BLOG

a tu to dopiero chwalą!
- czwartek, 06, czerwiec 2013 10:32
- Andrzej Pilipiuk
Jeszcze o Karakorum
- czwartek, 06, czerwiec 2013 08:30
- Andrzej Pilipiuk
Coś się gmatwa w kwestii tragedii na Broad Peak – z wczorajszej wypowiedzi kierownika wynika że była grupa asekuracji zejścia – stanowili ją …ci dwaj którzy zginęli. Tzn. Mieli czekać na zejście kumpli w umówionym miejscu - ale poniosła ich fantazja i zaatakowali szczyt. Tylże że za późno i nie zdążyli zejść na czas…
Albo faktycznie tak było albo prokuratura dobiera mu się do tyłka…A na onecie znowu dyskutuje nastoletnie gówniarstwo o tym że w górach wolno porzucać kumpla na śmierć i że nie mają sensu żadne wyprawy ratunkowe bo i tak znajduje się tylko trupy. Pozostaje mieć tylko nadzieję że tacy jak oni nigdy nie wyjdą na szlak...
Długie ręce ubecji...
- wtorek, 04, czerwiec 2013 22:46
- Andrzej Pilipiuk
Przy okazji „nocy teczek” wraca wspomnienie innej ohydnej sprawy. Ubecja na początku lat 90-tych była jeszcze przerażająco silna. Przypominam sobie sprawę ucieczki Moniki Kern i to jak wykorzystano naiwną nastolatkę by zniszczyć karierę polityczną jej ojca – powszechnie szanowanego, zasłużonego opozycjonisty, obrońcy w procesach politycznych, wicemarszałka sejmu, mecenasa Andrzeja Kerna.
Pamiętam też rolę jaką odegrali w tej akcji cynlge z "wybiórczej"
Smutna rocznica
- wtorek, 04, czerwiec 2013 22:37
- Andrzej Pilipiuk
Nadeszła kolejna rocznica „nocy teczek” vel „nocnej zmiany” – bezprecedensowego zamachu na legalnie działający rząd… Obudziłem się rano nieświadomy tego że nocą coś się stało. W wybiórczej tego ranka był jakiś bełkotliwy artykuł o uniknięciu destabilizacji. W warunkach totalnej kontroli mediów, przy braku internetu, nastolatek taki jak ja wówczas nie wiedział nawet że ubecka agentura dokonała nocą zamachu stanu… Książki „Przerwana Premiera”, „Lewy czerwcowy” i film „Nocna Zmiana” pojawiły się zbyt późno a ich odziaływanie było zbyt słabe. To co najbardziej mnie zdumiewa to dwa fakty.
Po pierwsze narada nad obaleniem rządu była zupełnie otwarcie filmowana. Ci ludzie nie wstydzili się tego co robią. Nie zadbali nawet by nagranie nie wyciekło.
Po drugie – w każdym normalnym kraju każdy z polityków zamieszanych w taką akcję były dożywotnio skończony. U nas jeden z siedzących przy tamtym stole jest obecnie premierem.
Podzwonne dla Beginaży
- wtorek, 04, czerwiec 2013 22:36
- Andrzej Pilipiuk
Parę miesięcy temu zmarła ostatnia na świecie beginka. Tym samym na naszych oczach umarła tradycja licząca sobie 700 lat. Osobom niezorientowanym wyjaśniam że ruch beginek było to żeńskie stowarzyszenie skupiające kobiety samotne i wdowy – przeważnie starsze wiekiem. Beginki zamieszkiwały razem, składały śluby czystości ubóstwa i posłuszeństwa, nosiły też specjalne stroje – nie były jednak siostrami zakonnymi. Mogły opuścić zgromadzenie czy np. ponownie wyjść za mąż. Zajmowały się modlitwą ale też pomagały w różnych dziełach miłosierdzia, opiekowały się ubogimi, tkały i haftowały czym zarabiały na swoje utrzymanie i kontynuowanie misji. Reguła panująca w beginażach była znacznie luźniejsza niż zakonna.
Tak na logikę w dzisiejszych czasach ruch beginek powinien przeżywać rozkwit. Starszych pań owdowiałych lub samotnych, a przy tym pobożnych niekiedy do przesady mamy nieprzeliczone mrowie. Nie wszystkie słuchaczki Radia Maryja mają ochotę od razu wstępować o klasztorów – luźniejsza reguła zgromadzeń, z jednoczesnym zapewnieniem opieki duszpasterskiej wielu by odpowiadała. Beginaże funkcjonowały na zasadach podobnych co dziś wspólnoty mieszkaniowe. Wspólne zamieszkanie –– zapewniłoby znacznie niższe koszta utrzymania, co przy żałośnie niskich emeryturach nie jest bez znaczenia… Działalność charytatywna też pozwoliłaby zabić nudę emeryckiego życia – i to z większym pożytkiem niż robi to telewizor…
I nawet tu chwalą...
- wtorek, 04, czerwiec 2013 21:55
- Andrzej Pilipiuk
http://fantasybook.idl.pl/modules.php?name=Reviews&rop=showcontent&id=710
Tu też chwalą...
- niedziela, 02, czerwiec 2013 22:34
- Andrzej Pilipiuk
http://trojmiasto.miastokultury.pl/22,2062,275,,trojmiasto-gdansk-wampir-w-prl-u-wampir-z-mo-andrzeja-pilipiuka.html
Wampir z MO - recenzja
- niedziela, 02, czerwiec 2013 22:24
- Andrzej Pilipiuk
Wampir z MO
Zbiorem opowiadań „Wampir z MO” Andrzej Pilipiuk wraca na hawirę warszawskiej nekroferajny. Tytuł sugerowałby, że nasze swojskie wampiry poszły na współpracę z władzą tzw. ludową, ale nie: nawet zagorzały komunista Igor aż tak nisko nie upadł. Tylko biedny ślusarz Marek padł ofiarą prowokacji. Autor ze swoistym, charakterystycznym dla swojej twórczości, ale też gorzko-ironicznym poczuciem humoru przypomina (młodszym czytelnikom: przedstawia) warunki życia w PRL. Polecam wszystkim miłośnikom pamiątek minionego (?) okresu do kolekcji: metody działania UB, sposoby przeprowadzania prowokacji z udziałem ZOMO, nieliczenie się ze zwykłym człowiekiem, pranie mózgu pokrętną dialektyką, nieustające braki w zaopatrzeniu… Rzecz jasna, tamte czasy przefiltrowane zostały przez konwencję fantastyki bliskiego zasięgu na wesoło, ale opisy dreszcz budzą. W takim świecie przedstawionym egzystują sobie (bo nie żyją…) spokojne, nikomu nie wadzące byty bionekrotyczne: arystokracja wśród umarlaków – wampiry (choć różnej kategorii, wieku i pochodzenia społecznego), zombiaki i – na doczepkę – wilkołak, choć ten akurat z grobu nie powstał. Znani z tomu „Wampir z M3” bohaterowie i w tym zbiorze muszą poradzić sobie z problemami, ogólnie rzecz biorąc, banalnymi, ale w tamtych nieodległych czasach prawie nierozwiązywalnymi. No bo jak przygotować uroczyste przyjęcie na cześć francuskiej wampirzej hrabiny, dysponując niedużym mieszkankiem o standardzie socjalistycznym i prawie żadną gotówką? Spiętrzenie absurdalnych problemów i – uwaga: modne słowo – kreatywnych sposobów ich rozwiązania to gotowy przepis na imprezę „zastaw się a postaw się” w czasach kryzysu. Obyśmy nie musieli traktować tej książki jako poradnika…
„Sąsiedzi” to z kolei sposób na niechcianych nowych lokatorów, konfidentów lub pracowników UB, zajmujących lokal po wysiedlonej starszej pani. W piersiach praskich wampirów biją… no dobrze, tkwią miękkie serca, więc pomagają miłej sąsiadce. A czerwoną zarazę traktują jak zarazę właśnie: trzeba zlikwidować ognisko zapalne, zwłaszcza gorejące we własnym domu. A propos: znany nam już Radek, brat nastoletniej wampirki Małgosi, uroczego pustaka, kapuś na usługach tajnego wydziału UB, awansował do roli samodzielnego bohatera, wykonującego niezwykle ważne misje. Starcie z siostrą – niewykluczone…
Pilipiuk już wcześniej dał się poznać jako postmodernistyczny kucharz przygotowujący smakowite dania z elementów kultury masowej. Dla miłośników Lovecrafta ponownie smaczek – „Wyprawa” ślusarza Marka do od lat nieodwiedzanej części fabryki, która uzyskała autonomię i swoiste formy bytu. A wejścia strzeże Kot Karola Wójcika. Pamiętamy z poprzedniego tomu wzmiankę o niezwykłych anomaliach w opuszczonych halach fabrycznych – teraz dowiemy się, jakie przedwieczne zło tam się czai. A do czego możemy wykorzystać czarnowłosą dziewczynkę z „Kręgu”, dowiemy się z opowiadania „Sąsiedzi”. Może młode czytelniczki zachęcę wzmianką, że w jednym z opowiadań pojawiają się Cullenowie? Konkretnie – jeden z nich przybywa do Polski, by odwiedzić nasze wampiry. A co z tego wyniknie – przeczytajcie sami.
Agnieszka Dumańska
Płaczę
- niedziela, 02, czerwiec 2013 22:17
- Andrzej Pilipiuk
Płaczę nad Szwecją. Budzi się we mnie złość i żal… Burdy z imigrantami nadal trwają. W dodatku politycy zamiast brać się do roboty i gnać nierobów batem, bredzą o tolerancji i walczą z islamofobią. Media podały że już ¼ mieszkańców Malmo to muzułmanie. Tam też zamieszki. Żal mi ślicznego Malmo, pełnego uroczych kamieniczek tonących w różach i krętych uliczek, które przedreptałem z Ojcem w 1999 roku… Żal mi Szwedów – pamiętam paczki żywnościowe które dostaliśmy od nich w kryzysowym roku 1982 - gim. Pamiętam piękne niebieskie buty z żółtymi sznurówkami którym nie straszne były zimy epoki Wojciecha Ślepaka…
O tym by nie fikać "kościółkowym"...
- niedziela, 02, czerwiec 2013 01:12
- Andrzej Pilipiuk
...ale jak już się fika to trza być twardym do końca!
fragment książki Jana Krystyjańczuka "Przeklęci dziedzice" - będącej pierwszym - mocno amatorskim - opracowaniem dziejów Wojsławic.
*
Pan dziedzic Henryk Trzeciewski wybudował dom duży, w którym umieścił szpital i przytułek dla ubogich starców i kalek. Na utrzymanie szpitala i przytułku dał pas gruntu z łąkami i lasami — szerokości od miasta druga miedza, blisko kaplicy, która stoi wprost pałacu.
Fundator oddał to wszystko pod zarząd kościoła. Traf jednak zrządził, że dom ten, zwany szpitalem, w czasie pożaru spalił się doszczętnie, bo był drewniany. Zarząd kościelny i zarząd szpitalny z funduszów kościelnych i ze składek parafialnych zbudowali dom nowy murowany, dużo większy. Były tam duże sale na szpital i ochronkę i mieszkania dla zarządu szpitalnego.
Hrabia Alojzy zabrał cały ten dom na swoją własność. Od strony miasta założył karczmę, od strony kościoła — warsztaty swoje dworskie; rymarskie, stolarski i stelmarski, a od strony gościńca sprzedał na sklepy żydom! Nie uważał na testament ś, p. kasztelanowej słońskiej, hrabiny Potockiej, złożony w archiwach dworskich, a tylko żydów do Wojsiawic wpuścił!
A te staruszki, ubóstwa i kaleki porozwoził po innych szpitalach. Nie uważał na płacze i lamenty.
A w niedługim czasie zabrał własność kościelną — kawałek łąki. wszystkie budynki fabryki sukiennej, w której pracowało kilkaset ludzi.
Proboszcz Szczepański z parafianami pozwali pana hrabiego przed sąd. Ostatnia sprawa odbyła się w Krasnymstawie. Parafianie przegrali, a jeszcze sąd przysądził do tego 500 złotych polskich kosztów, które parafianie musieli zapłacić.
Wtedy ksiądz Szczepański przepowiedział, że za to, że majątek ten którego kościołowi nie odbierał ten, co dał, ani ojciec jego, hrabiego Alojzego Bóg osądzi.
W którąś uroczystość weszedł na ambonę i nakazał w całej parafii, trzydniowy post od którego wolni byli tylko chorzy starcy i małe dzieci w kolebkach... I z ambony rzucił klątwę na hrabiów Poletyłłów. Alojzy hrabia Poletyłło był natenczas w kościele, ale majątków nie oddał. Ale po tym wprost szaleństwa dostawał. Chodził w nocy sam po rozmaitych tych miejscach, do Uchań — nic się nie bał. Choć ludzie w tych czasach bali się rozmaitych widmów i strachów.
Ksiądz Szczepański umarł i pochowany w Wojsławicach, a po nim nastał ks. Garlicki. Nie mógł on patrzyć na takie życie hrabiego i poradził mu, aby jechał do Rzymu, do Ojca św. z prośbą o zdjęcie klątwy. Jeździł hrabia Alojzy do Rzymu i przywiózł ofiarności duże do kościoła; Na duży Ołtarz Krzyż z Chrystusem Panem, dwie osoby (statuy) obok Krzyża, obraz ś w. Trójcy w srebrnej szacie na Ołtarz, obraz św, Franciszka na Ołtarz, obraz św. Teresy na Ołtarz, Monstrancję, żyrandol, kilka ornatów, lampiony, trybularz...
Ale... majątku zabranego nie oddał.






