BLOG

O szacunku
- niedziela, 22, wrzesień 2013 23:31
- Andrzej Pilipiuk
Słownik Języka Polskiego PWN - o zgrozo uznał szacunek i poszanowanie za synonimy...
*
Po mojemu:
Szacunek to uczucie które okazujemy komuś kogo uznajemy za lepszego od siebie. Profesorowi, bohaterowi wojennemu, pisarzowi który napisał coś lepiej niż my, ewentualnie pokonanemu wrogowi jeśli starał się, walczył dzielnie i honorowo, ale byliśmy lepsi.
Nie możemy szanować cudzej religii, albo cudzych poglądów - bo jeśli byłaby lepsze od naszych... to po kiego grzyba nam nasze - gorsze!?
Natomiast to że nie czepiamy się ateistów, mniejszości narodowych, pomników cudzej kultury i religii, cmentarzy nawet jak leżą na nich okupanci to poszanowanie.
Ergo: poszanowanie okazujemy automatycznie (chyba że coś nas razi) a na szacunek trzeba sobie w naszych oczach zapracować.
*
Tak umiera język. Tolerancja staje się synonimem akceptacji. Szacunek - synonimem poszanowania. Słowa wychodzą z użycia. Nawet ortografia trzeszczy w szwach pod naporem poprawności politycznej czego przykładem jest pisownia słowa Żyd/żyd.
Znudzonym
- wtorek, 17, wrzesień 2013 19:40
- Andrzej Pilipiuk
Kilka migawek z nudnego życia pseudecelebryty...
http://uwaga.tvn.pl/64942,wideo,426207,kulisy_slawy_andrzeja_pilipiuka,kulisy_slawy_andrzeja_pilipiuka,reportaz.html
Dresiarze w klatce
- wtorek, 17, wrzesień 2013 18:26
- Andrzej Pilipiuk
W Polsce zjawisko istnienia dresiarzy nie doczekało się jak dotąd poważniejszych opracowań artystycznych, nie podziałało inspirująco na artystów. Owszem dresiarze pojawiają się w filmach, D.Masłowska uczyniła dresiarza bohaterem swojej debiutanckiej książki, ja też im nie raz dokopałem kartach swoich „dzieł”, a jednego żywego nawet położyłem na trawniku za wykręconą łapkę. Jednak nasze sztuki plastyczne pozostały jakoś daleko w tyle. Tymczasem będąc na targach książki we Lwowie na dziedzińcu pałacu Lubomirskich spostrzegłem dużą klatkę a w niej trochę śmieci i parę kolesi w dresikach ożywiających się pestkami słonecznika. Klatkę otaczał rozbawiony tłum ludzi. Kolesie rzucali wiąchy i komentarze, a przechodzącym zbyt blisko klatki dziewczynom próbowali wyrywać torebki.

W ten zabawny i pouczający sposób reklamowano książkę „Żłobołogia” – będącą encyklopedyczno – artystycznym opracowaniem zjawiska dresiarstwa. Z dzieła tego można dowiedzieć się kim są dresiarze, jak się odżywiają, w co się ubierają, poznać ich obyczaje i sekrety ich cyklu rozrodczego. Całość zilustrowana została dziesiątkami barwnych prac plastycznych w wykonaniu kilkudziesięciu ukraińskich malarzy i grafików. Ponadto najlepsze prace można było nabyć w postaci kalendarza. Dla mniej zamożnych pasjonatów dresiarstwa przygotowano wydanie formatu A5 na zwykłym papierze i uboższe wizualnie jeśli chodzi o ilustracje, ponadto na stoliku leżały breloczki do kluczy z dresiarzami.

Ciekawe swoją drogą jak na taką reklamę zareagowali by Polacy? Ukraiński Wędrowycz dresów nie lubi...

O obrusach
- wtorek, 17, wrzesień 2013 17:18
- Andrzej Pilipiuk
Odwiedzając Lwów zaszedłem tradycyjnie na mały bazarek na tyłach teatru. Widać i tu dotarł trochę kryzys – stoisk było mniej niż gdy byłem tu poprzednio. Pochodziłem popatrzyłem na rozmaite wyroby pamiątkopodobne, potem zakręciłem w uliczkę opanowaną przez babuszki (i nie tylko babuszki) handlujące ręcznie haftowanymi serwetami, soroczkami i obrusami,. Przekroczyłem drastycznie budżet ale kupiłem sobie dwa. Reszta pieniędzy poszła na cztery krywulki – tradycyjne naszyjniki z drobnych paciorków.
Naszła mnie refleksja. To już chyba ostatnia okazja na takie zakupy. Za kilka lat babuszki wymrą. Nie sadze by w dobie haftu komputerowego wielu młodych zabrało się za haftowanie ręczne. Zapewne sztuka ta nie zaniknie – ale ceny na pewno drastycznie wzrosną. Podobnie z krywulkami – kiedyś było tam sporo stoisk, teraz jedno. Ukraińcy lubią zabawę paciorkami, na targach widziałem sporo podręczników tej sztuki – ale zapewne mało kto zajmie się tym zawodowo. Jest to jednak straszna dłubanina. Może trzeba zatem wziąć z tysiąc euro i pojechać kupić zapasik dla dzieci i wnuków?
Redagując...
- wtorek, 17, wrzesień 2013 17:16
- Andrzej Pilipiuk
Redagując opowiadanie doszedłem do zdania „okno zarośnięte kwiatami lodu” – program Word podkreślił mi słowo „lodu” na zielono. Kliknąłem sprawdzić co jest grane i dowiedziałem się że „użyty wyraz uważany jest za wulgarny”. Smutne…
Czy przegraliśmy wojnę?
- środa, 11, wrzesień 2013 20:30
- Andrzej Pilipiuk
wydaje mi się ze ZSRR wycofał się porzucając swoją strefę wpływów. Przez jakieś 2-3 lata w europie środkowo - wschodniej kipiały różne siły. Powstawały partie i partyjki, komuchy wycofały się z polityki by zajmować się biznesem. W wielu dziedzinach panowały układy nomenklaturowe, w innych stricte mafijne, masa ludzi szła na swoje rozkręcając produkcję lub korzystając z urealniających się kursów walut rozwijała import i eksport.
Po obaleniu rządu mec Olszewskiego dość nieoczekiwanie powiało nowym (albo starym tylko inaczej opakowanym). Zaczęła się modernizacja - dostosowywanie do norm unijnych. Na ogromną skalę weszły do nas sieci supermarketów. Nasze sklepy nie mogły z nimi konkurować - nie ten kapitał. W dodatku obcy byli na całe lata zwolnieni z podatków a i służby kontrolne im odpuszczały. Na Śląsku niemieckie firmy wykupywały nasz przemysł tekstylny po czym zamykały jeden zakład po drugim. Wykupiono i zniszczono zakłady elwro (Siemens).
Konieczność wdrożenia restrykcyjnych norm jakości a dokładniej mówiąc kosztowna certyfikacja wielu partii towaru w laboratoriach zagranicznych, doprowadziły do zwijania skrzydeł przez liczne niewielkie firmy.
Wprowadzono podatek vat który generował gigantyczną biurokrację i systematycznie niszczył branżę po branży. Procesy te uzasadniano wejściem do UE - ale zwróćcie uwagę kiedy je wdrożono a kiedy nastąpiło referendum czy w ogóle chcemy.
W efekcie dekady dostosowań bezrobocie wzrosło z ok. 9 do ok 20% w przededniu wejścia do UE. Otwarcie rynków pracy na zachodzie głównie Cypr i UK spowodowało natychmiastowy exodus ok 2 milionów Polaków. Około miliona wyjechał wcześniej by pracować tam zarówno legalnie jak i na czarno.
Teraz zarobki. Pod koniec komuny przeciętna płaca po kursie czarnorynkowym wynosiła około 20 dolarów. Po wprowadzeniu wewnętrznej wymienialności złotówki sięgnęła ok 120-150 dolarów. W ciągu następnych lat szybko doszła do 300 dolarów. I zatrzymała się. Przez kolejne dwie dekady praktycznie nie wzrastała.
Obecnie przysłowiowe 1300 netto - które zarabia zdecydowana większość Polaków to równowartość ok 400 dolarów.
Ergo:
1) zarabiamy jak dziady. Płace w Polsce przy nieznacznie niższych cenach towarów i usług są na dzień dobry 4-5 razy niższe niż w UE. (analogicznie było za okupacji hitlerowskiej).
2) kraj się wyludnia - czego jedną z przyczyn są narzucone mechanizmy ekonomiczne. (vat powodujący drożyznę towarów dla dzieci, system certyfikacji utrudniający powstawanie żłobków i przedszkoli etc. )
3) Poddawani jesteśmy systematycznej presji kulturowej - media upowszechniają nowe wzorce zachowań - w większości przypadków szkodliwych społecznie.
4) trwa presja ekonomiczna - nie ma swobodnej wymiany towarów - traktowani jesteśmy jak kraj zbytu. Jednocześnie firmy zachodnie mają tu przywileje których nie posiadają firmy "tubylcze".
Sztuczne utrzymanie niskiego poziomu życia, drenaż wartościowych zasobów ludzkich, depopulacja, presja kulturowa i ekonomiczna. III Rzesza w wersji light.
Skoro widoczne wokoło skutki są jak po przegranej wojnie dedukuję że wojnę przegraliśmy.
Belfrzy bronią knuta
- środa, 11, wrzesień 2013 12:41
- Andrzej Pilipiuk
W warszawie trwają protesty. Cel: obalenie rządu tuska. Tymczasem Związek Nauczycielstwa Polskiego odciął się od tego postulatu. Drodzy belfrzy – pomyślcie przez chwilę samodzielnie. Ten rząd zamknął w ciągu kilku lat 2500 szkół. Sami wiecie najlepiej ile tysięcy miejsc pracy – waszych miejsc pracy – uległo anihilacji. Bronicie swojego oprawcy. Bronicie swoich dybów i knuta bojącego wasze plecy…
O harataniu w gałę...
- wtorek, 10, wrzesień 2013 07:05
- Andrzej Pilipiuk
Czy pomysł mec Olszewskiego z 1995-tego roku był realny? Czy dwójka mlodych ludzi zakładających rodzinę mogłaby w 4-5 lat zarobić na mieszkanie?
Policzmy...
Domy w technologii modułowej produkuje w Polsce kilka firm. Ich zalety to niska cena (1000-2000m2)(tańsze s te większe), szybki montaż – w ciągu miesiąca od „wbicia łopaty” można się wprowadzić.
A teraz policzmy. Gdyby te 96 miliardów złotych wywalone bez sensu na euro 2012 przeznaczyć na program osiedleńczy? Sfinansować budowę takich domków na nieużytkach i terenach obecnie rolniczych i sprzedać je młodym ludziom wraz z gruntami – rozkładając spłatę na dogodne raty…
96 milionów metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej to dwa miliony domków a’ 48 m2 (eee… chyba aż tyle nie potrzebujemy) Stadion narodowy który pochłonął ok 2 miliardy złotych to dwa miliony metrów kwadratowych domów modułowych - czyli 416 tyś domów. Znacząco wpłynęło by to na poziom bezrobocia – te domy ktoś by musiał przygotować i postawić. Aranżacja wnętrz wymagałaby mebli, firanek etc. – co wygenerowałoby kolejne miejsca pracy.
Wybór był prosty: przegrana impreza sportowa, albo całkowite zaspokojenie głodu mieszkaniowego na wiele lat i radykalne obniżenie bezrobocia…
Od drugiej strony: statystyczny Polak dołożył się do Euro 2012 ok 2526 zł rozłożone na 4 lata (dołozyły się nawet niemowlęta - wyższym vat-em na ubranka...) Czteroosobowa rodzina zamiast finasować imprezę dla kiboli mogłby przy tych samych obciązeniach sfinansować sobie 1/5 domku.
Parafrazując ukraińskie hasło o piciu alkoholu... Nie graj w piłkę bo przegrasz Polskę. Pod rozwagę panu premierowi...
Program ROP - 1995
- wtorek, 10, wrzesień 2013 06:24
- Andrzej Pilipiuk
Przeglądając różne papiery natrafiłem na broszurę otrzymaną w 1995 roku a zawierającą „Program Naprawy Państwa”. Pamiętam „nocną zmianę” – przerażenie agentów SB zagrożonych ujawnieniem ich teczek i w konsekwencji paniki obalenie rządu mec. Olszewskiego. Pamiętam nieustanną nagonkę medialną niszczącą jego kolejną inicjatywę - Ruch Odbudowy Polski.
Co proponował?
-uzdrowienie gospodarki poprzez przebudowę systemu bankowego – dziś kredyt się po prostu bierze, wtedy trzeba go było „załatwiać”
-zmianą systemu podatkowego. Chciał ograniczyć konsumpcję luksusową, ale dać ulgi inwestycyjne i wprowadzić mechanizmy prorodzinne
-uchylić przepisy dławiące drobną przedsiębiorczość
-uderzyć w mafię
-dokonać audytu majątku państwowego przejętego przez spółki i osoby prywatne
-reprywatyzacja
-przeznaczenie majątku z prywatyzacji na stworzenie funduszy emerytalnych (to zrabował Korwinowi-Mikke).
-program przebudowy rolnictwa i zwiększenia jego konkurencyjności
-walka z bezrobociem nie poprzez zasiłki ale roboty publiczne
-nowa ustawa o opiece zdrowotnej
-uzdrowienie sytuacji w szkołach
-system stypendiów dla najzdolniejszej młodzieży
-zmniejszenie liczby urzędników (wtedy było ich ok 200 tyś dziś 800 tyś)
-decentralizacja administracji
-powołanie apolitycznej służby cywilnej
-powszechny program osiedleńczy zapewniający rodzinom uzyskanie własnego mieszkania w ciągu 4-5 lat.
-wejście do NATO
-opracowanie planów obrony kraju opartych mocno na możliwościach polskiego przemysłu zbrojeniowego.
Oczywiście media jak to zwykle opluły „oszołoma”. Niektóre jego postulaty próbowano jednak wprowadzić na przestrzeni kolejnych 18 lat – a w każdym razie pojawiały się w programach bardz różnych ugrupowań politycznych.
Flota wojenna
- wtorek, 10, wrzesień 2013 06:23
- Andrzej Pilipiuk
Polska zbuduje nową fotę wojenną – w planach jest wydanie 900 milionów złotych rocznie na ten cel. Pomysł uważam za cool. Ale z pewnymi zastrzeżeniami.
Po pierwsze nie mamy kasy. A nawet gdybyśmy ją mieli to są znacznie pilniejsze wydatki. A nawet gdybyśmy mieli kasę na wojsko – to chyba bardziej zagraża nam wojna lądowa – np. rajd czołgów z baz na Białorusi ku Warszawie uważam za bardziej prawdopodobny niż desant ze strony floty bałtyckiej…
Po drugie jak już zbierzemy tę kasę to wypłynie z naszego kraju i podniesie dobrobyt innym ludom. Zarobią ją obcy – nasza stocznia „wojenna” jest od lat w rozsypce.







