BLOG

Czarna Góra Andrzej Pilipiuk

jeszcze z Ukariny

https://www.fronda.pl/a/ambasadorowie-polski-i-izraela-krytykuja-ukraine,138607.html

Hmmm... z tego co wiem akurat A.Menlyk - szef odłamu OUN(m) był zwolennikiem dogadania się z Polakami...

hmm...

Szkoła w Łabuniach (na południe od Zamościa) przyjęła imię "Dzieci Zamojszczyzny". Uroczystość uświetniono m.in. przedstawieniem w którym dzieci przebrane za SS-manów dokonały "gazowania" grupy dzieci przebranych w pasiaki, zamkniętych za symbolicznym ogrodzeniem z drutu koczastego.

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/szokujacy-teatrzyk-szkolny-w-labuniach-dzieci-graly-nazistow-i-wiezniow/wjfnbr0#slajd-3

 

Powiem tak -  z punktu widzenia edukacji patriotycznej - nie jest to zły pomysł. O zbrodniach niemieckich, o zbrodniach narodowego socjalizmu musimy pamiętać. Musimy o nich przypominać zwłaszcza teraz - gdy pokolenie pamiętające wojnę już odchodzi a prawda o tym kto jest sprawcą a kto ofiarą jest na różne sposoby rozmydlana. 

O cierpieniach naszych przodków - też powinniśmy pamiętać. 

Z drugiej strony - to jednak trochę "za mocny pomysł". Rozumiałbym podobną inscenizację w liceum - podstawówka, zwłaszcza młodsze klasy podstawówki, to jednak o wiele za wcześnie.   

Ergo: pomysł uważam za DOBRY. Wykonanie - no cóż... 

myśl o.Knabita

mamy już bilet do nieba, teraz tylko trzeba wsiąść do dobrego pociągu. Zdarza się, że się pomylimy i wsiadamy do niewłaściwego pociągu, ale póki żyjemy, wszystko można naprawić. Bóg mówi: nie bój się, jestem z Tobą, zawsze możesz wysiąść i wsiąść do właściwego, wszystko jest cenne w Twojej podróży, nawet zagubienie i jazda w niewłaściwym kierunku.

Jubileusz

http://jubileusz.ps-po.pl

O.Knabit skończył 90 lat. 

„Ojciec się nic nie zmienił” – słyszę często. A mnie podkusiło kiedyś, by zebrać dawne zdjęcia i zrobić taką panoramę pod tytułem: „człowiek nie pochodzi od małpy”. Dzisiaj widać, że jednak coś się zmieniło, zwłaszcza w stosunku do fotografii z roku 1939. Ale, co ciekawe, wciąż mam świadomość, że jestem ten sam JA. Kiedy do każdego zdjęcia dołączam jakieś wspomnienia: harcerstwo, liceum, kapłaństwo, zakon – wciąż jestem ten sam ja, odpowiedzialny za swoje czyny, pamiętający sukcesy, ale też i upadki.

 

Czytam te słowa. Dumam. Mam 45 lat. Jestem w połowie tej drogi. Oceniam siebie. I dochodzę do zupełnie odmiennych wniosków. Jestem dziś kimś zupełnie innym niż gdy miałem 12-15-20-25 lat. 

Mając 12-13 lat byłem niewolnikiem i czułem się niewolnikiem. Porównywałem moje życie w siermiężnym syfiastym kraju rządzonym przez juntę jaruzela - z życiem moich rówieśników w krajach wolnego świata... Fakt że nie chodzę głodny i bomby nie spadają na głowę był marną pociechą. Byłem nadwrażliwym dzieciakiem żyjącym wśród rówieśników - troglodytów. Uciekjącym przed opresyjnością świata w książki i marzenia. Stale uciekającym.   

Mając 15-18 lat miałem wrażenie straszliwego chaosu - niosła mnie rzeka wydarzeń, nie panowałem nad nimi, nie panowałem nad własnym życiem. Co gorsza - miałem całkowitą pewność że lata w liceum to lata jałowe i stracone. Uczyłem się rzeczy nudnych i zbędnych. Znosiłem poniżenia ze strony belferstwa. Poświęcałem swoje dzisiaj w imię jutra - potrzebowałem matury by iść na wymarzone studia. Poświęciłem za dużo. A poniekąd zostałem oszukany przez system. Uciekałm w książki, marzenia, ratowało mnie pisanie... Pisanie też było ucieczką - w dodatku też było poświęceniem teraźniejszości dla przyszłości. Problem w tym że pisać musiałem się dopiero nauczyć a nie było od kogo. Źle dobrałem priorytety pisarskie. Źle oceniłem jakość tego co piszę.   

Mając 19-20 lat byłem skopanym przez rzeczywistość przestraszonym młodym człowiekiem, który bał się przyszłości, który miał świadomość zepchnięcia na jakiś margines. Obok powstawały fortuny, nie miałem pomysłu jak włączyć się w wir twórczej pracy i życia. Miałem też świadomość ze na moje pokolenie nie czeka już nic. Że wszystkiego trzeba bdzie się dobić zębami i pazurami, a ja nie mam nawet tych zębów i pazurów. Byłm nikim i miałem świadomość że jestem nikim. I nie miałem pomysłu jak się wyrwać. Pisałem. Liceum wypaliło ze mnie zainteresowania, wpędziło w chrobę nerwową. Zabiło poczucie własnej wartości. To wszystko musiałem mozolnie obudowywać.  

Mając 21-26 lat publikowałem opowiadania, potem książki - kontynuację "Pana Samochodzika". Miałem troszkę własnych pieniędzy, miałem w pewnym sensie pracę, po dekadzie samotności znalazłem sobie sensowną dziewczynę. Nadal szarpałem się z rzeczywistością. Zarabiałem grosze - ot tyle by kupić sobie książkę, by uciułać na wycieczkę za Bałtyk. Mojej oryginalnej prozy nikt nie chciał. Leczyłem depresję ciężkimi psychotropami. Uciekałem. Ciągle uciekałem w książki, w marzenia, w pisanie...Ale przynajmniej widziałem już jakieś perspektywy. Po długiej zimie czułem w powietrzu zapach wiosny.  

Pierwsze ćwierćwiecze życia to strach przed rzeczywistością, nienawiść do opresyjnego świata, nienawiść do samego siebie, nerwy, depresje, autoagresja. Szukanie szczelin w murach, mocowanie się z życiem. I co chwila zwątpienie - przychodzące, nakrywające jak fala.     

*

Jestem kimś innym. Chyba nawet jestem kimś lepszym niż tamten zahukany przerażony dzieciak szukający po omacku swojej drogi. Stała praca. Dochody zabezpieczające byt. Rodzina. Jestem w mojej branży cenionym fachowcem ze środkowej półki. Spokojniejszym wewnętrznie. Poukładanym. Przestałem się szarpać, przestałem się spieszyć. Planuję, realizuję. Gdy dostanę od rzeczywistści w łeb wstaję z błota otrzepuję ubranie i idę dalej.

Nie mam już wrażenia że wszyscy wokoło są moimi wrogami. Inna rzecz że w tej chwili sam dobieram sobie towarzystwo w którym się obracam. Patrzę i szukam w ludziach dobra. W tych którzy próbują na mnie szczekać widzę raczej małość, niedostatki intelektualne i skarlenie duszy a nie zło jako takie.  

*

Uratowało mnie pisanie. Uratowało mnie to że na przekór wszystkiemu wierzyłem w swoje gwiazdy.

Uratował mnie ośli upór by robić swoje niezależnie od wszystkiego.

Uratowały mnie książki - cudze myśli przelane na papier otwierające przedemną inne lepsze światy.

Uratowała mnie ambicja - przmożna chęć nadupczenia światu.

Uratowała mnie przekora, chęć pokazania "słowiańskiego gestu pokoju pojedania" (tzw. "faka") - wszytkim tym który mnie skreślili, spóścili ze schodów albo skpali i podeptali. 

*

Wygrałem.

trudny dialog

 https://www.fronda.pl/a/szokujace-slowa-nowego-szefa-ukrainskiego-ipn-o-wolyniu,138430.html

 

Ukraiński IPN ma nowego szefa. Niestety już z jego pierwszych wypowiedzi widzimy że nie zanosi się na przełom... 

Co wiemy o Wołyniu? Zginęło 80-240 tyś Polaków. (te liczby trzeba koniecznie doprecyzować). Podobna liczba zbiegła z tego terenu lub skupiła się w ufortyfikowanych wsiach. Przy takiej skali ofiar słowo ludobójstwo wydaje się uprawnione.  

Sprawcami mordów byli członkowie UPA. Rozkazy przyszły z kierownictwa OUN(b). Na terenach gdzie w miarę silne były środowiska postmenlykowskie skala mordów była mniejsza. Podejrzewa się sowieckie prowokacje - obecność sowieckiej agentury w kierownictwie OUN oraz obecność oddziałów NKWD udających UPA - jednak są to rozważania raczej akademickie - większości zbrodni dokonali Ukraińcy działający z inicjatywy własnej. Tak po prostu było. Przykre - ale cóż... 

Z drugiej strony - znaleźli się i "sprawiedliwi" - Ukraińcy którzy ostrzegali i ratowali polskich sąsiadów. 

Polacy w reakcji na te działania przeprowadzili szereg akcji stricte militarnych - polskie oddziały partyzanckie starły się zbrojnie z upowcami. Prowadzono też w miarę możliwości obronę polskich wsi. Dokonano szeregu akcji odwetowych - atakując wsie ukraińskie będące bazami wypadowymi, lub współpracujące z UPA. Oczywiście przy okazji ginęli też ukraińscy cywile nie zamieszani w  ruch nacjonalistyczny... Wojna.

Zestawienie liczby ofiar cywilnych daje szacunki rzędu 20:1 Ergo: cele dzałań któe stawiały sobie UPA i AK były diametralnie odmienne. 

Czy 27 wołyńska dywizja AK mogła zrobić więcej - to pytanie do poważnych historyków...

*

Nie była to zbrodnia "zapomniana". Nie wiedzili o niej ci którzy mieli do szkoły pod górkę. W PRL-u wydawaliśmy o tym książki - sporo i w wysokich nakładach. Niektóre były lekturami szkolnymi. "Łuny w Bieszczadach", "Ślady rysich pazurów" etc. Po prostu żyło jeszcze pokolenie dobrze pamiętające wojnę - wobec besitalstwa niemców mordy ze strony UPA bladły... Inna skala. 

Nie była to zbrodnia nieukarana - NKWD rzoliczyło ją baaardzo dokładnie zabjając i pakując do łagrów upowców, domniemamych upowców, dzieci upoców, krewnych upowców, a nawet takich którzy nie byli upowcami ale ewentualnie mogliby się nimi stać w przyszłości... Pisałem - NKWD zabiło 153 tyś "upowców" przy liczebności tej formacji poniżej 100 tyś. 

KGB i SB ostatnie prowokacje przeciw Ukraińcom podjerzewanym o sympatie banderowskie (postbanderowskie?) prowadziły jeszcze w latach 80-tych. Syn jednego z głównych upowców - Jehwena Konowalca spędził w łagrach i więzieniach 40 lat. Pisałem o nim:  http://pilipiuk.com/index.php/blog/2616-gniewny-starzec-z-ukrainy  

*

Nasi przodkowie wyciągali do Ukraińców rękę kilka razy - w 1920r. zwaraliśmy sojusz w obliczu sowieckiej inwazji - choć dzieliły nas wówczas miesiące bratobójczej wojny II RP z odradzająym się państwem ukraińskim...

W 1945-46 roku WiN wyciągnął rękę do upowców - choć dzieliły nas świeże jeszcze groby Wołynia... Rozbito wspólnie wiezienia w Zamościu i Hrubieszowie.  

Polacy, Ukraincy i Rosjanie to bracia. W rodzinach bywa różnie, ale rodziny się nie wybiera.

Przyjdzie czas gdy się dogadamy. Przyjdzie czas gdy wyciągniętą rękę uściśnie inna ręka. I pozostaną w uścisku już na zawsze. Tylko chyba jeszcze nie teraz.  

Podsumowując rok.

Wydałem dwie książki. Coś tam się na nich zarobiło  ale przehulać się nie udało bo kredyt na karku - poszło bankowi na uciechę.

Nigdzie prawie nie udało się pojechać - wiosną byłem z żoną przez trzy dni w Wenecji. Nie udało się zobaczyć wszystkiego co chcieliśmy – ale z drugiej strony – i tak zobaczyliśmy bardzo dużo.  

Sukcesy?

Konkurs „u nas za stodołą” – bardzo zacnie w tym roku – przyszła masa naprawdę niezłych opowiadanek i antologię pokonkursową też nie wstyd ludziom pokazać.

Fajnie wyszedł festiwal historii alternatywnej – bo i film udało się nakręcić i podręcznik wydaliśmy a i impreza bardzo przyzwoita.

Krewny się wywinął Kostusze spod kosy... 

Minął rok - w miarę spokojnie i bez fajerwerków… 

z kronik kasty..

https://niezalezna.pl/304049-ziobro-reaguje-na-skandaliczny-wyrok

W skrócie: w okolicach Krasnegostawu miejscowy gospodarz wracał z cmentarza wioząc rodzinę. Po drodze ochlapał błotem lokalnego sebę. Seba faceta rozpoznał, więc dobrał sobie kumpla, pojechali do niego wtargnęli mu do domu i tłukli kijami na oczach żony i dzieci aż  się zmęczyli. Pobity kilka dni konał w szpitalu aż umarł... 

Sąd zasadniczo uznał ich winnymi tzw. "pobicia ze skutkiem śmertelnym" po czym "dowalił" wyrok - 4 i 5 lat więzienia oraz 50 tyś nawiazki na rzecz rodziny ofiary...  

Kolejny raz nadzwyczajna kasta pokazuje ze śmierć zwykłych ludzi nie robi wrażenia na członkach samozwańczej elity... 

o wolności

https://niezalezna.pl/303972-bez-petard-i-fajerwerkow-w-sylwestra

zasadnczo byłbym za znacznym ograniczeniem a w niektórych przypadkach za całkowitym zakazem używania petard i fajerwerków.

Problem widzę w tym że zakaz usiłują przeforsować tzw. "ekolodzy". Od wielu lat ile razy słyszę że za jakiś problem bierze sie ekooszołomstwo zapalają mi się lampki ostrzegawcze. 

 

Być może tak z 10% ich działań faktycznie ma sens i niesie pożytek przyrodzie. Całą resztę odbieram jako działania pozorowane mające zapewnić im legitymację społeczną dla skoku na kasę. Widzę tu podobny wahlarz dzałań jak w przypadku atywistów LGBT - szykanowanie społeczeństwa za pomocą werbalnej a później prawnej stygmatyzacji pewnych postaw.  

i nagle budzimy się w świecie gdzie nie wolno puszczać fajerwerków, gdzie nie zobaczymy zwierząt w cyrku, gdzie mówi się o prawach człowieka dla małp, gdzie zakazany jest ubój gospodarczy we własnym obejściu. I gdzie nie wolno ściąć drzewa bez zgody urzędasa. I gdzie prowadzono już program zakładania krowom pieluch. 

Przychodzi sylwester niebo pozostaje ciemne i nagle widzimy że odebrano nam masę wolności, że to co dla naszych dziadków było normalne i naturalne staje się dla nas nieosiągalne, nielegalne... 

Kolejne kroki? W ciągu ostatnich tygdni rzucono kilka pomysłów - juz wybrzmiały w przestrzeni medialnej a ich auorzy nie siedzą w psychiatryku... Akcyza na mięso, uznanie dojenia krów za molestowanie seksualne, polityka depopulacji - postrzeganie dzieci jako emitentów CO2...

 

Trzeba trzymać rękę na pulsie - i ani kroku w tył przed ekozarazą. 

duch pieska

Ciekawostka z muzeum Corer w Wenecji. 

Pigmenty którymi namalowany był piesek siedzący na gondoli utleniły się z czasem i zamiast pieska mamy na obrazie ...ducha pieska.

 duch pieska

już wszystko stoi na głowie..

Za Stalina dzieci kablowały dorosłym na innych dorosłych.

Bywało że dzieci kablowały dorosłym na inne dzieci. 

Oczywiście dorośli kablowali dorosłym na innych dorosłych.

Zasadniczo bycie kapusiem sprowadzało sę do kablowania silnym na słabych.

LEWICA ZEPSUŁA NAWET TO.

Dziś dorosła kobieta nakablowała dziecku na dorosłego...

https://niezalezna.pl/303562-ochojska-pisze-do-grety-thunberg-droga-greto-wyobraz-sobie-ze-arcybiskup-z-krakowa

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/