Sztuczki pisarzy
- poniedziałek, 27, styczeń 2020 16:13
- Andrzej Pilipiuk
wyimek z dyskusji na weryfikatorium.
Sztuczka nr 1.
Jak sprawić żeby czytelnik polubił bohatera.
Zasadniczo to proste.
1) bohater powinien być trochę podobny do czytelnika.
Dla dzieciaków piszemy o dzieciakach. Dla dorosłych - o dorosłych. Dla kobiet o kobietach. Dla facetów - w sumie też o kobietach. Bohater powinien być taki żeby czytelnik się z nim mógł trochę utożsamić*. Może trochę aspirować. Popatrzcie jak robią to amerykańce w serialach - szerokie spektrum. Bohater nie może być zbyt dokonały ani nie może mu wszystko zbyt gładko iść**... I znowu - bohater powinien mieć słabości, powinien czasem popełniać tragiczne (lub tylko fatalne) błędy - jak każdy z nas.
__________________________________________________________________________________________________________
* Nieźle zrobił to Niziurski w "księdze urwisów" mamy grupę dzieciaków w różnym wieku - czytając to na pocz. podstawówki utożsamiałem się z młodszymi. Czytając później - ze starszymi.
** Niemożebnie mnie wk... cykl p.A.Perepeczki o przygodach "Dzikiej mrówki" - wokół siermiężna komuna, Ojciec nie dostał paszportu, a tu czytam jak banda gnojków planuje sobie wyprawę do Ameryki Południowej i plan realizuje. Znienawidziłem bohatera, znienawidziłem autora nie mając zielonego pojęcia kto to jest... (przepraszam...).
2) na początku powinien dostać solidny łomot - żeby się czytelnik zmartwił i przejął jego losem.
Łomot może być fizyczny, może być sytuacyjny. Ergo: mogą mu wklepać jacyś wredni kolesie*, może go udupić bezlitosna przyroda**, może go załatwić sam system łapkami rzeszy bezimiennych pluskiewek***.
__________________________________________________________________________________________________________
*np. "Tracę ciepło" Ł.Orbitowskiego niemal na dzień dobry bohater dostaje od tzw. "kolegów z klasy" (aż się przypomina nierogacizna z mojej podstawówki).
**np. "Trzy kobiety dona" Marka S. Huberatha śnieg po pas, mróz że drzewa pękają a bohater kierując się namiarem radiolatarni wlecze się przez ruiny Polski do Dubaju...
***np. popatrzcie na początek "roku 1984" Orwella - jeszcze nic złego się nie dzieje - ale bohater od pierwszych stron w łajnie po uszy...
3) a potem może się odgryźć i nadupczyć tym którzy go złomotali - aczkolwiek nie jest to warunek konieczny.
Zasadniczo fajnie jak nadupczy, a przynajmniej jak stanie na nogi. Bo jak bohaterowi wklepią, znowu wklepią i na końcu nadal leży taki oklepany to raczej nikomu książka się nie spodoba. Ergo: musi wstać choćby na czworaka. Nawet jak spieprzy trzeba przedstawić ucieczkę w jednym kawałku jako sukces. Jak zginie - warto żeby ta śmierć chociaż była bohaterska i nie poszła na marne... Ale najfajniej to się czyta jak komuś dokopali a on wstał i tak ich załatwił że nawet nie zipnęli*.
__________________________________________________________________________________
*opko "My bohaterowie" z mojego najnowszego zbioru. Fabuła zaczyna się od tego że dr.Skórzewski siedzi w celi na Pawiaku i czeka na rozwałkę.
4) Pokazanie bohatera jako zwykłego człowieka w trakcie codziennych czynności, przy pracy etc. "wepchnięcie pod powierzchnię" - pomaga czytelnikowi się z nim utożsamić.
"Atlantyda Córka Gwiazd" - to dobry przykład nieprzemyślenia wielu kwestii przez nastoletnią wówczas Autorkę. Nie łapała np. że po całodziennej jeździe konie trzeba rozkulbaczyć, zdjąć juki, sprawdzić kopyta, może wytrzeć grzbiet, zadbać by się napiły, nakarmić czymś konkretniejszym niż trawka na polanie etc. Bohaterowie dojechali, przywiązali konie, poszli spać, rano odwiązali wsiedli i pojechali... Koń to nie auto... Jest z nim masa roboty.
U mnie w Oku Jelenia - wpycham bohatera w codzienność. Wody trzeba przynieść z cebrzyku, kluski na obiad w Bergen gotowano we wspólnej kuchni na skaju kantoru. Drwa trzeba narąbać. Przemoczonych butów nie da się na szlaku wysuszyć. Podobnie o operacji dzień wskrzeszenia. Jest scena gdzie muszą polepić ścianę szopy w której są skoszarowani - bo wieje i jest zimno, a tam same dechy...
5) Zwykły (super)bohater w niezwykłym świecie.
Aby czytelnik mógł się lepiej utożsamić moi bohaterowie z reguły to zwyczajni ludzie. Mają swoje kłopoty, ich buty wymagają podzelowania, boją się, dostają łomot, mają problemy z czynszem. Nie zadni typowi "młodzi wykształceni z dużych ośrodków" modnie ubrani, wyznający gender, pijący sojowe late, bredzący o katastrofie klimatycznej...
Ewentualnie niezwykłe cechy nie przeszkadzają im w zwykłym życiu. czasem przeszkadzają. z reguły nie pomagają.
dr. Skórzewski doznaje kontaktów z różnymi siłami. Wychodzi z nich cały, zazwyczaj zwycięsko. Nie szuka problemów same się garną... Nie zna nikogo ważnego. Usiłuje zebrać pieniądze na badania pleśni penicilium galaucum. Wielka historia toczy się gdzieś obok.
Storm jest geniuszem - zarazem bieduje. Mózg jak komputer nie pomaga mu ogarnąc kwestii czynszu. Samochód mu skonfiskowali bo się rozpadał. nieco lepszy dostał używany od ojca. Sam nie jest w stanie zarobić na auto. A raczej jest w stanie, ale brzydzi się kasą choć jej niekiedy rozpaczliwie potrzebuje. Jeśli nagle następuje katastrofa bo kamienica się wali - bez pomocy mojej - czyli autora - by nie dał rady (vide "Zemsta śmieciarzy")
Dramatycznie nie układa mu się z dziewczynami. Tyle dobrze ze ma kumpla który mu chroni tyłek. Nowoczesność ma w d... choć z komputera czy mikroskopu cyfrowego umie skorzystać. Lubi sobie podłubać - jak wieeeelu facetów. W tym ja,
Marek Oberech z "Oka jelenia" - to taki zwykły belfer. Zazwyczaj porządny gość, postepuje jak trzeba (choć w myślach dodaje cyniczne komentarze i prowadzi dialogi ze swoim diabłem stróżem). Jakoś sobie radził w szkole z gimbazą, jakoś sobie radzi z XVI wieku, jakoś sobie radzi w tomie VII. Pomyśleć umie i w łeb jakby co też da... Przeciętniak. Wielu jest takich facetów.
Realia historyczne? W całej 7 tomowej sadze bohaterowie trzy razy spotykają kogoś ważnego. Dwa razy syndyka Hanzy Sudermanna i raz burmistrza Gdańska. To też celowe. Mało ważni ludzie stają się dla nas bliscy bo my jesteśmy podobnie jak oni - mało ważni. Raz w życiu wdziałem Jana Pawła II, raz Aleksandra kwaśniewsiego i raz Lecha Kaczyńskiego. Za każdym razem z daleka. Ktoś z nas widział Dodę, ktoś inny Dudę, ktoś nawet Dodę i Dudę... Ale to jest nasz poziom. Ten mało ważny - z dala od korytarzy władzy, z dala id imprezek dla cwelebrytów.
Wędrowycz jest głęboko zadowolony mogąc pędzić "spokojne pracowite wiejskie życie" tj. produkować i konsumować z kumplem samogon. Ratowanie ludzkości? Jak trzeba to uratuje, czasem nawet bezinteresownie, ale gównie po to żeby przez jakiś czas był spokój i nikt mu d... nie zawracał.
Antonio - chłopak z Wenecji "Duchy Povegli" - różni się od nas nieznacznie. Jest Włochem polskiego pochodzenia. Zna języki, umie pływać wiosłować i nawigować po lagunie. Miewa wizje przeszłości - straszne, utrudniające życie, całkowicie bezużyteczne - co więcej zdolność ta sprawia że ma zostać poddany lobotomii. A poza tym? Normalny chłopak. Spotyka fajną dziewczynę i pokazuje jej swoje miasto. To przecież tak jak my wszyscy... Każdy z nas miał taki belferski epizod w życiu. Kuzynka z prowincji którą trzeba zabrać do muzeum bo nie widziała nigdy "Damy z łasiczką". Znajomi którzy są pierwszy raz w Sztokholmie i których zabieramy do muzeum okrętu Vasa. Koleżanka z liceum której chcieliśmy pokazać znaczki*. Znamy ten schemat... Robiliśmy to. Błyszczeliśmy widzą, wielkomiejskim obyciem.
Antoni i Malwina. Samczyk i samiczka w ładnej scenerii miasta pełnego niezrównanych dzieł sztuki o których można pogadać, które można narysować używając camera lucida. A przy okazji obserwujący ich spod oka życzliwie uśmiechnięty dr. Skórzewski przypomni sobie swoją dziewczynę, wspomni wielką tragedię z młodości a my dowiemy się jak chłopak urodzony na syberyjskim zesłaniu postanowił zostać lekarzem.
Malwina. Panienka z dobrego domu, córka orientalisty badającego ormiańskie kroniki. AD 1938 ma 15-16 lat. Gra na skrzypcach (jak wiele w jej epoce). Rysuje (jak wiele w jej epoce). Interesuje się sztuką (jak wiele w jej epoce). Ta dziewczyna to pstryczek w nos dla czytelników żeby też trochę zainteresowali się światem, kulturą, spróbowali swoich sił tworząc coś... A do tego jest przeciętnej urody, chuda, po tyfusie włosy dopiero jej odrastają. "Oszpecona" - żeby jednak dało się z nią utożsamić.
Proste? No to jedziemy dalej.
Opowiadania wojenne.
to wymaga ciut szerszego omówienia. U mnie nie ma wielkich bitew i wodzów prowadzących na śmieć milionowe armie. Są zwykli ludzie w świecie roztrzaskanym w kawałki przez wielką historię.
Marco - klaun z "Wielbłądziego masła" chce jakoś przeżyć wojnę i chronić przyjaciół... Podobnie Sławek ze "Złego lasu". W obu tekstach jakby mało było okupacji to jeszcze panuje "okupacyjna zima ciężka jak sama śmierć".
Szczęście? Najeść się, wyspać, przetrwać dzień... Marco raz ma okazję do przedstawieni dla dzieci upudrować twarz, znów przez chwilę być klaunem, rozbawić ludzi - jak przed wojną.
W tekstach wojennych mamy mentorów - dorosłych ludzi którzy są mądrzejsi, bardziej doświadczeni i którzy młodych zadaniują. "Wielki Dżony" - iluzjonista który potrafi przegrać w karcięta by zaraz potem buchnąć szwabowi portfel z całą stawką gry i który znosi ciężkie tortury nikogo nie wydając. W drugim tekście ojciec - były sołtys też na swoim odcinku zachowuje się godnie i uczy syna jak żyć i postępować.
Rachela z "wilczego leża" to tylko przestraszone zwierzątko. Aczkolwiek nie jest głupia - czując zbliżającą się zagładę umie posłuchać rad, przygotowuje sobie ratunek, decyduje się na ucieczkę...
Dzieci które nagle musiały dorosnąć. Co i nam czasem się w życiu przytrafiało. Tylko nam najczęściej na moment a im na dłużej.
Schronienia... Wagon cyrkowy i garść polan płonąca w "kozie". Podszyt wiatrem poddasze domu, aby przeżyć noc trzeba się zagrzebać pod grubą warstwą starych końskich derek... "Bunkier" - ziemianka wykopana w lesie. Wilgotna, ogrzewana prymusem i świecami... Wiejska chata ogacona na zimę snopkami słomy...
umiemy sobie to wyobrazić? Każdy z nas kiedyś przemarzł i przemókł na wylot. Każdy się czegoś przestraszył. Każdy z nas marzył by się najeść i wygrzać... Sytuacja bohaterów to to samo tylko podniesione do trzeciej potęgi... + możliwość rozwałki w pakiecie.
_________________________________________________________________________________________________
*tylko znaczki wy świntuchy!!! :P








