BLOG

Taniec szkieletów
- piątek, 14, czerwiec 2013 10:56
- Andrzej Pilipiuk
Na cmentarzu w Bykowni – kolejny skandal. Ukraińska ekipa budowlana zabetonowała beztrosko w podstawie pomnika 7 z 21 skrzyń ze szczątkami ofiar NKWD. Powtarzam od lat: Trzeba dokonać ekshumacji totalnej. Wydobyć zwłoki naszych oficerów i ofiar cywilnych. Przewieźć do Polski. Pogrzebać z honorami w specjalnie przygotowanym mauzoleum. Nie wykluczone że identycznie postąpić należy ze zwłokami ofiar rzezi wołyńskiej.
coś pęka
- czwartek, 13, czerwiec 2013 02:30
- Andrzej Pilipiuk
Coś pęka, grunt ewidentnie usuwa się Platformie Obywatelskiej spod nóg. Najpierw minister Mucha dostała po uszach za dofinansowanie koncertu Madonny z puli pieniędzy na rozwój sportu wśród młodzieży. (moim zdaniem powinna oddać te 8 milionów z własnej kieszeni – może to by ją czegoś nauczyło!) Teraz rodzice dzieci szkolnych pokazali „słowiański gest pokoju” ministerce od edukacji – zebrali 950 tyś podpisów przeciw jej głupim pomysłom. W Warszawie kroi się referendum w sprawie odwołania prezydent Hani-naszej-kochanej Gronkiewicz-Waltz. Bezrobocie rośnie. PKB na 2014 prognozowany jest na poziomie ok 2%.
Czuję jednak że ubecja stanie na rzęsach by ratować tuska.
Co to są "zyski"?
- środa, 12, czerwiec 2013 12:12
- Andrzej Pilipiuk
Macherzy od reklamowania rządu w pierwszą rocznicę Euro 2012 głoszą że zyski były większe niż przewidziano – sięgnęły ok. 1 miliard 200 milionów złotych. Chwila moment – jakie znowu „zyski”? To raczej przychód. W budżetu państwa w ciągu 4 lat przygotowań wydano 96 miliardów złotych. (Równowartość np. 20 nowoczesnych stoczni, hut, lub fabryk samochodów). Pieniądze od fanów piłki nożnej trafiły do sklepikarzy, hotelarzy, producentów napojów i importerów gadgetów (produkowanych w Chinach). Zważywszy że sieci hoteli podatki płacą na Cyprze a sklepy wielkopowierzchniowe przeważnie korzystają z ulg, sadzą że do budżetu wpłynie nie więcej niż 100 milionów zł podatków.
Tym samym wydaliśmy 96 miliardów, do budżetu wrócił 1 promil tej kwoty… Dziennikarzy którzy nazwali to „zyskiem” należy odesłać do szkoły podstawowej – niech im pani od matematyki wytłumaczy to jeszcze raz…
Aseptyczny świat
- środa, 12, czerwiec 2013 12:11
- Andrzej Pilipiuk
Zastanawiałem się jak określić rzeczywistość Skandynawii. Przyszło mi do głowy określenie „świat aseptyczny”. Niewiele produktów sprzedawanych jest „luzem” na wagę. Większość paczkowana i z naklejoną ceną. Wszystkie ceny zaokrąglone do 50 ore (ok 20-25 groszy) – nie używa się drobnych. Wszystko standardowe – nawet pamiątki dla turystów identyczne jak półwysep długi i szeroki. Niewiele rękodzieła – i w paskarskich cenach.
Mam stereoskopowe zdjęcie wielkiego bazaru w Oslo. Widać radosny chaos targowiska. Dziś coś takiego byłoby tam już niemożliwe. Nawet targ rybny w Bergen zrobiono pod normy iso… Ten świat jest na swój sposób sztuczny i smutny.
Ten drugi raz
- poniedziałek, 10, czerwiec 2013 23:02
- Andrzej Pilipiuk
Po Polsce kolejny raz krąży wystawa „Human Body” – zbiór zakonserwowanych zwłok ludzkich i wypreparowanych z nich organów. Redakcja „Frondy” zdefiniowała to zjawisko jako „pornografię śmierci”. Napisano też że żadna kultura i żadna religia nie odnotowały wcześniej podobnego zjawiska…
W historii znamy przypadki „niepogrzebanych”. W Państwie Inków po buncie ludu Chanka ich przywódcy zostali obdarci ze skóry, wypreparowani, wypachni i usadzeni w fikuśnych pozycjach w specjalnie wybudowanym budynku. Podobnie ciała straconych przestępców i buntowników wiele razy wystawiano na widok publiczny w całości lub w kawałkach. Tylko że jak do tej pory eksponowanie niepogrzebanych zwłok miało ludzi ostrzec przed skutkami przestępstw albo zastraszyć.
W zasadzie tylko raz w historii mieliśmy do czynienia z robieniem pieniędzy na pokazywaniu zmarłych – w XIX wieku modne było publiczne odwijanie egipskich mumii… Potem surowo potępiono takie widowiska. Teraz jest ten drugi raz.
a tak dla odmiany
- sobota, 08, czerwiec 2013 21:32
- Andrzej Pilipiuk
http://honorataksiazkiipankot.blogspot.com/2013/06/wampir-z-mo.html?showComment=1370598287878
- tu mnie jakaś Dama gani za ...brak humoru.
O wojnie
- piątek, 07, czerwiec 2013 23:54
- Andrzej Pilipiuk
wrzucam mój felietn. Może i stary - ale aktualny...
*
-/.../ ale karabin, ludzie poginą.
-Humanista się znalazł, po to jest wojna żeby ludzie poginęli!
(W.Wojnowicz)
Przeszło siedemdziesiąt lat temu nasi przodkowie poszli na wojnę. Skoro czytacie te słowa wasi Dziadkowie w większości z wojny wrócili, ale ich bracia i kuzyni już niekoniecznie. Wojny wybuchają z różnych przyczyn. Zazwyczaj jedna ze storn napada, a druga się broni. Zazwyczaj jedna prowadzi wojnę sprawiedliwą a druga nie. Czasem obie mają swoje racje a czasem bywa i tak, że żadna racji nie ma.
Przeszło sześćdziesiąt lat pokoju z jednej strony było błogosławieństwem, drugiej straszliwie nas rozmiękczyło. Dziś na dźwięk słowa „wojna” większość ludzi wzdryga się z ze strachu lub obrzydzenia. Nikt nie traktuje jej jako męskiej przygody, okazji zwiedzania świata, czy próby charakteru. Popularne stały się postawy pacyfistyczne, a szereg osobników histerycznie domaga się wycofania polskich kontyngentów służących w dalekich krajach i dalszej redukcji naszych i tak skromnych sił zbrojnych. I tak nie jest źle – w latach 80-tych w krajach EWG szalał ruch domagający się ...jednostronnego rozbrojenia atomowego.
Wojna polega zasadniczo na tym, że strzela się do ludzi noszących inne mundury i zazwyczaj mówiących innym językiem. Strzela się do nich po to żeby ich zabić. I oni strzelają do nas aby zabić. Na początku wojny trafiają się humaniści, którzy strzelają tak by wroga ranić. Takie szlachetne odruchy przechodzą im w chwili, gdy zobaczą jak nieodbity wróg otwiera ogień do ich towarzyszy broni. Wojna toczy się tak długo aż jedna ze stron oberwie w stopniu uniemożliwiającym dalszą walkę. Im sprawniej likwidujemy wrogów tym krócej trwa wojna i tym większe szanse, że wrócimy z niej cało do domu. Na wojnie obowiązują pewne zasady. Nie strzela się do poddających się, nie zabija cywilów, kobiet i dzieci. Z drugiej strony wolno strzelać uciekającym wrogom w plecy, wolno zastawiać zasadzki, podkładać zamaskowane ładunki wybuchowe. Wolno zwiększyć swoją przewagę nad przeciwnikiem – założyć hełm i kamizelkę kuloodporną. Strzelcy wyborowi mogą walić z ukrycia, używają też tłumików, noktowizorów, celowników optycznych i laserowych.
We wrześniu 1939-tego polska armia klasyfikowana jako szósta w rankingu ramii świata przez miesiąc samotnie stawiała czoła dwu najsilniejszym. Przeszło czterdzieści tysięcy niemców oraz kilkanaście tysięcy ruskich (dokładne dane są do dziś owiane mgłą tajemnicy) napaść na Polskę przypłaciło życiem. Zostali zastrzeleni, spaleni żywcem w swoich czołgach, rozerwani granatami, wleźli na miny, albo zakłuto ich po wsiach widłami. Fakt że strzelali do naszych jest przykry ale zrozumiały. To była wojna. Na wojnie wolno do siebie strzelać, więc gdy tamci do nas walą nie ma się o co obrażać tylko należy odpowiedzieć ogniem.
Niestety starcie dwu zwaśnionych stron nie zawsze przebiega gładko. Zazwyczaj szybko okazuje się że zgrzeszyliśmy nadmiernym optymizmem uznając przeciwnika za honorowego... Wtedy też z naszych wrogów szybko wyszło bydlę. Wermacht jeszcze we wrześniu wystrzelał około 40 tysięcy polskich jeńców. Ostrzeliwano kolumny uchodźców. Bombardowano dzielnice mieszkaniowe. Przypomnę: Warszawa mimo 18 dni szturmu nie została zdobyta – poddano ją by ratować masakrowaną nalotami ludność cywilną. Sowieci od początku zachowali się jak bydło. Brali zakładników. W Grodnie używali dzieci jako żywych tarcz, a potem był jeszcze Katyń. Nasi wrogowie pokazali, że elementarne zasady wojennej przyzwoitości mają gdzieś. Podeptali i opluli własny honor. Tym samym poniekąd rozwiązali naszym przodkom ręce.
Okupacja oznaczała dalszą rzeź ludności cywilnej i bezlitosny rabunek podbitych ziem, ale zarazem niosła wrogom straty podobne do tych poniesionych w walce. Polacy nie dali się prowadzić jak barany na rzeź. Wróg lekceważąc honorowe zasady prowadzenia wojny zmusił nas do kroku wstecz. Nasi przodkowie sięgnęli więc po metody niekoniecznie czyste i etyczne, ale pozwalające na skuteczny opór. Niemcy i sowieci byli zabijani w zasadzkach, truci mąką ze sporyszem, ślepli od lewego samogonu, a garstkę nawet zarażono różnymi paskudnymi bakcylami. Specjalizowała się w tym ...jednostka bakteriologiczna AK przy AM w Poznaniu. Bardziej chałupniczą metodę zastosował jeden z mieszkańców Wadowic który zaraziwszy się celowo tyfusem poszedł na ochotnika pracować w szpitalu polowym wermachtu...
Z naszego bezpiecznego „dzisiaj” możemy dokonać rozbioru logicznego sytuacji. Nie wszyscy, którzy nas napadli byli źli. Zapewne spory odsetek szkopów zamiast narażać się na polskie kule wolałaby siedzieć w szynkach, pić sznapsa i zagryzać wurstem... Ale przyszli tutaj i spoczęli w ziemi, na którą wkroczyli bez zaproszenia. Nasi dziadkowie i pradziadkowie zastosowali wobec okupanta odpowiedzialność zbiorową ale mieli do tego prawo. Bronili siebie, swojego kraju, swoich rodziców, żon i dzieci. Bronili dorobku swojego życia, fajnego kraju, który nie szczędząc wysiłków budowano przez 20 lat niepodległości. Mieli prawo strzelać do niemców i ruskich. Mieli prawo podrzynać im gardła, truć metanolem i zarażać tyfusem.
Wreszcie karta się odwróciła. W pościgu za umykającymi szwabami wkroczono na terytoria etnicznie niemieckie. By dobić hitlerowskiego gada miażdżono kolejne rubieże obronne obsadzone emerytami i gówniarstwem z hitlerjugend.
W czasie okupacji wymuszono na nas krok w tył. Teraz znowu zatriumfował Honor. Nawet po czterech-pięciu latach bezlitosnych prześladowań nasi zazwyczaj nie strzelali do niemieckich kobiet i dzieci a ci, z niemców, którzy się poddali zamiast spocząć w masowych mogiłach trafili do sowieckich łagrów. Postępowanie naszych wojsk ostatecznie wykazało naszą wyższość cywilizacyjną i moralną tak nad pokonanymi giermańcami, jak i nad naszymi przymusowymi sojusznikami...
Od zakończenia wojny nasi wiele razy wojowali na obcej ziemi. Najpierw w wojskach stabilizacyjnych ONZ, potem w ramach NATO. W chwili, gdy piszę te słowa polskie wojsko bierze udział w kilku misjach z dala od naszego terytorium. Polscy żołnierze w Iraku i Afganistanie robią to co robi się na wojnie. Strzelają do ludzi i sami regularnie giną od kul oraz min. Cóż to jest wojna. Na wojnie ponosi się straty.
Obecność naszej armii w tych krajach nie przynosi nam korzyści gospodarczych, politycznych, militarnych ani strategicznych. Z tych wojen nie będzie łupów. Nawet niewolników nie nałapiemy, bo już nie wolno. Dołożymy do tego interesu i to sporo... Ale jestem dumny z faktu że nasi tam walczą. Czy Saddam pracował nad bronią masowego rażenia? Czy to talibowie stali za zamachami na WTC? Szczerze powiedziawszy nie obchodzi mnie to szczególnie. Nie rozumiem po co w ogóle społeczność międzynarodowa szukała pretekstów. Po prostu uważam, że Saddam był łajdakiem, a talibowie to swołocz gorsza od nazistów. Za to co zrobili kulka w łeb im się po prostu należała. Rozumiem, że polscy żołnierze są tam potrzebni by im w naszym imieniu te kulki sadzić. Choć de facto nie jest to nawet nasza wojna...
Zagadka z minionej epoki
- czwartek, 06, czerwiec 2013 22:39
- Andrzej Pilipiuk
Gryzie mnie pytanie: Dlaczego 13 grudnia 81 nie było „Teleranka”? Wiadomo ogłoszono stan wojenny. Generał kilka razy wygłaszał w tv swoje orędzie. Ale… Co im szkodziło? Przecież „Teleranek” trwał bodaj 30 minut (+film). Jakby zachodziła potrzeba można go było przerwać. Nie szedł na żywo – to nie była przecież epoka telewizji śniadaniowej. Nagrywali go wcześniej, zatwierdzali etc. Wojsko miało budynek pod kontrolą. Pilnowali pracowników. Wystarczyło wyjąć odpowiednią taśmę beta z półki i wsadzić do maszynki… Jakiś mundurowy mógł siedzieć z automatem przy monitorach i pilnować czy leci na pewno teleranek a nie dajmy na to „Piątek z Pankracym”.
Cytacik smakowity
- czwartek, 06, czerwiec 2013 22:00
- Andrzej Pilipiuk
„Nigdy nie dopuściłem do tego, aby szkoła przeszkadzała mi w kształceniu się.” Jack London
a ja niestety dopuściłęm...
ech
- czwartek, 06, czerwiec 2013 12:45
- Andrzej Pilipiuk
Obejrzałem do końca "Casa Muda". Rozczarowanie pełne. Film stracił resztę sensu… Jeśli pozostałe dzieła kina urugwajskiego prezentują zbliżony poziom to nie wróży to dobrze…








