BLOG

Czarna Góra Andrzej Pilipiuk

Czy tusk jest zdrajcą?

http://www.fronda.pl/a/czy-tusk-popelnil-zdrade-dyplomatyczna-prokuratura-przeslucha-dzis-jego-tlumaczke,120383.html

dla mnie to i zdrajca i złodziej...

Pienądze z II filara OFE były NASZE. A umowy z OFE zawarliśmy legalne i w państwie prawa powinny być chornione 

Jeszcze o księdzu Jankowskim...

Moim zdaniem zarzuty jakoby ksiądz Jankowski kapelan stoczniowców był pedofilem są rówie dęte jak poprzednia próba zrobina z niego homoseksualisty. 

PO PIERWSZE.

Ksiądz był pod nieustanną obserwacją SB od końca lat 70-tych kiedy to zaangażował się w odbudowę kościoła św. Brygidy. W okresie gdy zaczął odprawiać msze dla stoczniowców otoczono go wianuszkiem co najmniej 16 kapusiów. Kablowali na niego współpracownicy, inni księża, znajomi. W budynkach parafii kilka razy znajdował i niszczył urzadzenia podsłuchowe. Był też regularnie ciągany na "rozmowy wychowacze". W IPN zachowała się obszerna dokumentacja z inwigilacji. 

Gdyby ksiądz miał tak nieortodoksyjne "zainteresowania" zostało by to szybko wykryte i z całą pewnością wykorzystane... Albo płaciłby informacjami albo zorganizowano by wielki pokazowy proces... 

PO DRUGIE

Komuna, postkomuna i michnikowszczyzna nienawidziły księdza. Komuna za jego działalność w  Solidarności, michnik i jego ferajna za brak uległości i parokrotne wypominanie 'braciom starszym" ich zbrodni i łajdactw. Atakowano go też za szopki i groby Pańskie w których przemycał symbolikę narodową, patriotyczną, polityczną... 

Gdyby był cień dowodu na jego pedofilię - uderzono by na pocz. lat 90-tych. Były to czasy gdy kolesie w rodzaju michnika i urbana byli u szczytu potęgi a ich gazety dziś zdychające i zepchnięte na margines mialy setki tyś. zaangażowanych czytelników. Domniemane ofiary -wówczs już pełnoletnie - miały gdzie pójść.

Dodatkowo w "Nie" i w "wybiórczej" pracowali dawni fnkcjonariusze SB i ich TW. zakładam że mieli nadal kontakty w służbach i dostęp jeśli nie do archiwów to do mikrofilmów teczek. Tymczasem gazeta urbana wykpiwała raczej próby biznesowe księdza - produkcję wody mineralnej i wina "Monsignore"  oraz budowę ołtarza bursztynowego z suowca przekaywanego przez celnkow z konfiskt na granicy.. 

PO TRZECIE

Lata 90-te to okres intensywnej walki i nagłaśniania przypadków pedofili. Nie cackano się - "Wprost" w serri artykułów opisywał pedofilską ośmiornicę z dworca centralnego w Warszawie. Przebąkiwano o udziale w niej polskich celebrytow. Potem była afera z chórem w Poznaniu. Nikt nie bał się pisać że homoseksualiści stanowią wiekszość pedofilów.  Wyborcza nie bała się jeszcze lobby gejowskiego i obnażała co się dzieje w warszawie - np reportażem "na tej ulicy go nie ma" pokazywali problem homoprostytucji nastolatków. 

Był to też okres nasilającej się walki z kościołem. Gdyby był cień dowodu, albo gdyby ktoś wpadł na taki pomysł - tę bombę odpalono by wtedy.

W tym momencie mamy brutalny lincz na nieboszczyku prowadzony gównie siłami bezimiennych netowych hejterów...

*

Owszem uważam że powinno być przeprowadzone szczegółowe dochodzenie w sprawie. Generalnie na tym blogu nie raz zaznaczałem swoje stanowisko: Zero tolerancji. Ale znim się kogś odstrzeli potrzebny jest dowód winy. Albo chociaż konkretne domniemanie...

Chciałem tak żyć.

Z korespondencji Astrid Lindgren wynika, że w krajach kapitalistycznych było mniej więcej tak jak to sobie wyobrażałem. Każdy miał samochód i telefon. Na wakacje jeździło się za granicę - nad ciepłe morza. Lot samolotem był dla tych ludzi czymś normalnym - jak dla nas przejażdżka PKP. Nawet nie dosotrzegali tego jak bardzo wolni są. Nawet nie dostrzegali dobrobytu w któym żyli. Żyli. realizowali plany. Budowalli. Byli wolni od większości trosk które zamieniły w piekło życie naszych Rodziców. Nawet nie wiedzieli co ot znaczy stać w kolejkach za każdym byle jakim ochłapem kartkowego mięsa... 

A ja? Ja byłem nadwrażliwym dzieckiem z głową pełną kolorowych marzeń. Niewolnikiem uwięzionym po niewłaściwej stronie żelaznej kurtyny... 

Nie chcę czytać listów Tove Jansson. Chciałem żyć jej życiem - wtedy... Dziś mam życie własne. 

Złoty wiek

Żyjemy w złotym wieku polskiej fantastyki. Mamy masę doskonałych autorów. Powstało i powstaje multum wspaniałych książek. Budujemy podwaliny pod przyszłe sukcesy. Pojawiają się uczniowie, adepci - kolejne pokolenie które chce stać się częścią naszej legendy. Z czasem pojawiią się kolejne grry komputerowe, ekranizacje adpatacje. Najlepsze przed nami  

Teraz tylko żeby tego nie spieprzyć. I żeby nie dać się zaorać... 

Nie przeczytam

Opublikowano wybór listów Tove Jansson obejmujący/dokumentujący ok. 40 lat Jej życia. Przez chwilę korciło mnie żeby po to sięgnąć. Tylko czy warto? 

Listy pisarki której ksiązki znałem do ludzi których nie znałem ani o których nawet nie słyszałem. Co ciekawego mógłbym w nich znaleźć? Garść informacji nad czym kiedy pracowała. To już wiem z jej biografii. Garść rozproszonych informacji jak wygladało życie w powojnnej Finlandii? Pewnie tak. Mógłbym porównać poziom życia w jednym z najbiedniejszych krajów zachodnich z życiem w PRL-u. Po co? I bez tego wiem że mieli samochody i telefony, a telewizor, pralkę czy lodówkę kupowali gdy zdarzyła się taka potrzeba. I bez tego wiem że mieli w szufladach paszporty a z samolotu korzystali jak my z PKP. 

do poczytania

http://www.cultureave.com/kazdy-czlowiek-ma-swoja-gore-do-przeklucia-niezwykly-rzezbiarz-korczak-ziolkowski/ 

 

Po raz pierwszy czytałem o tym przedsięwięciu blisko 40 lat temu w książce Waldemara Łysiaka "Asfaltowy Saloon". Rodzina Korczaków-Ziółkowskich obrabiała górę już ok 40 lat. Jednak zamieszczone tam zdjęcia niewiele pokazywały.

Przez ten czas odstrzelono i wywieziono miliony ton granitu. w 1993 roku powstała głowa wodza. Ten detal pozwolił już trochę zadziałać wyobraźni. 

Nie wiem jaka część prac została już wykonana. Może 1/5? Góra jest sukcesywnie "ociosywana"  Ten etap potrwa jeszcze bardzo długo. Potem kilka dekad zajmie rzeźbienie detali. 

Muszę liczyć się z tym że nie doczekam zakończenia prac - potrwają jeszcze co najmniej dwieście lat. Może dłużej.  

 

"Zły las" - fragmenty

 

Zjedli obiad. Po południu gdy Sławek kończył oporządzać zwierzęta, a ojciec porządkował coś na podwórzu zaszedł do nich niespodziewanie sam wójt gminy… Stanął przy furtce jakby niepewny czy może wejść na podwórze…

 -Heil hitler herr Johann Koller – ojciec wyrzucił ramię parodiując hitlerowskie pozdrowienie.

 -Michale, daj proszę spokój, chcę z tobą pogadać – powiedział gość po polsku. – Może nawet pogadać jak przyjaciel. Jak za dawnych czasów…

 -Jak za dawnych czasów? – ojciec odezwał się po niemiecku.

 -Tyle lat razem… I krowy pasaliśmy i potem…

 - Z tego co pamiętam miałem kiedyś przyjaciela który nazywał się Janusz Koler, z twarzy nawet był nawet trochę podobny do pana – głos dawnego sołtysa ciął jak brzytwa, po niemiecku mówił swobodnie i z dobrym akcentem, znacznie lepiej niż folksdojcz. - Ale mój przyjaciel umarł przed kilku laty, jakoś tak jesienią chyba. Nie wiem co mu się przytrafiło, spędzałem akurat miło czas najpierw na długich marszach przełajowych, gdzieś na Pomorzu, a potem we wzorcowym ośrodku wczasowym, takie drewniane baraki nad morzem w pięknej Meklemburgii… Nie bardzo już pamiętam trochę czasu wszak minęło, ale to zdaje się były wczasy zdrowotne, w każdym razie dużo gimnastyki na świeżym powietrzu i chyba wszyscy byliśmy na diecie bo solidnie wyszczupleliśmy – szydził bezlitośnie a słowa w języku Goethego lekko spływały mu z warg.

 Kto inny po takiej tyradzie pewnie położyłby uszy po sobie i wyniósł się w diabły ale Koller tyko westchnął.

 

/.../

 

Wojna to taki czas że budzi w ludziach ich naturą. Tę najprawdziwszą. To czego na co dzień nie dopuszczamy się nawet do myśli. W złych budzi zło i daje okazję do jego czynienia. Albo przeciwnie, zły człowiek widząc zło jeszcze gorsze doznaje refleksji, inaczej już patrzy na swoje życie i postepowanie… W dobrych budzi dobro, czasem szaleńcze, czasem wręcz nie do uwierzenia… A czasem z dobrego człowieka wychodzi bydlę którego on sam w sobie nawet nie podejrzewał. W tchórzach wojna potrafi obudzić odwagę, widziałem to wtedy we wrześniu trzydziestego dziewiątego. A w chojrakach którzy zawsze uważali się za wielce mocnych prawdziwe zagrożenie budzi demony lęku… To taki czas po którym nikt z nas nie będzie już taki jak dawniej… Napatrzyłem się. W okopach, w czasie odwrotu, potem w obozie. 

/..../

 

-Niemiecki trzeba znać – westchnął. – Nauczyciel w szkole pewnie by powiedział że to język naszych sąsiadów, że to przepustka do wspaniałej ponadczasowej kultury. Że narodowy socjalizm to tylko paradoks historii. Że to wszystko minie, że jeszcze będziemy się przyjaźnili. Że Niemcy to nie tylko Hitler, Goebels i Goering ale też Mozart, Goethe. Tak właśnie powinniśmy mówić dzieciom. Ale jesteś już prawie dorosły więc ci powiem wprost i bez owijania w bawełnę. Trzeba znać język odwiecznego wroga. Trzeba gadać w języku tych skurwysynów żeby rozumieć o czym szwargoczą między sobą, by podsłuchać co łajdacy knują, ale także żeby móc się wyłgać i tak zwiększyć szanse przeżycia. A jak Bóg da, żeby ich po wojnie przesłuchiwać gdy staną przed naszymi sądami.

 

z kuźni

                -Swoją drogą to dziwne – mruknął Jakub zamiast toastu unosząc ku niebu słoik z solą.

                -Co niby takie dziwne? – Semen łypnął na niego podejrzliwie okiem.

                -No weźmy taką sól. Wydobywa się ją z ziemi… Czasem w kawałkach, czasem pompuje jako solankę do odparowania… Łatwo prosto, nieomal higienicznie. Tylko kopalnię wydrążyć. Nie powiem jest z tym trochę roboty, ale wwiercisz się kilkaset metrów i już można się do woli częstować skarbami Matki Ziemi. A tymczasem taki cukier trzeba z buraków pozyskiwać. W cukrowniach. Kupa z tym roboty, zasiać, opielić, okopać, zebrać, odstawić do skupu… A potem oni też się męczą bo to trzeba umyć pokroić, ugotować… Kupa ludzi przy tym tyra, chemikalia się dosypuje i maszyny różne drogie trzeba uruchamiać. I w efekcie jak cukier wraca na wieś do sklepu cena taka że płakać się chce. W każdym razie to czego sklepikarze żądają za kilogram cukru nijak się ma do zapłaty z kilogram buraka w skupie.

                -A ty byś chciał niby jak cukier pozyskiwać?

                -Też w kopalniach. Albo z odwiertów pompować melasę a potem z niej warzyć cukier. Albo na ten przykład zakazić taki odwiert drożdżami i od razu pompować gotowy zacierek… - rozmarzył się jego przyjaciel.

o reklamie

Haniebne decyzje prezydentów miast traskowskiego (odebranie patronatów ulic ludziom zasłużonym, a przywrócenie ich komuchom), adamowicza (likwidacja pomnika ks. Jankowskiego), to de facto specyficzna reklama. Idą wybory do europarlamentu, zbliżają się kolejne wybory do sejmu. Ci ludzie pokazują swoim wyborcom że oni i ich ugrupowania będą konsekwentnie, skutecznie i twardo walczyli z PiS-em, prawicą kościółkową, oraz z symboliką narodową i katolicką w przestrzeni publicznej…

Jest to oferta skierowana do tych wszystkich którzy przestraszyli się Kaczyzmu. Do ludzi którzy mają alergię na historię. Dla tych którzy czują strach przed obnażeniem ohydnych czynów swoich ojców i dziadków. Dla tych których wymiana części decydentów pozbawiła lukratywnych posad i kontraktów. A także do lewicującej gówniarzerii.

O żywności

Poszedlem do sklepu zrobić zakupy, na sylwestra i kilka kolejnych dni. Mięso na obiady dla 4 osób. Trochę wędliny Jajka. Ser. 3 jogurty. Paczka kawy. Żadnych szaleństw w postaci francuskich srerów, włoskiego salami, wina czy petów. Wyszło 111 złotych.   

Przy bardzo niskich cenach skupu żywca i płodów rolnych ceny żywności są rażąco wysokie. Co jest tego przyczyną? Moim zdaniem są 4 główne czynniki.

Po pierwsze 70-80% handlu detalicznego żywnością jest w rękach obcego kapitału.

Po drugie większość firm przetwarzających żywność to firmy obce.

Po trzecie obcy kapitał całkowicie zdominował rynek hurtowy.  

Jaka część ceny finalnej produktu to zysk który jest transferowany na zachod? Rządowe szacunki mówią że legalnie są to kwoty rządu 40-60 miliardow zł rocznie. Każdy z nas tylko na tym polu dopłaca 1-1,5 tyś zł do dobrobytu krajow "starej" UE.

Po czwarte ogromna część jeszcze polskich sklepów nie posiada własnych lokali - do cen musi doliczać narzut na czynsz. Warto by prześledzić kto i jakimi drogami wszedł w osiadanie tych lokali - do 1990-tego wszystkie były własnością państwa czasem spółdzielni mieszkaniowych. Gdy sklepy i firmy ulegały prywatyzacji z reguły dotychczasowe załoga przejmowała firmę ale lokalu już nie pozwalano im ani zająć ani kupić...    

Nie należy zaniedbywać jeszcze czynnika dodatkowego - jakim jest pazerność naszych władz. Narzuty podatkowe i składkę ZUS sklepikarz musi jakoś rekompensować... 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/