BLOG

refleksja
- czwartek, 20, sierpień 2020 07:09
- Andrzej Pilipiuk
lewackie wygibasy "intelektualne" niektórych posłów - to efekt wychowania przez głupich rodziców i dziadków (czasem byłych milicjantów) pogłębiony niestety przez głupich nauczycieli, głupie media pełne skrajnie prostackiej rozrywk i toksyczne środowisko rówieśnicze...
PiS rządzi już piąty rok, zmian na lepsze w edukacji i mediach nie widać.
Przesypiają sprawy ważne... Potem przez to przegrają.
*
Pal diabli że przegra PiS, gorzej żę przegra Polska.
Khm...
- środa, 19, sierpień 2020 08:29
- Andrzej Pilipiuk
https://prawy.pl/110012-who-szaleje-chce-skonczenia-z-nacjonalizmem-szczepionkowym/
szef WHO szaleje - nie ma o czym bełkotać to się ciska że są kraje które próbują zapewnić swoim obwatelom szczepionki na Covid.
to według niego rasizm. Zapewne chciałby żeby jedynym dystrybutorem została jego skompromitowana organizacja...
a mi się nasuwa pytanie: dlaczego ten człowek nie siedzi jeszcze w więzieniu?
to m.in. "rekomendacje" WHO doprowadziły do obecnej katastrofy....
z kuźni
- wtorek, 18, sierpień 2020 22:49
- Andrzej Pilipiuk
W drzwiach zaplecza stanęła Carla. Uśmiechnął się mimowolnie na jej widok.
-Matka pyta czy przyjdziesz na kolację…
-Kiedy? – rzucił okiem na zegarek.
-Za około godzinę. Zrobiła mamyłgę.
-Mam tu jeszcze trochę roboty, ale powinienem zdążyć. Łaciarka zacięła się dziś trzy razy, przypuszczam że na trybach zebrał się nagar no i osie trzeba przesmarować – wyjaśnił widząc jej zaciekawienie.
-Smar gdzieś tam był… - dziewczyna omiotła półki wzrokiem. – Albo w magazynie może…
-Lepsza będzie oliwa zegarmistrzowska. Wyprosiłem od sąsiadów – wyjaśnił.
-To ci chociaż kawy przyniosę…
Odprowadził ją wzrokiem. Gruby warkocz zabawnie podskakiwał na plecach dziewczyny. Ostatnie zadanie tego dnia… Poszukał oliwiarki. Zdemontował obudowę maszyny. Faktycznie mechanizm miał prawo się zacinać. Najpierw kawałkiem szmatki na wykałaczce usunął „błoto” – resztki smarów zmieszane z kurzem, pyłem ulicznym i rozmaitymi brudami.
-Trocin tu tyle jak u stolarza a nie u szewca – mruknął po polsku.
Wróciła Carla. Woń mocnej kawy wypełniła wnętrze. Na spodeczku leżało jeszcze kilka ciasteczek, twardych jak podeszwa ale bardzo smacznych. Podziękował.
-Czym różni się oliwa zegarmistrzowska od takiej której używamy w kuchni? – zagadnęła dziewczyna rozsiadając się na krześle.
-Oliwa kuchenna jest tłoczona bezpośrednio z oliwek. Zegarmistrzowska jest odpowiednio filtrowana, dodaje się też różnych składników by zmniejszyć jej kwaśność i poprawić zdolności penetracyjne - wyjaśnił ostrożnie usuwając zaskorupiały osad. – Dzięki temu łatwiej wnika w niedostępne szczeliny, łatwiej też wsiąka w napotkane złogi i odspaja je od powierzchni metalu. Ale do celów kuchennych już się raczej nie nadaje… Choć może pomóc na zatwardzenie.
Wcisnął stopą pedał i patrzył w skupieniu jak tryby przenoszą napęd na wrzeciono… Nadal coś się zacinało. Wreszcie wypatrzył przyczynę kłopotów. Drobny metalowy wiór blokował zęby. Skąd mógł odpaść? Wydobył go. Pędzelkiem naniósł kroplę oliwy. Maszyneria wyglądała na niemal nową. Puścił raz jeszcze w ruch. Tym razem wszystko chodziło gładko jak w zegarku.
Przymknął oczy. Poczuł zmęczenie, senność człowieka który nie może zasnąć bo obok pracują potężne silniki… Potrząsnął głową. Dziwna wizja minęła. Raz jeszcze wcisnął pedał. Mechanizm działał bez zarzutu.
Co się ze mną dzieje? – zadumał się.
-Jesteś bardzo mądry – pochwaliła dziewczyna.
-Nie jestem, ale mężczyzna powinien znać choć podstawy techniki…
-Przeszkadzam? – zaniepokoiła się.
-Nie przeszkadzasz – opowiedział zgodnie z prawdą.
-Tęsknisz za Wenecją? Byłam tam trzy razy… To piękne i ciekawe miasto.
-Owszem… Każdy tęskni do miejsc gdzie się urodził i wychował. Nawet gdy spotkały go tam różne złe rzeczy…
-Pojedziemy tam kiedyś razem? – zatrzepotała rzęsami. – Pokazałbyś mi różne ciekawe zakątki…
-Yhym… - mruknął wymijająco.
Jest takie polskie słowo które do niej pasuje – pomyślał. – Trzepaczka? Trzepotka? Nie, zaraz… Podobne… - Grzebał przez chwilę w pamięci. - O już wiem „trzpiotka”. Mała wesoła podrywaczka. Za młoda, zbyt dziecinna. Raczej jak młodsza siostra której nigdy nie miałem…
Oczyścił rowek w którym chodził pasek klinowy. Kolejna próba. Tym razem maszyna zdziałała bez zarzutu. Patrzył jak igła uderza w próżnię, podłożył kawałek skóry, założył nitkę. Przeszył na próbę kawałek giemzy. Potem sprawdził jeszcze na ścinakach dwoiny. Ścieg wyszedł równiutki.
"kulturalny naród" - niemcy...
- poniedziałek, 17, sierpień 2020 21:50
- Andrzej Pilipiuk
nie wiadomo czy zachowała się inna "pamiątka" z tego obozu.
Biblia oprawiona w ludzką skórę z barwnym tatuażem przedstawiającym Ewę podającą jabłko Adamowi...
RASIZM!!!
- poniedziałek, 17, sierpień 2020 20:28
- Andrzej Pilipiuk
Ergo:
Był w sklepach sos cygański.
Teraz ma się nazywać "Sos węgierski paprykowy"
Czyli: Cygan - źle, Węgier - dobrze...
TO JEST RASIZM W NAJCZYSTSZEJ POSTACI!!!
(co gorsza pod pozorem antyrasizmu...).
Epidemia hybrydowa?
- niedziela, 16, sierpień 2020 21:52
- Andrzej Pilipiuk
A może wypuszczono covid w konkretnym celu:
Użyto niezbyt groźnego ale pontencjalnie śmiertelnego wirusa by sprawdzić
jaki jest faktyczny potencjał broni bioologicznej,
jak wyglądają drogi roznoszenia i jak reagują poszczególne kraje?
coś skromniutkiego
- niedziela, 16, sierpień 2020 08:54
- Andrzej Pilipiuk
i co? i g...
w Krakowie też marniuchnio...
miliony walą w błoto dzień w dzień - ale na to co ważne nie ma.
niema "bo nie".
*
a przecież rządzi PiS - który bez przerwy nawija o patriotyzmie.
smutne to wszystko.
*
moja fundacja przynajmiej na setną rocznicę Niepodległości zrobiłą wystawę
a na setną rocznicę odparcia najazdu książkę wydaliśmy.
skromne dzalanie na miarę skroniuchnych możliwości...
ale gdyby tak każdy zrobił chociaż coś skromniutkiego...
coming out
- sobota, 15, sierpień 2020 22:57
- Andrzej Pilipiuk
Jestem transpodróżniczy - jestem człowiekiem pływającym właśnie kajakiem po szwedzkim jeziorze Malaren i cieszącym oczy szwedzką jesienią, ale uwięzionym w ciele kolesia siedzącego na fotelu w Krakowie...
z kuźni
- sobota, 15, sierpień 2020 16:27
- Andrzej Pilipiuk
-I żebym cię tu więcej nie widział hitlerowski pomiocie z twoimi nazistowskimi owocami! – ryknął Jakub i ostatni raz kopnął bardackiego wnuczka w tyłek.
Wnuk stoczył się ze skarpy i zaległ malowniczo w błocie na brzegu Wojsławki. Wędrowycz wywalił jego stragan i kaskada owoców potoczyła się po skarpie w ślad za właścicielem.
Semen podszedł niespieszne.
-No co tam? – zagadnął.
-Wiedziałem że Bardaki to skończone bydło, ale to już przesada! We wojnę jednakowoż lali niemców, a teraz się tak jakby do folksdojczów zapisują!
-Powiedziałeś coś o handlu nazistowskimi owocami? – kozak w zadumie popatrzył na pojedyńcze śliwki walające się po bruku targowiska.
-Nawet nie próbuj jeść tego świństwa! – Jaku z werwą zaczął rozdeptywać je gumofilcami.
-Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem…
-Pamiętasz w zeszłą środę w knajpie? Film taki leciał. Ten co go chciałem przełączyć na strażaka z Teksasu, ale kazałeś zostawić żebym się podciągnął kulturalnie.
-No było… O Wagnerze i jego muzyce…
-I jak Hitler się nią napawał. No i bardzo dobrze że obejrzałem bo dzięki temu zdemaskowałem hitlerowca na naszym własnym targowisku – jego kumpel z dumą wypiął pierś.
-Nadal nie łapię – westchnął Semen.
-A ło, zobacz czym handlował! – egzorcysta podniósł z ziemi rozdeptaną tabliczkę z nazwą towaru. - To nie były zwykłe śliwy, tylko Rengoldy – czyli „Złoto Renu”. No czego niby nie rozumiesz!? Tak się nazywały jak opera czy koncert tego całego Wagnera. Miałeś rację żeby nie zmieniać kanału. Czasem się trochę kultury przydaje! Dokształciłem się i rozszyfrowałem gnoja!
-Renklody – przyjaciel odcyfrował kulfony z tekturki.
-No co za bydlę, nie dość że hitlerowiec to jeszcze polskiego języka nie szanuje i z błędem napisał! – oburzony Jakub ruszył nakopać Bardakowi kolejny raz, ale okazało się że ten skorzystał z zamieszania i chyłkiem umknął do domu.
o domu
- sobota, 15, sierpień 2020 00:30
- Andrzej Pilipiuk
Mój dziadek zaczynać musiał od zera. Gdy prababką i ojczymem po I wojnie św. wrócili z ewakuacji w głąb Rosji zastali spalone gospodarstwo a za ostatnią garść złota kupili jedną krowinę… Potem były lata harówki, niedojadania, tyrania, ale też zdobywania fachu w Chełmie. Z tej harówki powstało gospodarstwo, większy dom – dla rodziny i mały – podnajmowany Żydom.
W 1943 roku pożoga pochłonęła niemal wszystko. Spłonęła ogromna połać wsi. Dwaj mężczyźni zakasali rękawy. Gdy wkraczali sowieci mniejszy dom był odbudowany. Stała też chyba szopa, a stodołę postawiono już później – po wojnie.
Ergo: w biednej sanacyjnej Polsce, a potem od hitlerowskim butem, zdrowy i pracowity człowiek był w stanie zbudować schronienie dla siebie i swojej rodziny.
A dziś?







