BLOG

Czarna Góra Andrzej Pilipiuk

wieści z placu boju

W dniu wczorajszym (20 I 2018r.) zakończyłem prace nad zbiorem opowiadań „Wampir z KC”. Zbiór będzie liczył dziewięć opowiadań, w tym dwa dłuższe i siedem krótszych. Fabuła osadzona jest w okresie po wypadkach opisanych w tomie „Wampir z M3” i „Wampir z MO” – umownie jest to okres historyczny mniej więcej lat 1988-1991

Co znajdziemy w środku? Dowiemy się o tym jak to wampiry pojechały na wczasy zakładowe. Poznamy historię grzybobrania które zakład musiał zorganizować w styczniu.  Opisałem się jak straszną kanalią był w młodości hrabia Prut.

Będą też opowieści o tym jak wampiry przeżyły zawalenie się komuny, jak ojciec Gosi z partyjniaka zmienił się w szanowanego kapitalistę i jak major Nefrytow odnalazł się w nowej rzeczywistości.

Jako kwiatek do kożucha epizodycznie wystąpią Jakub Wędrowycz i młody Robert Storm.    

ot przetrzeźwiło...

Niemiecka dziennikarka pomagała przez lata uchodźcom, aż otrzeźwała... 

Tekst bardzo długi ale ważny i ciekawy. Mocna odtrutka dla wszystkich naiwnych.

http://www.fronda.pl/a/niemiecka-dziennikarka-obnaza-prawde-o-uchodzcach,105532.html

ciekawy artykuł o powstaniu styczniowym

Fragment: 

Jeśli ktoś pisze, że powstania przynosiły Polsce wielkie straty - i oczywiście nie można tej prawdzie zaprzeczyć - to powinien zastanowić się także, co działo się z Polakami, kiedy nie powsta­wali. Tylko w latach 1832-1873 (z wyłączeniem okresu Wojny Krymskiej i Powstania Styczniowego) z terenu kadłubowego, maleńkiego Królestwa Polskiego wcielono do armii Imperium Rosyjskiego ponad 200 tysięcy młodych ludzi, z czego około 150 tysięcy zmarło lub zginęło gdzieś na służbie garnizonowej w kazachskich stepach, albo w walce z broniącymi swej niepod­ległości Czeczenami, albo od kijów rosyjskich kaprali. Najwyżej 20-25 tysięcy wróciło (po 25-letniej służbie) do kraju... 

http://www.fronda.pl/a/prof-andrzej-nowak-krzyz-powstania-styczniowego,105481.html

z kuźni

-Dziadek Weteran? – podchwycił prezes. – Słyszeliśmy o nim…

-No jak panowie chcieli na niego zapolować to trzy tygodnie za późno przyjechaliście. To był stary warszawski cwaniak, kuty na cztery nogi. Nigdy nie spał dwa razy w jednym grobie. Widziałem go ze cztery razy w życiu… Jeden stary grabarz mi powiedział że to wampir tak to bym się w życiu nie domyślił. Chytrula ubierał się jak ciepły, gębę pudrował żeby wyglądała na opaloną. No i marnie skoczył. Ubecy przyjechali swoim traktorem. Nawet nie ryzykowali podnoszenia płyty, wwiercili się do środka młotem pneumatycznym i puścili przez otwór wodę świeconą z cysterny, może z tysiąc litrów. Tylko para szczelinami nagrobka poszła, widać jak się palił to zagotowało…

o hipokratesie

"Ocelot" w księdze gości słusznie zauważa że lekarze nie składają przysięgi Hipokratesa tylko mocno okrojone z treści przyrzeczenie lekarskie. Znajomy zwrócił mi  też uwagę że obecnie nawet skąldania przyrzeczenia się nie wymaga i wielu absolwentów medycyny olewa ten zwyczaj... Ech. Zapominam że żyjemy w czasach upadku... To jeszcze teksty źródłowe za wikipedią:

*

Przysięgam Apollinowi lekarzowi i Asklepiosowi, i Hygei, i Panakei oraz wszystkim bogom jak też boginiom, biorąc ich za świadków, że wedle swoich sił i osądu [sumienia] przysięgi tej i tej pisemnej umowy dotrzymam.

Swego przyszłego nauczyciela w sztuce (lekarskiej) na równi z własnymi rodzicami szanował będę i dzielił będę z nim życie, i wesprę go, gdy się znajdzie w potrzebie; jego potomków miał będę za braci w linii męskiej i sztuki tej uczył ich będę, gdy zechcą się uczyć, bez zapłaty i pisemnej umowy; na piśmie jak też ustnie wiedzę całą i doświadczenie swoim własnym synom i synom tego, który uczył mnie będzie, jak też przekażę uczniom, którzy umowę tę podpisali i przysięgą tą, jako prawem lekarskim, się związali, lecz nikomu więcej.

Zdrowy tryb życia i sposób odżywiania zalecał będę wedle swoich sił i osądu, mając na względzie pożytek cierpiących, chroniąc ich zaś przed szkodą i krzywdą.

Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją.

Nigdy nikomu nie usunę kamieni moczowych przez cięcie (pęcherza), lecz odeślę każdego do ludzi, którzy z zajęciem tym są obeznani.

Do któregokolwiek z domów wnijdę, wejdę dla pożytku cierpiących; obcy mi będzie rozmyślny występek, jak też każda inna nieprawość, zwłaszcza czyny lubieżne na ciałach kobiet i mężczyzn, nie tylko wolnych, lecz i niewolników.

Cokolwiek przy leczeniu albo też poza leczeniem w życiu ludzi ujrzę lub usłyszę, czego ujawniać nie można, milczał o tym będę, za świętą tajemnicę to mając.

Jeżeli więc tej swojej przysięgi dochowam i jej nie naruszę, niech zyskam powodzenie i w życiu, i w sztuce, i sławę u wszystkich ludzi po wsze czasy; jeżeli zaś ją złamię i się jej sprzeniewierzę, niech mnie wszystko przeciwne dotknie.

I jeszcze przyrzeczenie lekarskie

Przyjmuję z szacunkiem i wdzięcznością dla moich Mistrzów nadany mi tytuł lekarza i w pełni świadomy związanych z nim obowiązków przyrzekam:

obowiązki te sumiennie spełniać;

służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu;

według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek;

nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego;

strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich, jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych;

stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić.

za kasę WOŚP

Lekarz z Rumii narobił sobie kłopotów. Ozdobił swój gabinet karteczką że wyposażenie kupiła mu WOŚP więc nie obsługuje zwolenników PiS. (swoją drogą to ciekawe – byłem przekonany ze WOŚP kupuje sprzęt dla państwowych palcówek a nie dla prywaciarzy?) No i teraz doktor skamle w mediach że to żart był, ale z drugiej roboty go zwolnili, a komisja etyki dobiera mu się do zadka.  

Zasadniczo popieram ochronę własności prywatnej – uważam za całkowicie dopuszczalną sytuację gdy odmawiamy komuś wykonania usługi bo się nam z tego czy innego powodu nie podoba. Popieram zatem ludzi którzy nie pieką gejom tortów ani nie drukują ulotek, popieram selekcje gości przy wejściu do klubów etc. Jeśli ktoś nie chce obsługiwać określonych kategorii ludzi – mówi się trudno. Są konkurencyjne sklepy czy punkty usługowe. Zasadniczo poparłbym zatem tego lekarza – jego prywatny gabinet – jego teren. Problemy widzę dwa.

Po pierwsze SKŁADAŁ PRZYSIĘGĘ HIPOKRATESA. Mówi ona jasno – leczymy wsjech, bez różnicy. I tę przysięgę właśnie publicznie złamał.

Po drugie – niektórzy działacze i zwolennicy PiS są owsiakosceptyczni – ale większość pod paru dni paraduje z nalepionymi serduszkami a i fanty od polityków PiS na aukcjach nie są rzadkością… 

Credo polityczne

Jestem z przekonania paleokapitalistą – wierzę w kapitalizm budowany z marzeń z Biblią w ręce… W Polsce takiego oczywiście kapitalizmu nie ma, ostatni raz występował tu (punktowo…) przed wojną i raczej nigdy go tu nie będzie chyba że założę wreszcie jakiś własny biznes. Nie, w USA te już takiego kapitalizmu chyba nie ma.  

Najbliżej mi było do UPR – tej z pocz. Lat 90-tych. To był dobry mocny spójny program. Jego wdrożenie – choćby częściowe w tamtym okresie dałoby bardzo mocny impuls rozwojowy dla naszej gospodarki. Niestety z jednej strony powszechna cenzura medialna, a drugiej coraz silniejsze  odloty J.Korwina-Mikke i St. Michalkiewicza położyły sprawę definitywnie.

PiS popieram z dwu powodów: po pierwsze żeby się nie dorwali do koryta gorsi od nich. Po drugie – podoba mi się polityka historyczna – zwłaszcza zanegowanie i odrzucenie pedagogiki wstydu. Listę zarzutów wrzuciłem kilka dni temu. Zasadniczo uważam że chcą dla Polski i Polaków dobrze, ale jest w tej partii tylu gospodarczych dyletantów, socjalistów i pospolitych idiotów że wyjdzie jak zwykle. Albo niewiele lepiej niż zwykle.

Moje poparcie jest na ćwierć gwizdka – więc nie uważam się za zwolennika PiS ale za ich sojusznika. Głosowanie na PiS uważam jedynie za pewną mądrość  etapu. (wyjaśniałem kilak razy dlaczego). Marzy mi się sejm w którym PiS będzie najbardziej lewicową partią, a władzę będzie sprawowała koalicja partii sensowniejszych. Tak zapewne nie będzie…  

Z kuźni

Niedzielne popołudnie przy kawęczyńskiej upływało spokojnie. Październikowe słoneczko odbijało się w szybach. Gosia szydełkowała sobie sweterek na zimę, Marek z Igorem siedzieli nad partyjką szachów. Ślusarz przyniósł z wypożyczalni kasetę z trzecią częścią „Evil Dead” ale planowali obejrzeć to arcydzieło dopiero wieczorem. Igorowi co jakiś czas odbijało się jakby wodą kolońską, dwa dni wcześniej popełnił fatalny błąd - wyssał pracownicę fabryki kosmetyków z ulicy Szwedzkiej.

            -…to pewnie estry – tłumaczył mu przyjaciel. – Z pewnością jak siedziała przy taśmie i pakowała te kremy do słoików nawdychała się różnego paskudztwa. Substancje zapachowe przeniknęły do krwi i masz taki efekt… przejdzie za kilka dni.

            -Łatwo ci mówić, ja już za życia nie znosiłem kwiatków!

Do Sławomira

Dziękuję za słowa uznania. Postaram się nadal dawać z siebie wszystko...

*

Fabuła "Wampira z M3" i "wampira z MO" to schyłek rządów Jaruzelskiego - tak ok 1986-87

Działa już w Warszawie hotel Mariott. To może być kolejny anachronzm bo Wikpedia podaje że hotel ruszył w październiku 1989, ale ja kojrzę tą nazwę "wcześniej" spółkę LOT-Mariott zawiązano e 1987-mym. Ech, wszystko trzeba sprawdzać...

Wampir z KC nad którym obecnie siedzę to ma być lato 1988, zima 88/89r a potem przełom 

Ścisłej chronologii nie wprowadziłem - może i błąd...

O szcześliwym dziecku...

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4807997/raport-z-polnocy/opinia/44080991#opinia44080991

Jakaś kobieta - machnęła recenzję "Raportu z północy". Można sobie rzecz jasna przeczytać całość, dla zabawy lub nauki, ja zacytuję kilka krótkich fragmentów. I skomentuję - bo mnie parę stwierdzeń mocno ubodło. 

I tak jak książki fiction pokazują jego najlepsze talenty, tak książka z licznymi wątkami de facto autobiograficznymi pokazuje go jako potwornie zakompleksionego, sfrustrowanego człowieka. Co rusz autor przyznaje (będąc bądź co bądź dorosłym od którego w zdrowym układzie można oczekiwać nieco więcej dystansu do życia),

Czytam jej wywód... Co widzę? Widzę szczęśliwe dziecko urodzone po 1989-tym roku, dziecko bogatej rodziny, dziecko z dużego miasta... Które miało możliwości znacznie szersze niż ja, znacznie większe niż moje pokolenie urodzone w blokach i czynszówkach, żyjące w szarym siermiężnym świecie gdzie telefon czy samochód były luksusem.

że ma nieprzepracowane anse do całego świata, z których największa dotyczy rzekomego gnębienia przez nauczycieli.

„Rzekomego”? A co ona o tym może wiedzieć? To ja tam byłem nie ona. To ja np. dostałem od belfra tzw. plaskacza w czoło za użycie pilnika do metalu przy obróbce drewna. To mnie zawleczono do pedagoga szkolnego i godzinę przekonywano żebym wycofał papiery składne do liceum o moje miejsce jest w zawodówce.  Do rana by o tym – a po co?

Drugi wątek maruderski to obwinianie w niewybredny sposób, że znalazł się wśród gorszych klasowo kolegów w szkole na Szmulkach, nie przebierając zupełnie w dosadnych opisach tego, dlaczego był, jest i będzie od nich lepszy.

To pisze szczęśliwie dziecko które uczęszczało do normalnej szkoły, niezdolne do pojęcia że istnieją (mam nadzieję już nie istnieją!) placówki w których  za czytanie książki na przewie można po prostu oberwać. Dziecko szczęśliwie - które nigdy na oczy nie widziało patologii jaka lęgła się na warszawskiej Pradze. Tak, byłem od nich lepszy. Nie biłem, nie kradłem, nie plułem, nie rzucałem mięchem, nie paliłem petów w szóstej klasie, nie obmacywałem koleżanek, nie rysowałem kolegom numerów obozowych na rękach, a do tego jeszcze czytałem książki.

I nie mówmy o klasach społecznych – dobrze dogadywałem się z chłopakiem którego matka była bodaj sprzątaczką, o ojcu niewiele ktokolwiek wiedział (poszedł w Polskę i przepadł). Moi najlepsi przyjaciele to były dzieci rolników.  

Trzeci wątek to wina i frustracja, że jak miliony innych Polaków komuna pozbawiła go możliwości godnego jego talentom i całej reszcie przymiotów rozwoju. Bo: nie mogli jeździć z rodzicami za granicę,

Dziecko na swoje szczęście kompletnie niezdolne do zrozumienia czym była komuna.  Niezdolne do zrozumienia „głodu świata” przemożnej a niezaspokojonej chęci zajrzenia za horyzont… Niezdolne do zrozumienia jak żyło się w świecie gdzie bomby na głowę nie spadały i kartofli w sklepie nie brakowało a gdzie jednocześnie wszyscy żyli na ćwierć gwizdka… I z pełną bolesną świadomością że żyją na ćwierć gwizdka.

Talenty? Mój Dziadek i Ojciec byli znaczniej bardziej przegrani. Ja miałem w porównaniu z nimi ogromne szczęście – gdy skończyłem 15 lat PRL zdechł. Fakt – padlina śmierdzi do dzisiaj…    

Szczytem niesmaku było dla mnie ukrycie zjadliwe podziękowanie z puentą moralizatorską skierowane...do Opatrzności? ludzi? kij wie...które mówi o tym, że jak tylko odrobinę życzliwości otrzymał od osoby, która rekomendowała go do pracy w redakcji Feniksa to od razu światu mógł objawić się długo skrywany talent (w podtekście - gdybym otrzymał więcej życzliwości to wcześniej bym mógł wam się objawić drodzy czytelnicy).

Dziecko wykształcone i ustosunkowane. Niezdolne do zrozumienia jak to jest gdy człowiek latami odbija się od ściany szukając najmniejszego wyłomu pozwalającego przedrzeć się na  drugą stronę... Niezdolne to pojęcia tego jak bardzo kopie po żebrach niemożność zdobycia jakiejkolwiek sensownej pracy, nie wiedzące jak to jest gdy kompletuje się śmieciówkowe pity od 27 pracodawców (mój rekord) z bodaj 1998-mego.

Tak dostałem szansę. Szansę za którą będę Pawłowi Siedlarowi i Jarosławowi Grzędowiczowi wdzięczny do grobowej deski. Wykorzystałem tę szansę – uchwyciłem się źdźbła słomy – postawiłem wszystko, uwierzyłem w moje gwiazdy, wtopiłem morze wysiłku i wygrałem.  I tylko ja wiem ile harówki, ćwiczeń i pracy samokształceniowej mnie to kosztowało.

od zawsze zafascynowany nieosiągalną i wymarzoną Skandynawią nie zrobił nic, żeby tam się udać (pracować, studiować) - mając takie możliwości, a zamiast tego wybrał archeologię, po której faktycznie rozumiem, że mógł nie być najbardziej rozchwytywanym pracownikiem na rynku... Trudno nie odnieść wrażenia, że winy za dalsze niespełnione koleje losu nie widzi we własnych wyborach, a nieustannie w okolicznościach zewnętrznych.

To znów pisze szczęśliwe dziecko - niezdolne do zrozumienia ile czasem trzeba poświęcić by zdobyć wykształcenie. I na swoje szczęście niedolne do zrozumienia co czuje się gdy po latach wyrzeczeń u końca studiów, tuż przed obroną magisterki człowiek dowiaduje się że zmiana przepisów właśnie zamieniła jego dyplom – jeszcze nawet nie otrzymany - w papier toaletowy.

Bo ja kilka razy w życiu miałem tak że zrobiłem swoje. A gdy byłem gotów wykonać pierwszy krok okazywało się że się nie da bo ktoś tak postanowił. Ot tak. Nie będziesz archeologiem – bo nie. I kilka razy wyrwano mi dywan spod nóg, lub spróbowano to zrobić…

 Pisarz, który powinien być ciekawy świata, czerpać z obcych kultur inspiracje i mądrość okazuje się kierować w środku własnym ..za przeproszeniem zaściankiem.

A to już kompletnie mnie zdumiało. Przecież cały „Raport z północy” jest właśnie o ciekawości i czerpaniu z obcych kultur! O głębokiej fascynacji Skandynawią. O małym chłopcu który chciał zajrzeć za horyzont a po latach dopiął swego i zajrzał. Pojechałem do Marbacka i Vimmerby by zobaczyć domy kobiet których książki kiedyś czytałem. Pojechałem do Bullerbyn by stanąć i popatrzeć na trzy domy o których kiedyś czytała mi Mama. Byłem tam. Stałem i patrzyłem. Podniosłem z ziemi garść kamyków dla tych którzy też by chętnie stanęli koło mnie, ale nie mogli tam być ze mną. O tym jak inspirowały mnie najpierw marzenia a potem odwiedzane miejsca i ludzie których losy poznałem dzięki swoim zainteresowaniom. Opowiadania „2586 kroków” i „Reputacja”, cykl powieściowy „Oko Jelenia” – to właśnie hołd składany tamtym krainom! To pokłosie moich wypraw! Cały „Raport…” to ciekawostki które poznałem, zebrałem i zaprezentowałem. Jak niby miałbym to zrobić gdybym nie był najpierw ciekaw!? Książki o nieznanej sobie kulturze o objętości 650 tyś znk. nie napisze się w pół roku. „Raport…” to efekt 35 lat ciekawości, dociekliwości, grzebania…

Przy okazji zaś – jako pisarz posiadający takie a nie inne pochodzenie – ileż to razy nawiązywałem w moich utworach do historii, kultury i folkloru mniejszości narodowych! Do Ukraińców, Kozaków, Żydów, Cyganów (jak kto woli Romów). Ileż to razy eksplorowałem mitologię Rosyjską – choćby opowiadania o „dzwonie wolności”, czy zaginionym klasztorze Kiżlak! Poszedłem nawet krok dalej – opowiadanie „Aparatus” przybliża czytelnikowi kulturę okupanta, zaborcy, kulturę nieznanej nam „carskiej” warszawy z je 47 cerkwiami i kaplicami prawosławnymi! To fascynujący zaginiony ląd – Atlantyda skazana na unicestwienie (poniekąd słusznie skazana) przez odrodzone państwo polskie.

A co do zaścianka… Moja postawa życiowa wynika po części z lektury „Kobzara” swego rodzaju Biblii ukraińskiej kultury. Na tych kartach ukraiński wieszcz narodowy Taras Szewczenko sformułował myśl: CUDZEGO SIĘ UCZCIE - SWEGO NIE ZAPOMNIJCIE. To mądra i głęboka zasada. Rekomenduję ją każdemu narodowi.

Nie chce mi się więcej cytować… Przeczytała dziewczyna moją książkę i co? Nic z niej nie pojęła… Nie jest zdolna do pojęcia argumentów kogoś kto głosi prawdy o życiu odmienne od jej doświadczenia… Ocenia powierzchownie i wedle swoich wyobrażeń o tekście, a nie tego co naprawdę tam zawarłem. Ocenia mnie – równie powierzchownie, bez wczucia się co mogłem przeżywać, o czym mogłem myśleć, bez krzty empatii.

Pokazałem w pierwszych rozdziałach „Raportu…” moją drogę – jak trudno mi było, z jak głębokiej studni zdołałem wygrzebać się na powierzchnię. Jak bardzo pod górkę miałem ja i moje pokolenie. I jak dopiąłem swego. To książka o sile umysłu, szukającego drogi do celu. Szukającego wolności. To książka o marzeniach. O nierealnym celu i długiej drodze do niego. To optymistyczne przesłanie – zresztą zawarłem je już w motto: „mali ludzie nie upadają bo mają wielkie marzenia”.

Wpieniła mnie ta recenzja bo jest idiotyczna, powierzchowna i napisana przez osobę o diametralnie odmiennych doświadczeniach. Czy mam się obrażać na Autorkę? A po co? Wolę jej zazzdrościć. Ja w życiu oberwałem po żebrach. Ją to ominęło. Szczęśliwie dziecko. Cieszmy się szczęściem naszych bliźnich… 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/