BLOG

Orędzie prezydenta A.Dudy
- piątek, 01, styczeń 2016 10:21
- Andrzej Pilipiuk
Dłuższe niż moje
http://www.fronda.pl/a/noworoczne-oredzie-prezydenta-wladza-nalezy-do-polakow,63199.html
Orędzie noworoczne do czytelników.
- piątek, 01, styczeń 2016 01:05
- Andrzej Pilipiuk
Miniony rok nie był taki najgorszy. Ostatnie miesiące przyniosły nowe nadzieje. Oby rok nadchodzący był jak najlepszy. Tego nam wszystkim życzę.
90 miliardów rocznie
- środa, 30, grudzień 2015 13:14
- Andrzej Pilipiuk
Zagraniczne korporacje nie tylko zrobiły z Polski dojną krowę ale jeszcze kantują na podatkach.
O jakie kwoty chodzi? 90 miliardów złotych rocznie !! ! !!
http://wpolityce.pl/gospodarka/276449-polska-wsrod-20-najbardziej-okradanych-panstw-swiata
Ta kwota pozwoliłaby w ciągu jednego roku rozwiązać problem mieszkaniowy w naszym kraju...
modele
- wtorek, 29, grudzień 2015 22:51
- Andrzej Pilipiuk
Są różne modele cywilizacyjne.
Inkaski - system aylu - inkowie mieli haremy. W hierarchii urzędniczej wyżej stali potomkowie władców wcześniejszych. Jeśli byłeś z rodziny pradziadka aktualnego władcy to zajmowałeś etat urzędasa mając pierwszeństwo nad potomkami jego dziadka czy ojca.
Chiński quansi - są silne klany towarzyskie - powiązane też rodzinnie, których członkowie dbają o siebie nawzajem. Dla swoich zaklepują lepsze stanowiska, odkładają atrakcyjniejszy towar w sklepie. Klan nie da ci zginąć - załatwią robotę, wklepią sąsiadowi który zatruwa ci życie. Ale jak klan zażąda przysługi to się nie odmawia. Nawet jak masz np. wsadzić nieletnią córkę do łóżka któremuś z wodzów klanu, albo zarżnąć kogoś kto nadepnął na cień ukochanego szefa...
Sitwa - To pokłosie feudalizmu. Mamy swoich ludzi. Załatwiamy im robotę. Są pod nas podpięci. Pomagają nam, dają kasę, córki do łóżka czy co tam potrzebujemy. Ale my ich chronimy, pomagamy, opekujemy się. Czasem karcimy albo wyganiamy. My jesteśmy odpięci pod kogoś. Nasza sitwa wspiera naszego feudała. I podkłada świnie sitwom jego wrogów. (coś jak Schetyna i jego ludzie w PO i ich podgryzanie sitwy tuska & kopacz). Zasadniczo fajnie być w silnej sitwie..
A mi się podoba model amerykański - jesteś wart tyle ile umiesz. Jesteś dobry - masz robotę i awansujesz. Skiepścisz - wylatujesz. Wspólnota ludzi wolnych i równych. I to jest dla mnie wartość ![]()
No łazi za mną temat...
- wtorek, 29, grudzień 2015 22:26
- Andrzej Pilipiuk
Gdyby Owsiak stanął na scenie Woodstocku i powiedział:
-Kochani! zbieramy co roku furę kasy, ja to wymyśliłem, sam też haruję jak wół. Zapytam was: czy mogę jeden procent z tego przeznaczyć na swoje potrzeby?
Odpowiedziało by mu gromkie:
-TAAAAK!!! Bierz kasę, należy ci się ten 1% jak psu buda, kochamy cię!
Spokojnie uczciwie co roku chowałby do skarpety pół miliona złociszy i naród by go nadal kochał. I nie musiałby się bać że jakiś bloger odkryje podejrzane zlecenia WOŚP dla dwu firm "Jurasa".
Ale owsiak woli tę forsę skręcać. I robi się wokół niego z roku na rok coraz większy smród - który w końcu zabije całkiem fajną inicjatywę jaką jest WOŚP. Szkoda.
O dyskutowaniu.
- wtorek, 29, grudzień 2015 09:57
- Andrzej Pilipiuk
Czy zawsze warto rozmawiać?
Czy zawsze warto wysłuchiwać agrumentów tej drugiej strony?
Czy zawsze warto dążyć do kompromisów?
*
Wszystkie kłopoty dzisiejszego świata zaczęły się od dyskusji.
Od dopuszczani rozmaitych debili i kanalii do głosu.
Od traktowania ich jako pełnoprawnych partnerów.
Od uznania ich zoologicznych argumentów za poważne.
Za warte przedyskutowania na salonach.
Za warte zaprezentowania w prasie i telewizji.
*
Efekty?
Marksizm - śmierć 300-500 milionów ludzi.
Nazizm - śmierć 50 milionów ludzi.
Polityczna poprawność i islamizacja europy
Delegalizacja DDT - śmierć 100 milionów ludzi.
Legalizacja feminizmu a w ślad za nim aborcji i eutanzji.
Po dyskusjach zniesiono karę śmierci
W wyniku "dyskusji" homoseksualiści mogą adoptować dzieci.
Po dopuszczeniu do głosu eko-śwriów efektem jest zakaz używania tradycyjnych żarówek.
To wszystko były kiedyś chore poglądy wyznawane przez szczupłą garstkę oszołomów.
ale dopuszczono ich do dyskusji... A pewnee "argumenty" chetnie podchwycił motłoch. Niestety w demokraji głos menela jest równie wiele wart co głos normalngo człowieka... Zwsze znajdą się ludzie którzy zechca iść na skróty i ludzie który nie umieejąc zrobić normalnej kariery swoją szansę zobaczą w zadymie i rewolucji.
Zabrakło nam szczęścia.
Zabrakło silnego bawarczyka który lunąłby hitlera w pysk i z kark wyrzucił z dyskusji w piwiarni.
Zabrakło szwajcarskiego prokuratora który by stwierdził: carska Rosja ściga listem gończym kolesia nazwiskiem Ulianow weźcie go zakujcie w kajdanki i odstawcie do aresztu deportacyjnego i niech go sobie ruscy powieszą.
Dziś nie brak ludzi którzy chcą wszcząc dyskusję na tematy tabu. Niejaki profesor hatrmann chciał dyskusji o kazirodztwie.
Bardzo rzadko zdarza się coś co zahamuje staczanie się w przepaść. Np. pod koniec lat 80-tych pedofilia w europie zachodniej była już nieomal legalna. Gdyby nie wybuch społeczny po sprawie pedofilia-mordercy dutroux dziś samotni pedofile adoptowali by dziewczynki i chłopców. Nie wierzycie? A czy 20 lat temu ktoś by uwierzył a homo-adopcje?
dlatego uważam że z mendami nie należy dyskutować tylko lunąć nahajką przez pysk.
Nadchodzi ostatni (?) finał WOŚP
- wtorek, 29, grudzień 2015 07:50
- Andrzej Pilipiuk
Zaczyna się coroczna histeria wokół WOŚP i Owsiaka. W tym roku nie będzie tak różowo z finałem. PiS u władzy oznacza dla Owsiaka kłopoty. Samorządy stają okoniem – kilka w ogóle nie chce na swoim terenie imprez, nie mówiąc już o ich dotowaniu. Mniejsze będzie wsparcie instytucji państwowych. Kościół który do tej pory patrzył na WOŚP dość przychylnie usztywnia stanowisko.
Zwykli ludzie też trochę przetrzeźwieli – proces Owsiak - Matka Kurka chociaż w mediach stanowi temat tabu w necie żyje własnym życiem – Owsiak nadal nie wykonał polecenia sądu i nie dostarczył ksiąg rachunkowych swoich firm „Złoty melon” i „mrówka cała”
http://kontrowersje.net/do_puszki_owsiaka_12_groszy_tylko_nie_p_acz_prosz
A poniżej dwa linki o Woodstocku. Też "ciekawa" impreza.
http://kontrowersje.net/pokojowe_karczki_owsiaka_czyli_przystanek_woodstock_najpi_kniejszy_festiwal_wiata
Przez wiele lat byłem nastawiony do WOŚP i Owsiaka neutralnie lub pozytywnie. (dowodem wpisy na tm blogu). Klejny raz zgrzeszyłem naiwnością. Kolejny raz założyłem że jak ktoś coś mówi - to za swoje słowa odpowiada...
Milion karabinów
- poniedziałek, 28, grudzień 2015 22:22
- Andrzej Pilipiuk
Nasza armia uzyska nową broń – kosztem 2,5 miliarda złotych dokonana zostanie gruntowna modernizacja 130 czołgów Leopard. Pomysł zasadniczo uważam za cool – tylko czemu do cholery tak drogo?
Może lepiej za te 2,5 miliarda wyprodukować milion kałachów a’ 1500 zł a za kolejny 1000 zapewnić amunicję i przeszkolenie dla ochotników z używanie tej broni?
W warunkach wojny hybrydowej od 130 czołgów – choćby najpiękniejszych bardziej przyda się milion ludzi którzy w razie mobilizacji zabiorą po karabinie i pudełku naboi z arsenału dzielnicowego…
Ukraina trzyma się jakoś także dzięki temu że tam każdy 17-to latek ma za sobą dwutygodniowe przeszkolenie poligonowe. Tam wystarczy maturzystom wydać z ciężarówek broń.
Wokół nas...
- sobota, 26, grudzień 2015 06:44
- Andrzej Pilipiuk
Mamy wokół siebie różnych ludzi.
Przyjaciół.
Kolegów z pracy (podwórka, szkoły, klubu etc.)- ludzi z którymi się gada bo robienie tego samego zbliża. Czasem idzie się nimi na piwo.
Sojuszników - to ludzie z którymi się nie zaprzyjaźnimy - ale którzy mogą nas wesprzeć w danej sprawie (jak ta feministka z usa która walczy z pornografią razem z lokalnymi moherami - choć we wszystkich innych kwestiach się z nimi nie zgadza).
Konkurentów - ludzi dążących do tych samych celów co mu z którymi należy się ścigać na zasadzie kto pierwszy dobiegnie do mety.
Przeciwników - którzy zasadniczo chcą zawładnąć tymi sami niepodzielnymi dobrami co my - ale w walce stosują zasady fair play i po prostu zwycięży lepszy (bez deptania przegranego).
oraz wrogów. czyli ludzi którzy nie stosują żadnych zasad albo stosują zasady wynikające z odmiennych systemów wartości - które są dla nas nie do zaakceptowania.
są jeszcze idioci którzy plączą się pod nogami i przeszkadzają - ale trudno się na nich jakoś szczególnie gniewać - co idiota winien że głupi?
O paszportach w PRL-u
- piątek, 25, grudzień 2015 08:48
- Andrzej Pilipiuk
wyimek z dysusji na weryfikatorium.
Realia lat 80-tych były takie że wydostać się za granicę można było na kilka sposobów.
-Wycieczki - mogłeś jechać na wycieczkę zorganizowaną. Pod koniec komuny były nawet wycieczki do "kapitalistów" - Tylko kosztowały krocie i trzeba było mieć dolary. Np wycieczka do włoch wyglądała tak że wpłacało się w złotówkach kupę szmalu, do tego dajmy na to 120-150 dolarów (niezła płaca miesięczna to było 18-25) znajomi tak byli w Neapolu i Pompejach. Na miejscu okazało się ze za wstęp do obiektów trzeba płacić osobno... Ale dali jakoś radę to i owo zobaczyć.
tu nie musiałeś się martwić o paszport - organizator załatwiał paszport zbiorowy albo i normalne czasem. Masa ludzi z takich właśnie wycieczek uciekała zostając na granicą. We Włoszech były obozy przejściowe dla uciekinierów z demoludów...
-mogłeś pojechać na zaproszenie krewnych lub znajomych. W tym przypadku oni pokrywali koszta pobytu. Problem był w tym że trzeba było dostać paszport. do demoludów nie było z tym większych problemów. Na zachód czy do USA puszczali mniej chętnie ale puszczali. Trochę jak w więzieniu - jak się nie fikało władzy i wracało grzecznie z przepustki to za 4-5-6 razem nie było już kłopotu by jechać po raz kolejny. Ludzie czesto korzystali z okazji by popracowac sobie na czarno kilka tygodni. W latach 70-tych było łatwiej.
-można było pojechać indywidualnie. to było dużo trudniejsze i przeważnie trzeba było mieć znajomości w urzędach, milicji albo na ubecji - choć zdarzało się.
-można było jechać służbowo - np. budować szosy w Iraku. Płacono za to w dinarach, na miejscu s kantorze wymieniało się to na dolary które po powrocie do kraju wpłacało się na konto i były legalne. można było zarobić i odłożyć nawet 300 dolarów miesięcznie - równowartość rocznych zarobków. Popracował człowiek dwa trzy lata "u Arabów" wracał i stawiał domek albo kupował mieszkanie. Była też wymiana naukowa np. z USA. Ale niewielka. Miesiąc pracy w USA dawało w dolarach tyle co kilka lat pracy w Polsce.
Były kategorie ludzi którzy paszportu nie dostawali "bo nie". Zazwyczaj byli to ludzie którzy jakoś władzy podpadli. Albo których rodzice podpadli władzy. Albo którzy mieli krewnych za granicą. Albo których bliscy urwali się z wycieczki i zostali a granicą.
Czasem nie było wiadomo dlaczego. czyste konto - a i tak był gdzieś zapis - temu nie dawać. Bywało że takie odwiedzali albo zapraszali na rozmowę smutni i sugerowali że aby paszport dostać trzeba będzie to i owo kolegach z pracy opowiedzieć przy kawie. Ale wbew pozoromo nie było to częste. Nie wszyscy byli dla ubecji na tyle ciekawi...
Po odbyciu wycieczki paszport oddawałeś urzędnikowi który zamykał go w sejfie. I jak byłeś grzeczny miałeś szansę że znowu ci go "wypożyczą". A jak podpadłeś to nie.
*
Paszport to nie wszystko. Potrzebowałeś zagranicznej waluty. służyły do tego tzw książeczki walutowe. Jak gdzieś jechałeś wbijali ci pieczątkę - szło się do banku i kupowało czy to marki NRD cy dolary - po państwowym kursie. Jadąc do NRD mogłem kupić 200 marek wschodnio-niemieckich.
Jadąc na zachód można było chyba wykupić 150 dolarów na pobyt 2 tygodnie lub 200 nap pobyt 3 tygodnie. Jakoś tak - może nie jest to dokładna kwota ale zbliżona. może 180 dolarów na 3 tygodnie?
Nocleg w najtańszym hotelu we Francji ok. 50 dolarów.
Nie wiem jak gdzie indziej.
Polacy jadąc za granicę zabierali masę rzeczy w nadziei opchnięcia tubylcom. Wódę, spirytus, naszyjniki z bursztynu etc.
*
Wyjazd np. do Tasmanii zamiast wyjazdu do NRD? Zasadniczo mogłeś pojechać tam gdzie latał LOT np. bilet do Indii kosztował ok 100 tyś w roku 1987 (kuzynka leciała do ojca który tam pracował na kontrakcie). Czyli coś ze 3-4 dobre wypłaty - jeśli dobrze pamiętam.
Żeby dolecieć do Tasmanii trzeba byłoby polecieć do jednego większych portów lotniczych i tam się przesiąść w zagraniczny samolot. Kilkaset dolarów na kolejny bilet.
Cejrowski latał przez Kubę - kupował bilety na lot z hawany dalej po cenach socjalistycznych. nie wiem może przelot Polska-Algieria-Tasmania za kilkadziesiąt dolarów był możliwy?
Nie wiem jakie były ceny w Tasmanii. Pewnie za 150 dolarów można było tam wynająć auto i zobaczyć kawałek dżungli. Tylko dolecieć...
Lot latał najdalej do Bangkoku - po prostu wymieniały się tam załogi na okrętach. Część marynarzy wracała do kraju a nowi uzupełniali - al to chyba tylko ze 2-3 lata.
*
Mój Ojciec w 1976-tym był w Szwecji. Był kilka lat po kursie języka szwedzkiego. tam dostał kilka adresów - Szwedów zainteresowanych korespondencją z cudzoziemcami. Popisali do siebie parę lat - wreszcie padła propozycja - może wpadniesz zobaczyć jak mieszkamy.
Dostał zaproszenie, dali mu paszport (miałem dwa lata doszli do wniosku że nie ucieknie?) kupił bilet na prom. dostał przydział dewiz (150 dolarów chyba). posiedział u znajomych kilka dni a potem wypruł w głąb kraju - część koleją - zafundowali Mu bilet wielo-przejazdowy, część autostopem. Chyba planował zobaczyć Nordkap ale tak daleko nie dotarł. Żywił się głównie bananami i mlekiem- to było najtańsze. Sypiał pod gołym niebem (raz np zasnął na ławce w parku a obudził się jak się okazało ...na cmentarzu. Takie realia.
co do niego miała ubecja - nie wiadomo - więcej w każdym razie paszportu nie dostał. Jego znajomi ze Szwecji byli z rewizytą w 1983-cim (chyba).
Dla szwedów wycieczka do Polski była bardzo droga. Dlaczego? PRL żądał by na każdy dzień pobytu mieli określoną kwotę polskich pieniędzy - a korony wymieniali im po państwowym skrajnie bandyckim kursie. Skutkiem czego wycieczka do Polski kosztowała Szweda więcej niż wczasy w Hiszpanii. (!!!)







