczego protestantyzm stał się w Skandynawii tak popularny.
Po prostu starałem się być obiektywy. Trafił się biskup kanalia – napisałem o tym. Ale napisałem też że wcześniej „lutry” trzymali go w więzieniu. Trafił się „wesoły” biskup na Islandii – też o tym napisałem. Katolickie powstanie w Smalandii i Norwegii oraz wojny religijne wskazują że luteranizm narzucano siłą. Dokładniej pisze o tym dr. Andrzej Żygadło – polecam jego książkę „Reformacja w Szwecji, Danii i Norwegii. Studium porównawcze”.
W innym fragmencie znajdujemy krytykę biskup luterańskiej Szwecji – lesbijki żyjącej (o zgrozo wołająca do nieba) z kobietą, która nie została skazana za spowodowanie wypadku drogowego (w domyśle – ponieważ jest lesbijką, i byłoby to politycznie niepoprawne). W sumie fakt – lepiej „to” robić w skrytości, homoseksualizm męski i niemal usankcjonowana przez dziesiątki lat pedofilia nie są aż tak odrażające jak miłość lesbijska…
Protestantyzm potraktował Biblię jak „szwedzki stół” – wybrał sobie to co mu się podobało i pasowało. Wspomnianą panią biskup na głowę szwedzkiego kościoła namaścił parlament (luteranizm jest w Szwecji religią państwową).
Dobrze, że Autor nie żyje w świecie rządzonym przez ludzi podobnie mu myślących.
Też się z tego powodu cholernie cieszę :) choć nie są to ludzie tak do końca myślący podobnie jak ja – wolałbym np. więcej szubienic…
Mnie z pewnością spalono by na stosie wraz z żoną i nieletnimi synami, przy nieukrywanej radości i satysfakcji Autora, przy wtórze jego gorących (sic!) modłów o nasze nawrócenie.
Z teologicznego punktu widzenia – spalenie na stosie było praktykowane dla oczyszczenia duszy najbardziej zatwardziałych grzeszników – gdy łagodniejsze metody perswazji zwiodły. Chodziło właśnie o to by nieszczęśników mimo wszystko wysłać do nieba.
Możemy się oczywiście spierać czy zbawienie wbrew woli zbawianego jest możliwe.
Pomodlić się za Was oczywiście nie zawadzi…
Problem w tym, że on sam pewnie podziwiałby egzekucję z pozycji trefnisia prowadzonego na łańcuszku i robiącego fikołki ku uciesze bezzębnej i śmierdzącej, skołtunionej gawiedzi, bo taki byłby w świecie urządzonym wedle jego reguł los ludzi nietuzinkowych (w świecie politycznej niepoprawności mówiono by raczej o mańkutach-dziwakach).
Leworęczność utrudniała ludziom życie od zawsze – ale początkowo utrudniała życie warstwom wyższym – które musiały pisać. (piszemy od lewej do prawej – wygodniej jest robić to prawą ręką). Podobnie z przypadku zespołu kosiarzy tnących zboże tzw. „Ławą” – mańkut poodcina nogi kolegom. W okresie rewolucji przemysłowej zrobił się problem bo maszyny są dostosowane do obsługi przez praworęcznych. Ale mańkutów na poważnie tępić zaczęła dopiero lewica. (vide wspomnienia Izaaka Asimova).
W sumie – jak spacer po parku, w czasie którego czasem wdepnie się w psią kupę…
Książka może stanowić niebanalne studium umysłu prawicowego.
Dziękuję ;)
W sumie książkę polecam wszystkim wielbicielom twórczości Autora, który sam siebie określa wielkim grafomanem. Przynajmniej w tym względzie podoba mi się polityczna niepoprawność.
Napisałem uczciwie: gdzie byłem, co widziałem i co o tym wszystkim sądzę. Pisałem tak obiektywnie jak się dało. Dowaliłem wszystkim ludziom i zjawiskom które mi się nie podobały. Pochwaliłem przykłady opamiętania lub hartu ducha. Jak dla kogoś treść jest niestrawna – to może ładne zdjęcia pooglądać…
Sprawa szwedzkich marynarzy
- wtorek, 26, grudzień 2017 20:27
- Andrzej Pilipiuk
W "Raporcie z Północy" wspomniałem sprawę zagadkowego zniknięcia szwedzkich marynarzy. (rozdział "Zaginieni" str. 329). Przepadli bez wieści w Polsce, zimą 1948 roku. Ich okręty znaleziono dryfujace na Bałtyku. Pisałem o tym też na tym blogu:
http://pilipiuk.com/index.php/blog/1913-mroki-historii
http://pilipiuk.com/index.php/blog/2077-zagadka-zalogi-kinnekulle
Grzebiąc za zupełnie innymi rzeczami znalazłem w odchłaniach netu relację Dominka Dzimitrowicza - człowieka który twierdził że był jako nastolatek świadkiem tortur i śmierci Szwedów, a ich ciała spalono w krematrium UB w Słupsku... (prawdopodobnie jest to przedruk tekstu z polonijnej gazety "Gwiazda Polarna" - wydawanej w USA). Wspomniany twierdził że bezpośrednim prowodyrem porwania i mordu był pułkownik NKWD Izaak Stolcman - a prywatnie ojciec naszego byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.
(w połowe strony)
Szczerze powiedziawszy - historia ta wydaje mi się dość prawdopodbna. Ubecja i NKWD popełniały odrażające zbrodnie. Niejeden Polak znikł bez śladu...
Zarazem historia ta wydaje mi się kompletnie nieprawdopodobna z dwu powodów.
Po pierwsze - zamordowanie kilkunastu Szwedów to zbyt gruba sprawa jak na samowolkę nawet w wykonaniu pułkownika NKWD.
Po druge - kompletnie nieprawdopodobne wydaje mi się by pozostawiono przy życiu świadka...
Po trzecie - piwnice budynku UB w Słupsku (obecnie biblioteka pedagogiczna) były już badane - nie znaleziono śladów ludzkich zwłok, nie zidentyfikowano też instalacji które mogły być pozostałościami pieców krematoryjnych. (inna sprawa że ubecja miała 40 lat na zatarcie śladów...)
*
Uważam że śledztwo trzeba wznowić...
Recenzja z "Raportu"
- wtorek, 26, grudzień 2017 19:50
- Andrzej Pilipiuk
Faaajna ;) I miło mi że Autorka doceniła...
/.../
Ale to dopiero pierwszy poziom “Raportu z Północy”. Andrzej Pilipiuk nie jest typowym turystą, który tylko biega z aparatem i fotografuje się na tle najpopularniejszych zabytków. Skandynawia to dla niego kraina na poły mityczna i do swojej podróży w głąb surowego regionu doskonale się przygotował. Dlatego też o kulturze, historii i życiu społecznym w Skandynawii dowiemy się z tej książki całkiem sporo.
/.../
Całość:
https://imaginatus.pl/raport-z-polnocy-pilipiuk/
Zima sprzyja "kaczyzmowi".
- poniedziałek, 25, grudzień 2017 22:39
- Andrzej Pilipiuk
Ciepła zima to wielka ulga dla gospodarstw domowych – mój blok spalił w grudniu o 1/3 mniej gazu niż rok temu. W skali kraju to ogromne oszczędności: miliony metrów sześciennych gazu, miliony ton węgla, miliony metrów sześciennych drewna. Czyli miliardy złotych które zamiast iść z dymem zostaną ludziom w kieszeniach.
Brak śniegu to niższe koszta utrzymania linii kolejowych dróg i autostrad. Brak mrozu to mniejsze straty w rolnictwie, sadownictwie ale też mniej dziur w nawierzchniach naszych szos. Mniej soli zjadającej karoserie naszych aut i trującej drzewa w mieście.
Ciężkie zimy były zmorą reżimów Gierka i Jaruzelskiego. Mrozy dobijały i tak ledwie dyszącą gospodarkę, śniegi utrudniały transport i tym samym zaopatrzenie. Lekka zima to konkretne wsparcie dla rządów PiS-u. Efekty makroekonomiczne zapewne zobaczymy wiosną gdy ludzie wydadzą uciułane groszaki.
Na święta
- poniedziałek, 25, grudzień 2017 08:32
- Andrzej Pilipiuk
Czego życzyć moim Czytelnikom na święta Bożego Narodzenia? Spokoju, beztroski, by każdy znalazł swoje miejsce przy stole… I żeby mógł uznać że jest to także jego stół. Aby spory polityczne i rodzinne nie zakłócały nam tej chwili. Życzę też zrozumienia istoty tych świąt - pogodnej zadumy nad początkami naszej religii i nad tym jak bardzo chrześcijaństwo zmieniło świat na lepsze.
A na nadchodzący rok? Żeby był to tok spokojnego budowania. Żeby była okazja do ciężkiej pracy, ale też by pojawiła się za nią godziwa zapłata. Żebyśmy byli zdrowi i żeby dopisywało nam w życiu szczęście. Żebyśmy był mądrzy i rozsądni i abyśmy potrafili pozytywnie wpływać na tych głupszych… Żeby nie zbrakło nam sił, wiedzy, umiejętności i optymizmu by sprostać wyzwaniom które niesie życie. Żeby władza się nas nie czepiała. Nie przeszkadzała, nie pomagała a najlepiej by w ogóle raz na zawsze zapomniała o naszym istnieniu. By niezbędne reformy tworzone były nie dla pijanych i słabych ale dla trzeźwych i silnych.
A światu przede wszystkim potrzebny jest pokój i honor przywódców, bo bez tego drugiego pokoju nie będzie…
Z kuźni
- piątek, 22, grudzień 2017 21:21
- Andrzej Pilipiuk
-Może dacie panu hrabiemu dojść do słowa – bąknęła Gosia.
-Dziękuję ci dziecko – Prut skinął jej głową. - Gdy ci bandyci od Kościuszki i kmioty Kilińskiego zajęli wiosną Warszawę…
-Mówimy o insurekcji kościuszkowskiej? – upewnił się Marek.
-No właśnie. Gdy tylko rozpanoszyli się po mieście od razu zaczęły się akty kompletnego barbarzyństwa i terroru. Pamiętam jak dziś ten strach. Ten łajdak Kościuszko kazał wyłapać i powiesić najlepszych patriotów który własną piersią bronili wolności i tradycji naszego narodu, a w dodatku pozyskali jako sojuszniczkę w tym zbożnym dziele jej wysokość carycę Katarzynę…
-Rozumiem że nasze oceny postaw postaci historycznych mogą się trochę różnić ale ja bym jednakowoż nie nazywał wodzów Targowicy patriotami – zarechotał Igor.
-A co ty możesz o tym wiedzieć? Tyle co w książkach wyczytałeś – a ja na własne oczy widziałem i brałem czynny udział w ratowaniu kraju przed popadnięciem w otchłań bezrozumnej rewolty. Przestaniecie mi wreszcie przerywać!? Bo mogę iść po pomoc do zombiaków, albo i gdzie indziej – zaperzył się Prut.
-Dobra, dobra, gadaj, już nie przerywamy.
-W każdym razie siepacze Kościuszki rewidowali pałace i wywlekali z nich swe bezbronne ofiary, które potem służalczy sąd skazywał na śmierć… Gdy zobaczyłem że ci zbrodniarze nie uszanowali nawet hetmanów naszej armii i świętobliwego biskupa Kossakowskiego, będąc w strachu o los powierzonych mojej opiece kobiet zdecydowałem się ukryć i przeczekać ten straszny czas. Zebrałem grupkę przyjaciół i przyjaciółek. Spakowaliśmy co się dało żywności, wina, miodu, gorzałki, oliwy do lamp i świec i zapadliśmy w niedostępne lochy…
/fragment opowiadania "skrab" ze zbioru "Wampir z KC"







