BLOG

Takie piękne miasto...
- sobota, 29, sierpień 2020 08:29
- Andrzej Pilipiuk
Było...
sukcesy błędy
- piątek, 28, sierpień 2020 13:33
- Andrzej Pilipiuk
Gdy zaczynała się epidemia szacowałem ostrożnie że zachoruje 40-50 tyś Polaków, umrze 500-1000. I że ostatnie przypadki będziemy mieli we wrześniu. Do dziś zachorowało 65 tyś, zmarło ciut ponad 2 tyś. Końca nie widać.
Władza przygotowała się jakoś tam a nawet powiedziałym w miarę dobrze – w najgorszym momencie zajęta była ¼ łóżek i respiratorów przewidzianych na epidemię. Nie było problemu braku żywności, czy poważniejszych przerw w jej produkcji i dostawie. Braki w sprzęcie ochronnym – szczególnie dotkliwe na początku udało się stopniowo uzupełnić. Brak odpowiedniej liczby testów oraz ich jakość są do dziś problemem – ale nie tylko naszym.
Pokpiono dramatycznie kilka spraw:
-brakowało i nadal rozpaczliwie brakuje polityki informacyjnej rządu – w zaistniałej sytuacji uważam że konieczne są cotygodniowe konferencje premiera: dzieje się to i to. Robimy to i to. Przewidujmy to i to. Możemy żądać tego a tego.
-należało zawiesić jakiekolwiek loty z Chin i ogólnie ze wschodniej Azji.
-ludzie z akcji „lot do domu” powinni przejść przymusową kwarantannę w warunkach zamkniętych.
-podobnie wracający z Włoch i Francji. A potem także RFN.
-odmrażanie gospodarki nastąpiło o kilka tygodni za wcześnie.
-zawiodły totalnie służby medyczne na śląsku. Nie opanowano epidemii wśród górników
-zamieszanie z wyborami było całkowicie zbędne.
-nie podjęto prób utemperowania kłamstw w mediach oraz działaności stajni trolli w necie.
jest fatalnie.....
- piątek, 28, sierpień 2020 07:34
- Andrzej Pilipiuk
Zaraza nie odpuszcza.
Liczba błędów i zaniechań władzy jest bardzo długa.
Ale jeszcze dłuższa jest lista przypadków katastrofalnej głupoty Polaków często podjudzanych przez "opozycyjne" media. Totalna niefrasobliwość zbiera swoje żniwo...
ciekawe...
- środa, 26, sierpień 2020 23:04
- Andrzej Pilipiuk
O Jedwabnem
- środa, 26, sierpień 2020 07:32
- Andrzej Pilipiuk
Do poczytania.
https://wpolityce.pl/historia/474432-to-niemcy-mordowali-w-jedwabnem
Dla michnikoidów zeznania prostej kobiety - kucharki są niewiarygdne.
Dla tych samych michnikoidów zeznania wybielającego się dla uniknięcia KS niemieckiego agenta - wiarygodne są...
Fakty?
Łuski niemieckiej broni w zasypisku grobowym mówią jasno kto zabił.
NIEMCY.
Kim są polscy lewacy
- wtorek, 25, sierpień 2020 22:47
- Andrzej Pilipiuk
co soba reprezentują?
ot taki przykład wyjątkowego zbydlęcenia...
https://niezalezna.pl/348165-niebezpieczni-idioci-z-krytyki
smutne, cholernie smutne...
o umarłych...
- poniedziałek, 24, sierpień 2020 12:14
- Andrzej Pilipiuk
Zmarła Maria Janion. zostawiła imponujący dorobek naukowy.
O jej życiu prywatnym i czynach, wyborach i ohydnych poglądach lepiej zmilczeć.
A może nie?
Może lepiej wykrzyczeć prawdę?
Źli ludzie odchodzą ale zło które uczynili zostaje, zatruwa powietrze... Zostają ich słudzy, ucziowie, nasladowcy którzy dalej czynią zło. Zostają ludzie ci słabsi i głupsi którzy szukając przewodników i nauczycieli trują się oparami zgnilizny...
Pamiętajmy...
- poniedziałek, 24, sierpień 2020 00:10
- Andrzej Pilipiuk
https://www.fronda.pl/a/bl-wladyslaw-findysz-meczennik-komunizmu-1,149099.html
klasyczny przykład działania lewicowych śmieci w PRL-u
oskarżenie od czapy, uwięzienie ciężko chorego człowieka, pozbawienie możiwości leczenia, niech się "wróg" wykończy...
przed śmiercią wykopanie "na wolność" by nie psuł statystyki.
Sędziowie którzy to klepnęli pewnie jeszcze żyją i biorą po 7-8 tyś emerytury...
z kuźni
- niedziela, 23, sierpień 2020 00:03
- Andrzej Pilipiuk
-Robert Storm – zameldowałem na portierni. – Do pana generała, dostałem takie wezwanie…
-Trzecie piętro, pokój trzysta osiem – mruknął gliniarz wpisując moje dane do księgi. – Proszę wyłożyć wszystkie metalowe przedmioty do kuwety i przejść przez bramkę…
Wszedłem znajomymi schodami. Zapukałem do drzwi i słysząc zachętę wszedłem do środka. Kumpel stał koło stołu na którym ułożono moje fanty. Spojrzał na mnie ciężko i westchnął jeszcze ciężej.
-W coś ty się znowu wkopał? – warknął.
-Na wstępie powinienem chyba zaprotestować… Celnicy dopadli mnie na autostradzie setki kilometrów od jakiejkolwiek granicy i rewidowali bez jakiegokolwiek nakazu… Napisałem oświadczenie w tej sprawie – wyjąłem z aktówki papier. – W dodatku co szczególnie oburzające byli z Aleksandrowa Kujawskiego gdzie podczas rozbiorów mieściła się owiana złą sławą carska komora celna…
-Na ile cię znam, powinieneś się ucieszyć że ta służba szanuje ponad stuletnie tradycje? Kto wie, może poniewierali tobą prawnukowie carskich celników po prostu mimo braku granicy bohatersko kultywujący chwalebną rodową profesję...
-Hmm… Nie pomyślałem o tym.
Rzucił okiem na moje pismo, przedarł na pół i wetknął do niszczarki.
z kuźni
- czwartek, 20, sierpień 2020 15:10
- Andrzej Pilipiuk
Chmury szły od wschodu, znad Wenecji. Morze szybko pokryło się ostrą falą. Deszcz uderzył w szyby. Błyski piorunów co sekundę wydobywały z mroku nieziemski widok. Obie stanęły przy oknie i z zapartym tchem podziwiały przerażającą walkę żywiołów. Nagle serce w piersi Malwiny uderzyło szczególnie mocno, aż do bólu. Zaschło jej w ustach. Wśród szalejących bałwanów sunęła czarna gondola. Gondolier stojący na dziobie miał na twarzy starą lekarska maskę z dziobem. Wiatr rozwiewał poły jego płaszcza. Chciała oderwać wzrok, ale nie mogła. A potem błysnęło ponownie, ale nic już nie dostrzegła. Pioruny biły teraz trochę rzadziej. Na parapecie zebrała się niewielka kałuża wody. Widocznie stara framuga była nieszczelna.
-Mam dość – starsza z dziewcząt z trudem zapanowała nad drżeniem głosu.
Usiadła na łóżku. Czuła że żołądek zacisnął jej się z przerażenia w supeł.
-To dziwne… Przez chwilę wydawało mi się że tam wśród fal płynie łódka… - bąknęła Ola siadając obok. – Ale przecież mówiłaś ze nikt nie wypływa w taką pogodę.
Malwina poczuła jak wszystkie włoski na jej ciele stają dęba.
Ona też to widziała – zrozumiała. – Ma rację: Nikt nie żegluje podczas takiej pogody… To musiał być przewoźnik dusz, mroczna istota ze starych weneckich legend… Gdy pojawia się płynąc swoją czarną cmentarną gondolą ktoś niebawem umrze…
-Boję się – szepnęła mała. – Piekielna pogoda… Jesienny sztorm. Jak z tego zaginionego rękopisu…
Malwina objęła rozdygotaną dziewczynkę i narzuciła ich ramiona kocem.
-Szkoda że nie mamy najlichszej choćby świeczki… Bez tego jest tak strasznie. Nie bałam się tak od czasu bombardowań Warszawy… - młodsza zakładniczka trzęsła się jak w febrze. - I jeszcze ta dziwna łódka, jak ze snu. Gondola ale jakby większa niż te które wożą turystów. I z daszkiem. Dziwna. Kto niby chciałby żeglować w taką pogodę!? – myśl wracała. - Nie, to było tylko przywidzenie…
-Tak myślisz?
- No przecież. Widziałam coś jakby mężczyznę w łopoczącym czarnym płaszczu z dziobem zamiast twarzy. Skoro płaszcz łopotał rozwiewany wiatrem to by znaczyło że wieje od przodu a gondola przecież nie może płynąc pod wiatr… Zwłaszcza że szalał orkan. No i płaszcz przecież momentalnie by przemókł od wody, a mokry by nie łopotał. I jak niby ktoś mógłby stać na mokrych dechach przy takiej fali? Ciemność i gra cieni płatają różne figle.
-Opowiadają… - Starsza z dziewcząt chciała przytoczyć starą legendę ale w porę ugryzła się w język.
/fragment tekstu "Jesienny Sztorm" - do XII zbioru bezjakubowych/







