BLOG

Mieszkanie p.Owsiaka
- sobota, 25, styczeń 2014 00:43
- Andrzej Pilipiuk
Tu można sobie zobaczyć - oprowadza gospodarz. Bez fajerwerków, choć trochę to wszystko pewnie kosztowało. Wchodzi się jak do chałupy moich Dziadków - ...przez kuchnię. Cóż - też bym takie chciał - miałbym gdzie upchnąć książki.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15332442,Owsiak_pokazal_film_nakrecony_w_swoim_mieszkaniu_.html
O gustach nie będę dyskutował - design wnętrz moim zdaniem zbliżony do jego okularów... Ale - każdemu co jego..
O tworzeniu
- sobota, 25, styczeń 2014 00:10
- Andrzej Pilipiuk
Wyimek z dyskusji na portalu weryfikatorium
*
1 istnieje dobro i zło. W myśl religii większej części populacji naszego kraju źródłem dobra jest Bóg, źródłem zła – jest diabeł/szatan. Wedle ateistycznej wizji źródłem zła jest ułomność natury ludzkiej. Jedno drugiego nie wyklucza.
2 wedle mojej religii Bóg stanowi praźródło mocy twórczej. Wedle ateistów moc twórcza bierze się z genów. Nie będę się spierał bowiem każdy talent, niezależnie skąd się bierze wymaga rozwijania i wtopienia ogromu pracy własnej.
3 „wielu jest powołanych ale niewielu wybranych”. Tzn. masa ludzi chce tworzyć i dorwać się do kasy którą można mieć za to co się stworzy. Niewielki talent można nadrobić systematycznością i pracowitością (mój przypadek). Wielki talent można zmarnować poprzez lenistwo lub utopić w wódzie/prochach etc.
4 w dawnych czasach bogaci mecenasi – często dziani ludzie kościoła sponsorowali artystów – w zamian wymagając by człowiek posiadający podstawowe umiejętności stworzył im coś na zadany temat. Oczywiście byli wybitni artyści w rodzaju Rafaela byli anonimowi wyrobnicy z niemieckich cechów malarzy kościelnych. W obu przypadkach aby zarobić cokolwiek musieli reprezentować pewien minimalny poziom umiejętności artystycznych.
5 na WSZYSTKICH obrazach XVI-XVII-XVIII wiecznych widzimy gdzie jest osioł, gdzie rycerz, a gdzie „nierządnica w stroju roboczym”. Na niemal wszystkich okładkach książek SF widzimy że autor grafiki umie namalować rycerza, gołą babę albo smoka. Na okładkach większości książek głównonurtowych widzimy że grafik nie umie i nigdy nie nauczy się rysować. Na pozostałych widzimy że opanował programy graficzne na tyle by do zdjęć dodać jakieś liternictwo.
6 w moim odczuciu żeby umieć coś stworzyć na poziomie umożliwiającym tego wydanie trzeba najpierw wtopić setki godzin w wyćwiczenie podstawowych umiejętności. W nucie głównym nie jest to takie oczywiste – wystarcza małpia zręczność klejenia wyrazów w zdania a niedoróbki – często ewidentne przykrywa się interpretacjami sugerującymi artystyczność formy.
7 mam w )*( wszelką „sztukę” która musi szokować by zaistnieć. Mój krajan Czachórski nie musiał nikogo szokować. Malował kobiety z bukietami, damy czytająca listy etc. Kosił na tym wielką kasę, a i dziś jego obrazy chodzą po kilkadziesiąt tyś eurosów. Podobnie robili Matejko, Kossakowie i inni. Żyli spoko, pracowali, kosili kasiorkę, naród ich kochał i nawet przez myśl mi nie przechodziło malować fallusy na krzyżach etc. Oczywiście ich obrazy budziły emocje i namiętności – ale raczej pozytywne.
8 Bydło i gówniarstwo były, są i będą. Ich ilość fluktuuje, jest częściowo warunkowana przez poziom PKB i dostęp do dób oraz usług. W normalnym społeczeństwie jest 10% elit, 10% marginesu i to co pomiędzy. Zadaniem sztuki jest pokazywanie przeciętniakom pozytywnej alternatywy. Podciąganie ludzi środka ku górze. Pokazywanie negatywnej alternatywy jest bez sensu bo bydła i gówniarstwa i tak mamy więcej niż jesteśmy w stanie wystrzelać. Tworzenie dzieł o życiu mętów jest bez sensu, bo elity robią rzeczy o wiele ciekawsze. Mam na myśli prawdziwe elity a nie florę jelitową.
9 Piszę o dobrych ludziach. Piszę o ludziach którzy myślą, poszukują wiedzy, działają, zdobywają. Czasem trochę się potkną, ale wstają ze świadomością swoich błędów. A Wędrowycz to satyra i parodia – ale i w nim drzemią pewne pokłady dobra i posiada swoje zasady. Nawet u osobników przeżartych złem czasem pojawia się motywacja którą to zło próbują racjonalizować (np. córka kapitana Nowycha w „Operacji Dzień Wskrzeszenia”).
10 uważam że dobro jest też piękne. A to co piękne zazwyczaj jest też dobre. Jeśli pominiemy teologię i Boga jako praźródło dobra i piękna znajdujemy pracę jako źródło piękna. Żeby stworzyć coś pięknego trzeba wtopić steki godzin ćwiczeń. Iść stromą ścieżką pod górę. Pokonać lenistwo. Pokonać przeciwności. Pokonać samego siebie. Przez wiele lat pisałem do szuflady – ręcznie, maczkiem w zeszytach w kratkę. Gdy zaczynałem sprzedawać opowiadania do czasopism nie było ŻADNYCH szans by żyć z pisania fantastyki. Nie poddałem się. Żyję w świecie który sobie wymyśliłem. To że piszę w sposób który się ludziom podoba to efekt tego że walczyłem i nie poddałem się. Skumulowany efekt wielu lat pracy.
11 Tworzenie fantastyki to praca której owoce muszą być na tyle wysokiej jakości by znalazły nabywcę. To nieustanne szlifowanie talentu. Nie ważne czy tworzymy okładkę czy zawartość książki. Nie ma tu państwowej kasy do podziału między kolesi. Weryfikuje nas rynek. Gorsi, leniwi, beztalencia – giną!
12 Socjalizm – pseudonaukowa mutacja satanizmu promuje badziewie, bylejakość, lenistwo. Państwo socjalistyczne dysponuje gigantyczną kasą, ale nie posiada kadr które zapewniłyby jej efektywne wydatkowanie. Państwo takie oplatają sitwy nastawione na bezwzględne łupienie zasobów, a tworzone przez zakumulowanych artystów „dzieła” mają być tylko podkładką do faktur. Efektem jest tragiczny poziom sztuki i literatury, ale także np. wzornictwa przemysłowego. Szatan nie jest twórczy. Może co najwyżej parodiować. Czasem i w tym ustroju powstają dzieła wybitne – ale to tylko efekt opętania ludzi z talentem, którzy pamiętają jeszcze, że trzeba ciężko tyrać – ale błądzą oferując owoce swojej harówki złym siłom… Można to łatwo prześledzić analizując jak w ZSRR stoczyli się pieriedwiżnicy i ich uczniowie którzy poszli na żołd do czerwonych tworząc socrealizm. Widoczne to jest też w nazistowskim figuratywizmie. Warto prześledzić – im dłużej na diabelskim żołdzie tym gorsza jakość dzieł.
O zakupach w USA
- piątek, 24, styczeń 2014 10:50
- Andrzej Pilipiuk
Nasza dzielna armia chce kupić sobie amerykański sprzęt za 130 miliardów złotych. To cool, Litwa i Słowacja jak się dowiedzą niewątpliwie zrezygnują ze swojej imperialistycznej polityki… Mam jednak kilka pytań…
Po pierwsze – czy nie lepiej nadpłacić część naszych długów? Mamy ich 800 miliardów złotych, jest zatem szansa zredukować je o 16%, tym samym spadną nam odsetki od ich obsługi – to da kilkaset milionów oszczędności rocznie.
Po drugie – czy nie mamy pilniejszych wydatków? Za 130 miliardów można postawić ponad 800 tyś mieszkań dwupokojowych (zakładam cenę budowy 4 tyś zł/m2) ro rozwiązałoby prawie wszystkie problemy mieszkaniowe. Część można przeznaczyć na budowę przedszkoli etc.
Po trzecie – skoro musimy dozbroić armię czy nie moglibyśmy za to nabyć sprzętu od naszej zbrojeniówki? Dzięki temu ta kasa zostałaby w Polsce wzmacniając naszą gospodarkę, zapewniając chleb naszym robotnikom i co więcej część zysków można by przeznaczyć na innowacje w tym sektorze.
Po czwarte – to ponad 10 tyś na głowę od każdego pracującego Polaka. Rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy – wszystko musi wydrzeć nam z kieszeni. Przy wydatkowaniu takich kwot powinno być najpierw referendum.
Plany
- czwartek, 23, styczeń 2014 15:16
- Andrzej Pilipiuk
Plany aktualne:
Po pierwsze - kolejny tom Wędrowycza
Po drugie – kontynuacja "Kuzynek"
Po trzecie – kontynuacja "oka jelenia", chyba 3 tomy – ale to będzie gotowe w 2015-tym.
Po czwarte – podpisuję na kolanie scenki do następnego zbioru bezjakubowych
Po piąte – notuję pomysły do 3 tomu opowiadań o wampirach z PRL
Po szóste – jeden ściśle tajny projekt
Po siódme – scenariusz drugiego zeszytu komiksu o wesołych krasnoludach.
A będzie gotowe jak się napisze. Kolejność niezdefiniowana…
Z kuźni
- czwartek, 23, styczeń 2014 06:18
- Andrzej Pilipiuk
Katarzyna omiotła z kurzu rząd słojów i kamionkowych garów w których octowe i solne zalewy powoli przegryzały mięso i warzywa… Pęczki ziół zawieszone u sufitu pachniały intensywnie. W dwu gąsiorach macerowały się owoce na nalewki.
-Alchemia oprócz nudnej produkcji złota i eliksiru nieśmiertelności, najwyraźniej posiada też zastosowanie praktyczne – mruknęła z rozbawieniem.
Do przemyślenia
- czwartek, 23, styczeń 2014 05:42
- Andrzej Pilipiuk
Wklejam Wam mój felieton z bodaj czerwcowego numeru "Czwartego Wymiaru".
Panując nad czasem.
Jednym z poważniejszych problemów filozoficzno – teologicznych doby reformacji było przekonanie części protestantów że skoro Bóg jest wszechmogący i wszechwiedzący a do tego panuje nad czasem, to życie każdego człowieka jest na swój sposób zdeterminowane: zostanie zbawiony lub potępiony, a Bóg już wie jak skończy się życie każdego z nas.
Stare gazety drukowane na podłym papierze źle znoszą próbę czasu. Papier utlenia się, rozsypuje, łamie. By można było bezpiecznie korzystać ze zbiorów bibliotecznych wykonano mikrofilmy i w tej postaci udostępnia się dawne czasopisma czytelnikom. Miałem dwadzieścia kilka lat gdy w czytelni Biblioteki Narodowej siadłem do przeglądania starych roczników „Kuriera Warszawskiego”. Szukałem śladów mojego Pradziadka który po wybuchu wojny zmobilizowany przybył do Warszawy i tu zginął bynajmniej nie w skutek działań wojennych. Czytałem o spokojnych codziennych sprawach mieszkańców, o zaogniającej się nieco sytuacji międzynarodowej, aż dotarłem do gazet które z pierwszych stron wielką czcionką krzyczały WOJNA!
Z tych pożółkłych kart mówili ludzie. Opisywali swój świat dzień po dniu. Nie myśleli zapewne o takich jak ja którzy spojrzą na szpalty 90 lat później. Zadumałem się. Poczułem wyzwolenie z okowów czasu… Oni – myśli uwięzione w literach – nie wiedzieli jeszcze co czeka ich, ich miasto, ich kraj. Ja już wiedziałem. Mogłem przewinąć rolkę mikrofilmu o dwadzieścia dni do przodu. Mogłem cofnąć do czasów przedwojennych. Mogłem wynotować nazwiska redaktorów. Poszperać. Ustalić co się z nimi stało. Który zginął jako korespondent wojenny. Który zmarł na grypę. Który poległ w legionach, a którego śmierć dosięgła dopiero podczas kolejnej wojny. Blisko 150 lat historii gazety leżało przede mną. Młodzi ludzie przychodzili do redakcji zaoferować swoje artykuły. Zdzierali latami zelówki biegając po mieście. Mogłem śledzić ich kariery. Przychodzili do gazety istniejącej 20-50-70 lat. Kroczyli drogami swoich poprzedników. Wznosili wspólnie wielki gmach. Ja patrzę na proces skończony. Na piramidę zbudowaną z maleńkich cegiełek dobrych artykułów. Widzę więcej niż oni. Widzę jak się to wszystko skończyło – we Wrześniu 1939.
Wyobrażam sobie Boga jak siedzi w niebie i w podobny sposób przegląda nasze dzieje. Wyobraźnia podsuwa obrazy będące uproszczeniem wizji. To raczej nie będzie czcigodny brodaty Starzec z wielką księgą na kolanach, ani Chrystus frasobliwy przy czytniku mikrofilmów. Zewnętrzna forma nie ma zresztą znaczenia. Może to będzie wielki hologram historii naszej cywilizacji? I jeszcze jedno. Ja tylko czytałem stare gazety i poczułem dalekie echo mocy. Bóg ma wadzę nad czasem i nad materią. Może przeglądając pisać dzieje, uzupełniać, redagować, korektować, nawet cenzurować. Może wejść w klatki już nagranego filmu.
Ma większe możliwości. Patrzy w nasze myśli. Widzi jak wybieramy drogę. Przewija kawałek do przodu i widzi co zdziałaliśmy… Ocenia jacy byliśmy. Czasem uśmiechnie się widząc jakiś ulubiony kawałek. Czasem zagryzie wargi. A czasem sięgnie po ołówek i jakiś wredny dyktator umiera na raka lub ginie od kul najwierniejszych towarzyszy. Nie za często – dla powieści z życia ludzkości lepiej by bohaterowie nie zdawali sobie sprawy z istnienia Autora i Czytelnika.
A może to zła analogia? Może powinniśmy sobie wyobrazić szkołę? Nasze życie to nauka. Zaraz po śmierci – wielki egzamin. Dostaniemy też cenzurkę z ocenami cząstkowymi. „Wstrętne moherowe kujony” - czyli uczniowie którzy się przykładali - pojadą na wakacje. Głupszym ale jakoś tam rokującym wlepiona zostanie poprawka w czyśćcu. Natomiast ci którzy nie wykazali się chęcią do nauki i łamali regulamin szkoły pójdą kopać rowy…
Celem szkoły nie jest promocja maksymalnej liczby uczniów, ale wypuszczenie absolwentów którzy coś sobą reprezentują. Dlatego regularnie poddawani jesteśmy rozmaitym testom, dyktandom, sprawdzianom i egzaminom. Bóg siedzi w gabinecie jak dyrektor i przegląda dzienniki klasowe. I znowu panując nad czasem widzi jaki wynik uzyska ostatecznie każdy z nas… Absolwenci są Mu prawdopodobnie do czegoś potrzebni, a nie chce wyciągać za uszy leserów. Dlatego co jakiś czas rozleniwiony uczeń dostaje nieoczekiwanie dodatkową pracę domową, która ma go zmusić do intensywniejszej roboty. I kolejne testy. Bóg znowu przewija mikrofilm. Jeśli wynik końcowy nadal jest niezadowalający bierze w rękę ołówek. Pojawia się kolejna praca domowa… Czasem jednak materiał ludzki zawiedzie. Trafi się uczeń kompletnie odporny na wiedzę. Leń totalny.
Oczywiście w naszej szkole są też podręczniki - książki spisane przez nauczycieli, a przekazujące wiedzę. Żywoty świętych, pisma ojców kościoła, zbiory modlitw, zapisy objawień, encykliki… Mówią mniej i bardziej jasno. Ale jak człowiek poczyta, jak wsłucha się w treść wykładów to i owo rozjaśnia mu się w głowie. Oczywiście są też uczniowie którzy zastanawiają się nad sensem nauki, nie wierzą w istnienie egzaminów końcowych, nie wierzą że alternatywą wakacji jest kopanie rowów, albo nawet kwestionują istnienie obowiązku szkolnego. Dla przedstawicieli takich jednostek przewidziany jest program specjalny. Czasem idąc korytarzem usłyszą kroki Dyrektora. Albo zobaczą kątem oka ciemną plamę Jego garnituru. Czasem trafią na poważną rozmowę do jednego z nauczycieli a ten pokazuje im wyniki klasówki, wpisy do dziennika, wyjaśnia strukturę organizacyjną szkoły, albo przekazuje informacje wprost.
Takim naszym „belfrem” uprawionym do zdradzania niektórych tajemnic był np. św. Ojciec Pio. Czasem gdy zaplączemy się w programie nauczania i zastanawiamy się nad sensem dalszej nauki znajdujemy pomoc naukową – relikwię lub spis cudów które dokonały się w świętych miejscach. Aż wreszcie nadchodzi egzamin końcowy. Uczniowie stają z Dyrektorem twarzą w twarz. A On wyciąga karty zaliczeń i dzienniki klasowe. I pokazuje palcem – tu i tu nieuku drogi dostałeś podpowiedzi, ściągawki, wskazówki. Ostatni osioł by zrozumiał, a ty dalej twierdziłeś że nie ma żadnego programu nauczania, a nauka kończy się eutanazją i niebytem. A ty leniu wiedziałeś że czeka cię egzamin a przez całe życie nie przeczytałeś nawet głównego podręcznika. A ty cwaniaczku sądziłeś że egzamin to tylko formalność i zdają go absolutnie wszyscy… A ty kombinatorze zamiast do nas uczęszczałeś do konkurencyjnej szkoły za rogiem ulicy. No i masz problem bo to byli marni oszuści, a ich program nauczania nijak się ma do naszych egzaminów.
A potem ten żal gdy kolumna niegdyś wesołych leni z kilofami na ramieniu idzie kuć marmur w kamieniołomach, a tymczasem wstrętne kujony pakują do walizek kostiumy kąpielowe i rakiety do tenisa by jechać na wakacje sponsorowane przez Radę Pedagogiczną…
O mieszkaniu w bloku
- czwartek, 23, styczeń 2014 05:35
- Andrzej Pilipiuk
Owsiak publiczne deklaruje że żyje nieomal w nędzy, mieszka w bloku i czeka go głodowa emerytura. „Gazeta Polska” postanowiła rzecz sprawdzić. Okazało się że Owsiak faktycznie mieszka w bloku - posiada skromne 115 metrowe mieszkanko (to raptem 40 metrów więcej niż ja) w strzeżonym apartamentowcu, kupione prawdopodobnie za gotówkę.
Poniekd rozumiem Owsiaka – to nie jest dobry kraj by ostentacyjnie chwalić się bogactwem. Z drugiej strony – mógł sobie ten milion czy półtora uskładać – w końcu poza WOŚP występuje w radio i tv, zagrał w reklamach i ma z tego tytułu dochody. Jego żona prowadzi firmę „Mrówka cała” – produkującą programy dla TV. Sprzedał też (kupiła WOŚP) swoją firmę „Złoty melon”. Kto wie może jakieś zyski nadal generuje mu wytwórnia lamp witrażowych którą miał na pocz. lat 90-tych?
Ergo: nie musiał podbierać forsy z puszek, mógł na to mieszkanie normalnie legalnie i uczciwie zarobić. Rozumiem też że się nim nie chwali. Problem widzę w chwili gdy na pytanie dziennikarza zaczyna skakać po stole i wrzeszczeć o słoikach z pieniędzmi… I gdy głosząc swoją apolityczność usiłuje za wszelką cenę zrobić z tego sprawę właśnie polityczną: "Nienawidzą mnie bo to mohery z PiS".
Garść statystyk
- czwartek, 23, styczeń 2014 05:19
- Andrzej Pilipiuk
Garść statystyk.
Krew zalewa i lepiej nie przeglądającie tego na trzeźwo...
Lewica o moralności...
- czwartek, 23, styczeń 2014 04:51
- Andrzej Pilipiuk
Dwaj politycy SLD prowadzili publiczną debatę nad zakrętami życiowymi prezydenta Francji. Osobiście uważam że całe SLD powinno zająć się wyłącznie problemem zdrad małżeńskich w rządach naszych sąsiadów, ewentualnie na deser niech prześwietlą pod tym kontem naszych byłych prezydentów. Chłopaki będą mieli zajęcie i może nie starczy im już czasu żeby dłubać np. przy polskiej gospodarce.
Rewolucja w Kijowie.
- środa, 22, styczeń 2014 11:21
- Andrzej Pilipiuk
W Kijowie zabito trzech protestujących opozycjonistów. Prawdopodobnie jeden poległ trafiony czterema kulami karabinowymi przez snajpera. Dwaj pozostali to ofiary strzałów kulami gumowymi „z przyłożenia”. To miejscowa metoda zastraszania ludzi - funkcjonariusze „Berkutu” starają się wyłapywać co ważniejszych protestujących i strzelają im między oczy gumowymi kulami, po czym wypuszczają ich z efektowymi obrażeniami na Majdan. Część milicji wyraźnie sympatyzuje z protestującymi – zapowiedziano śledztwo.
Przez ostatnie dwa dni miasto terroryzowały grupki dresiarzy. Niszczyli samochody, rozbijali witryny sklepowe oraz bili protestujących. (Wypisz wymaluj coś jak bydło które pamiętamy z zadym pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie – inspiracja jakaś?). P. Kliczko nie dał sobie w kaszę dmuchać - zarządził ich wyłapanie. Przy zatrzymanych zaleziono bardzo ciekawe papiery i zmuszono ich do „spowiedzi” przed kamerami. Jak się okazało zwerbowano ich do robienia zadym w miastach okręgów Donieckiego i Kryworodzkiego, przewieziono do Kijowa, obiecano całkowitą bezkarność i po 200-400 hrywni „wynagrodzenia”. Otrzymali także …marihuanę.
Reżim Jakunowycza jak widać nie cofa się przed niczym. Co szczególnie przykre protesujący zostali pozostawieni na lodzie. UE zasadniczo nie widzi problemu – rada starców z Brukseli wystosowała notę w stylu „grozimy wam małym nasi przyjaciele palcem w lewym bucie”, polska dyplomacja rządowa chyba nie wie co robić. „Gazeta wybiórcza” które dawniej z wielkim zapałem walczyła o demokrację (wszędzie byle nie w Polsce) tym razem wyraźniej nie przywiązuje większej wagi do tych wydarzeń. Aktywny jest głównie opozycyjny PiS – ale możliwości oczywiście są niewielkie. Nachodzi mnie po raz kolejny refleksja jak bardzo brakuje dziś Lecha Kaczyńskiego…








