Gaz łupkowy a Wojsławice
- czwartek, 04, lipiec 2013 23:07
- Andrzej Pilipiuk
W Żurawlewie odległym od Wojsławic o rzut kamieniem (to sąsiednia gmina – Grabowiec) pojawili się amerykańce. Mają zamiar szukać gazu łupkowego, a jeśli go znajdą zapewne wystąpią o koncesję na eksploatację. Wedle miejscowych koncern ma zgodę jedynie na badania sejsmiczne, ale dziwnym trafem na wydzierżawione pole zwiózł trochę za dużo sprzętu co wskazuje raczej na zamiary wykonania głębokiego odwiertu. Co do planów eksploatacji w gminie gazu łupkowego miejscowi są przeciw. Dlaczego?
Teoretycznie sprawa wygląda bezpiecznie. Odwiert ma głębokość kilku kilometrów. Na dole odchodzą od niego poziome odwierty boczne. Wprowadza się przez nie pod wysokim ciśnieniem wodę z dodatkiem piasku i chemikaliów. To kruszy i rozpuszcza skały, powoduje uwolnienie z nich gazu łupkowego który rozpuszczony w wodzie wydostaje się na powierzchnię. Tu jest odzyskiwany a woda po uzupełnieniu stężenia rozpuszczalników wraca pod ziemię rozpuszczać skały dalej. Cała brudna robota odbywa się na ogromnych głębokościach. Wszystkie potencjalnie niebezpieczne chemikalia zostaną w warstwach znacznie poniżej poziomu wód gruntowych.
Hmm… Czy na pewno zostaną? Nie znam struktury geologicznej tej części Lubelszczyzny. W Wojsławicach wykonano w latach 70-tych odwiert – podobno dowiercono się do pokładów węgla. Ile warstw skalnych i jakich przewiercono po drodze? Na ile zwarte są te formacje?
Gaz łupkowy to dla Polski kwestia pierwszorzędna – eksploatacja tego surowca na naszym własnym terytorium uniezależnia nas bowiem od importu z Rosji. Utrudnia Kremlowi wpływanie na politykę naszych władz. Wreszcie tania energia pozwoliłaby nam na zwiększenie konkurencyjności naszej gospodarki (tzn. tych resztek przemysłu które tu jeszcze dychają). Czy dla zabezpieczenia polskich interesów energetycznych możemy się zgodzić na potencjalne zniszczenie kilku punktów o powierzchni ok. 9 km2 każdy? Kraj mamy wielki więc wydaje się to rozsądne. Wysiedlimy ludzi, zostawimy pustynie. Spróbujemy zalesić, ogrodzimy… Problem w tym że to tak nie działa. Nikt nie może zagwarantować że wody gruntowe nie rozwleką skażenia dalej. Jak daleko? Nie wiemy. Jakiego skażenia? Nie wiemy. Jak długo będzie groźne? Nie wiemy. Czy umowy z koncernami przewidują ubezpieczenia i rękojmie projektów? Zastanawiam się czy z gazem łupkowym nie jest przypadkiem jak z elektrowniami atomowymi. Technologia zasadniczo dobra, sprawdzona i bezpieczna – ale jak już coś dupnie - skutki są absolutnie szokujące a katastrofa niemożliwa do opanowania…
I wreszcie prawa mieszkańców. Gmina Grabowiec to teren gdzie poza nielicznymi przesiedleńcami z Kresów wszyscy są miejscowi. Gospodarzą na swojej ziemi od pokoleń. Teraz jednym grozi wywłaszczenie, innym - być może tykająca bomba ukryta pod ich polami i gospodarstwami.
Jeśli odwiert dojdzie do skutku – będą dobre drogi, sypną się petrodolary. Amerykanie posiedzą na miejscu może dziesięć lat, potem zabiorą zabawki, zasypią dziury i wyniosą się w diabły. Porządne szosy, kanalizacja, latarnie - zostaną na lata. Zostanie też wielka niewiadoma – kilometr pod powierzchnią… A jeśli płuczka wybije za trzydzieści lat? Gdzie wtedy szukać winnych i jak zmusić do posprzątania bałaganu? Gmina ma się procesować z koncernem mającym budżet wyższy niż niejedno państwo?









