BLOG

Przykra sprawa...
- poniedziałek, 28, październik 2013 21:28
- Andrzej Pilipiuk
Odszedł Tadeusz Mazowiecki – pierwszy „niekomunistyczny” premier III RP, jeden z architektów obecnego ustroju naszego kraju. Za komuny jeden z czołowych przedstawicieli opozycji, doradca Solidarności, symbol oporu i realizmu politycznego. Człowiek darzony powszechnym szacunkiem, wymieniany jednym tchem z Lechem Wałęsą czy Anną Walentynowicz. Bohater „karnawału solidarności” i ciemnej nocy stanu wojennego. W czasie obrad okrągłego stołu cieszyliśmy się że po naszej stronie obok Wałęsy pojawia się choć jeden prawdziwy mąż stanu.
Po upadku komuny niestety pan Mazowiecki boleśnie zderzył się z własną legendą. Do historii przeszedł jako twórca tzw. grubej kreski. Realizm polityczny rozkwitł w lęk przed zmianami, niechęć do konfrontacji, pasywność i uległość wobec aparatu partii i bezpieki. Nie był w stanie rozliczyć komunistów za ewidentne zbrodnie, hamował procesy oddolne. Mimo licznych sygnałów i nie zdołał nawet powstrzymać masowego procesu palenia akt ubecji.
Szybko odstawiony na boczny tor życia politycznego przydawał się michnikowszczyźnie już tylko jako tzw. „autorytet moralny” (czytaj za leniniem: „pożyteczny idiota”) odkurzany doraźnie i proszony o komentarze. Widzę w nim człowieka przegranego, który nie odegrał roli w jakiej widziały Go miliony Polaków. Od bohatera do zera… Przykre…
Kuroń, Geremek, Mazowiecki - ekipa michnika odchodzi powoli do krainy wiecznego śledztwa...
/p
Happy Hour (czy jak to się pisze...)
- niedziela, 27, październik 2013 19:31
- Andrzej Pilipiuk
Najprzyjemniejsza na targach książki jest ostatnia godzina - kiedy nagle pojawiają się na stoiskach wywieszki "rabat 30% na wszystko" albo "rabat 40%" i Twoje uciułane groszaki nagle zwiększają swoją siłę nabywczą, a książki kosztują nawet mniej niż przed wejściem vatu...
Prawie platyna
- niedziela, 27, październik 2013 00:47
- Andrzej Pilipiuk
Chodząc po targach spostrzegłem pod nogami ludzi coś dziwnego. W pierwszej chwili wyglądało jak srebrzysta sztabka kruszcu w opakowaniu typu certicard. Ryzykując przydeptanie dłoni schyliłem się podniosłem. Myślałem tak - może sztabka srebra dodawana jako promocja do jakiejś książki? Małe toto – 20 gram może… A może platyna? E nie, pewnie promocyjny pendrive w kształcie sztabki…
I co? Gucio… to był taki chip oberorganizatorski coby coważniejsza obsługa mogła nim otwierać bramki, drzwi służbowych kibli, etc. No to odniosłem na akredytację…
Z krakowskich targów
- sobota, 26, październik 2013 22:06
- Andrzej Pilipiuk
Zaniosło mnie na krakowskie targi książki. Znajoma hala, setki pozycji, trzeba by chyba wielu godzin by przejrzeć wszystko co ciekawe. Spokojnie można by skompletować naprawdę obszerne księgozbiory dzieł na rozmaite tematy… Przed spotkaniem czasu miałem niewiele – przebiegłem właściwie tylko rozglądając się wokoło co chwila zaczepiany przez czytelników wszelkiej płci i wieku. (cholera chyba maskę muszę następnym razem założyć…). W biegu spostrzegłem dwie znajome postaci.
Szczepan Twardoch udzielał wywiadu, pomachałem Mu z daleka i zostawiłem książkę w prezencie. Nie rozumiem jego prozy – nie przebrnąłem przez „Morfinę” – ale ludzie chwalą. No cóż – wypada życzyć powodzenia.
Wojciech Cejrowski wyglądał na zmęczonego i smutnego. Widać też że ostatnie lata nie były dla Niego łaskawe – zestarzał się ewidentnie. Pamiętam o jako pełnego werwy prowadzącego programu „WC kwadrans” – błyskotliwego, elokwentnego, nigdy nie przekraczającego granicy dobrego smaku. Pozwalającego by zaproszeni do studia lewicowi idioci sami pokazali publiczności swe matołectwo i to w pełnej krasie… Potem program Mu zdjęto – mimo protestów dziesiątków tysięcy widzów. Wrócił po latach ale już zniszczony. Dowcip stał się szyderczy, wyszedł z Niego dziwny cynizm, z dobrym smakiem też zaczęły pojawiać się problemy… Szkoda, wielka szkoda człowieka.
Podpisywanie to straszny młyn – sądząc po ubytku kalendarzyków dałem ok 250 autografów. Rozdawałem dwa różne – jeden ze zdjęciem pomnika Wędrowycza który stoi w Wojsławicach. Drugi z obrazkiem z okładki komiksu o krasnoludach. Kalendarzyki to w ogóle ciekawa rzecz. Każdy chętnie je bierze i umieszcza w portfelu – ale nie słyszałem by komukolwiek kiedykolwiek do czegokolwiek się przydały. Na szczęście druk kosztuje grosze a ludzie się z nich naprawdę cieszą.
Postawiłem na stoliku ukraińskie wydanie „Kronik Jakuba Wędrowycza” – wzbudziło pewne zainteresowanie, trzy osoby były zainteresowane kupnem.
Jakub Ćwiek pojawił się na chwilę gdy kończyłem podpisywanie książek – patrząc z boku mogę ocenić ze zmężniał, z dużego chłopca którym był jeszcze parę lat temu stał się mężczyzną. Idzie dzielnie moim tropem. Pisze dużo i dobrze, walczy o godne miejsce w naszym małym światku. Nie wiem co osiągnie i jak wysoko skoczy – ale sądzę że nadchodząca dekada będzie dla Jego projektów decydująca.
Kolejka fanów do Rafała Kosika – budząca szacunek. Wydaje mi się że jego konsekwentna bodaj 7-letnia praca nad serią „Felix Net i Nika” wydała naprawdę niezłe owoce. Patrząc pragmatycznie - po śmierci Szklarskiego, Nienackiego, Nizurskiego zrobiło się pusto i smutno. Przydałby się godny następca…
Wychodząc z targów niemal wpadłem na dziwnego osobnika. Najpierw uderzyła mnie ziemista cera, niechlujny ubiór i rybia twarz dziwnie wyprana z jakichkolwiek emocji. Dopiero po chwili zorientowałem się skąd znam tę postać. Redaktor michnik – bo o nim tu mowa, w realu wygląda znacznie gorzej niż na zdjęciach. Wydaje mi się że dotarł do kresu – lata zanurzenia w zło dają o sobie znać. Jak to pisałem kiedyś „trzeba się całe życie starć by na starość mieć piękną twarz”… Targnęły mną sprzeczne uczucia – z jednej strony szczerze nienawidzę tego typa. Jest jednym z architektów III RP. Jest jednym z ludzi przez których żyjemy w kraju biednym, poddawanym eksploatacji przez zdegenerowane elity wewnętrzne i brutalniej kolonizacji zewnętrzej. Jest jednym z tych przez których upadło hasło „Dla komuny Norymberga” skutkiem czego żyjemy w kraju nierozliczonych zbrodni, gdzie niedawno dopiero zaczęto odnajdywać groby skrytobójczo pomordowanych patriotów. Jest synem człowieka który usiłował zniszczyć naszą przedwojenną państwowość i bratem zdegenerowanego mordercy. Dla mnie jest też człowiekiem który wraz ze swoją sitwą podstępnie ukradł gazetę mającą służyć całej opozycji.
Z drugiej strony mu współczuję trochę. To już wrak człowieka i zbliża się dla niego chwila gdy znajdzie się po tamtej stronie. Jeśli wyznaje religię swoich przodków czeka go szeol – żydowska otchłań śmierci, a o przyjściu Mesjasza – piekło. Jeśli wierzy w religię której chrzest kiedyś przyjął – czeka go sąd ostateczny i zapewne surowy wyrok. Jeśli w nic już nie wierzy rozwieje się w niebycie i zostanie po nim tylko pamięć potomnych. Jak go zapamiętamy? Jak najgorzej. Ale nawet to pół biedy – bo dzisiejsze gimbusy nigdy nawet nie dowiedzą się że był ktoś taki… Zmienił świadomość swojego pokolenia. Ale to pokolenie w znacznej części wegetuje dziś na głodowych emeryturach i dziś żałuje swoich wyborów z pocz. lat 90-tych. Młodzi mają go gdzieś, dla nich ot tylko nazwisko w długim poczcie zdrajców, kolaborantów i kanalii. Dla obecnej władzy jest już tyko pożytecznym idiotą – czasem przydaje się jak pudło rezonansowe propagandy, ale jego akcje spadły wraz z dołowaniem nakładu jego gazety. Tak czy inaczej przegrał – i ta świadomość będzie z roku na rok coraz bardziej obecna w jego życiu…
Chwila zadumy historycznej
- sobota, 26, październik 2013 00:44
- Andrzej Pilipiuk
Gryzie mnie problem – dlaczego prezydent Kwaśniewski narobił nam obciachu przepraszając za Jedwabne? W chwili gdy przemawiał pod pomnikiem w miejscu spalonej stodoły musiał już przecież znać wyniki ekshumacji prowadzonej przez IPN. Ekshumacji która ujawniła łuski z niemieckich karabinów co jednoznacznie potwierdziło winę Niemców jako inicjatorów i sprawców zbrodni.
Moim zdaniem bał się że wobec nieuchronnego zmierzchu SLD partia nie obroni go przed surowym rozliczeniem za okres prezydentury. Dlatego podlizując się „Żydom & Niemcom” próbował sobie zaklepać posadkę w ONZ lub UE? Zdaje się „Prezio” nadmiernie uwierzył w „światowy spisek żydowski” – bo jakoś z tego zeszmacenia się i zniesławienia Ojczyzny żadnych korzyści wyciągnąć nie zdołał…
jeszcze w temacie faschyzmu
- sobota, 26, październik 2013 00:28
- Andrzej Pilipiuk
Muszę chyba oszczekać - „Kuba” Wojewódzki został jednak oblany kwasem!
Konkretnie roztworem kwasu ortofosforowego znanym w hurtowniach pod amerykańską nazwą handlową: coca-cola. Ech jaki kraj - tacy faszyści...
O krwi...
- sobota, 26, październik 2013 00:22
- Andrzej Pilipiuk
Robert Biedroń oddał krew dla posła PiS Artura Górskiego. Trudno ocenić pobudki tego gestu – czy był to szlachetny odruch serca (szczerze wątpię!), czy próba zrobienia sobie pozytywnego pijaru, czy może chęć finezyjnego dokopania leżącemu „wrogowi”…
Niestety przy całym poszanowaniu uczuć osób homoseksualnych ich tryb życia sprawia że transfuzje od nich, mimo badań pobieranej krwi, obarczone są znacznym stopniem ryzyka… Pamiętam dobrze ze swoich czasów licealnych przypadek warszawskiego licealisty chorego na hemofilię który zaraził się podczas transfuzji wirusem HiV.
Jeśli homoseksualiści chcą zrobić coś dobrego i ocieplić swój obraz w społeczeństwie proponuję wziąć przykład z USA gdzie „Gejowska orkiestra Nowego Jorku” regularnie daje koncerty na cele charytatywne.
Przykra sprawa...
- piątek, 25, październik 2013 23:48
- Andrzej Pilipiuk
Senator Piesiewicz chyba próbuje wrócić na salony – tłumaczy się w wywiadach, że padł ofiarą ataku, naruszono mu mir domowy i to co dawniej określano jako „tajemnice alkowy”, że został paskudnie wrobiony, że niewiele pamięta bo obudził się rano upaćkany szminką… Panie Senatorze informuję Pana że:
-zapraszanie do domu prostytutek – jest w Polsce legalne.
-przebieranie się faceta w sukienkę – też jest w naszym kraju legalne
-malowanie się szminką i udawanie kobiety – też jest legalne
-seks grupowy też jest w Polsce legalny
-zażywanie narkotyków wprawdzie legalne nie jest – ale tego akurat Panu nie udowodnili bo z filmu nie da się odczytać składu chemicznego proszku który Pan wciągał. A jak nie udowodnili obejmuje Pana domniemanie niewinności.
-owszem padł Pan ofiarą Szymona P. ksywa „niemiec” – gangstera prawdopodobnie kolaborującego ze służbami.
Panie Senatorze! W zaciszu domowym może Pan spokojnie oddawać się różnorakim hobby i upublicznienie tego to zwyczajne świństwo.
Jednocześnie wybaczy Pan – ale od senatora Rzeczpospolitej Polskiej wymagać musimy pewnej klasy i zachowania godności. I nie mam tu na myśli tego że trzeba było zarosić prostytutkę luksusową a sukienkę założyć z markową metką.
Po prostu przez pechowy wyciek informacji o Pańskim (legalnym!!!) hobby naraził Pan niestety na szwank HONOR SENATU III RP. Narobił nam Pan obciachu. Dlatego – choć prywatnie Panu nawet współczuję wolę by nie wracał Pan „w korytarze władzy”.
Jak sie robi bohatera
- piątek, 25, październik 2013 23:33
- Andrzej Pilipiuk
Wyimek z dyskusji na portalu weryfikatorium.pl
Wędorwycz był wymyślony przez przypadek - była powieść o 3 serdecznych kumplach pt. Norweski Dziennik. Bohaterów wzorowałem na sobie i moich dwu kumplach z podstawówki. Potem zacząłem "rzeźbić" tzn. dodawałem im nowe ciekawe cechy... W toku pisania stwierdziłem że skoro jeden z nich jest świrem trzeba wymyślić dlaczego ześwirował (tzw. pogłębienie psychologiczne postaci) wymyśliłem mu dziadka - kompletnego degenerata z małej wsi.
Potem dziadek degenerat wystąpił jako bohater opowiadania i się potoczyło...
*
doktor Skórzewski - po pobycie w Norwegii chciałem napisać opowiadanie o Bergen, trądzie i dr. Armauerze Hansenie. Stwierdziłem że takiemu początkującemu szczawikowi najwygodniej będzie napisać to z punktu narrracji kogoś z zewnątrz - przybywa gość, poznaje szpital lekarzy, metody badawcze etc. Wymyśliłem lekarza świeżo po studiach, Polaka z rosyjskim paszportem - bo to czas zaborów.
Jakiś czas potem trafiła mi się fajna ukraińska legenda do wykorzystania - stwierdziłem że mam przecież bohatera z tej epoki... A potem się już toczyło. tylko trochę pozmieniałem chronologię - bo e 1878-mym gdy dzieje się akcja 2586 kroków Skórzewski jest świeżo po studiach - powiedzmy ok 21-23 lata (matura za cara była w wieku 16 lat) a potem była informacja że urodził się na zesłaniu.
ergo: bohater miał być jednorazowy ale wyszedł na tyle dobrze że zagoniłem do dalszej roboty.
Szybko dorzuciłem jeszcze jeden element - Skórzewski próbuje zebrać kasiorkę na badania pleśni penicilium glaucum - z czego mogłyby być antybiotyki jakieś 50 lat przed flemingiem to taki smaczek dla ciekawych czytelników. Katalog przedflemingowych obserwacji działania antybiotyków będzie w opowiadaniu "Śmierć pełna tajemnic" w najnowszym zbiorze.
*
Robert Storm - potrzebowałem takiego bohatera. Są opowiadania "Zeppelin L-59/2" gdzie bohaterem jest dziennikarz specjalizujący się w zagadkach przeszłości którego spotyka dziwna przygoda. Jest "Po tamtej stronie" gdzie występuje kolekcjoner antyków i jego dziewczyna.
Ergo: pomysł podobnej postaci kołatał mi się jakiś czas - aż się skrystalizował...
Każdego można udupić
- piątek, 25, październik 2013 23:05
- Andrzej Pilipiuk
Poszedłem na bazarek niedaleko mojego domu. W budce z pieczywem nastroje minorowe… Co się stało? Ano przylazł jakiś dupek z sanepidu. Nie miał się czego doczepić, bo czystość stoiska moim zdaniem wzorowa, ale odkrył brak tabliczki „Palenie wzbronione” i dosolił kobiecie mandat – 150 zł.
Przecież chyba dla każdego jest jasne że w sklepie się nie pali!?
Do tej pory sądziłem że sanepid to służba upierdliwa ale w sumie raczej robi dla społeczeństwa dużo dobrego. Zmieniam zdanie.








