O polityce
- czwartek, 23, maj 2013 00:12
- Andrzej Pilipiuk
Dlaczego piszę o polityce?
I
Jestem polskim pisarzem. Mój byt zależy od tego czy książki się dobrze sprzedają. Książki sprzedają się dobrze gdy:
A - Są w miarę przyzwoicie napisane.
B - Ludzie mają pieniądze by je kupić.
C - Hurtownicy, księgarze i wydawcy uczciwie się rozliczają.
D - Opodatkowanie branży pozwala na jej rozwój.
Jeśli zawiedzie choćby jeden z tych elementów w mojej kieszeni szybko pojawi się płótno. Tylko punkt „a” tak do końca zależy ode mnie. Omówimy po kolei? Punkt „b” zależy od polityki gospodarczej rządu. Jeśli ludzie mają pracę a opodatkowanie pozwala cieszyć się jej owocami jest zbyt na książki. Gdy zaczyna rosnąć bezrobocie, albo zwiększa się ucisk fiskalny zaczynają się oszczędności. Najpierw z listy zakupów znikają książki, potem ubrania, w następnej kolejności mydło, dopiero na końcu – żywność. Każde zachwianie koniunktury jest przez autorów, wydawców i księgarzy natychmiast odczuwalne… Dopóki moi czytelnicy mają robotę, kasę, są syci i zadowoleni z życia – tak długo mogę spać spokojnie. Ale jadę z nimi na jednym wózku. Przy czym ja siedzę na samej krawędzi burty i każdy wybój może być groźny…
Jeśli kraj jest praworządny (patrz punkt „c”) oszuści boją się kantować. Wiedzą że w razie robienia wałków szybko staną przed sądem i boleśnie dostaną po łapach. Wiedzą też że „krecha w życiorysie” będzie negatywnie rzutować na ich dalsze losy. Jeśli jednak sądy wydają wyroki śmieszne i z wieloletnim opóźnieniem, jeśli prokuratura i policja olewają swoje obowiązki, jeśli zapadają wyroki w zawieszeniu a sama władza daje przykład głębokiego umoczenia w lewe interesy – wtedy wielu pseudobiznesmenów dochodzi do wniosku że nie opłaca się być uczciwym. Plajta sieci księgarni albo hurtowni może zatopić wydawnictwo. Do tego dochodzą starty spowodowane przez piractwo.
Terror i ucisk fiskalny (punkt „d”) powodują w pierwszej kolejności wzrost cen i spadek obrotów. W przypadku książek zaczęło się o podatku vat na papier, potem vat-u na usługi drukarskie, wreszcie opodatkowano książki jako towar. W efekcie branża jako całość straciła oficjalnie ok 8% obrotów. W przypadku beletrystyki możemy mówić o spadku sprzedaży rzędu nawet 30%.
Jako stary zwolennik UPR/KNP i paleokapitalista staram się tłumaczyć innym że socjalizm jest zły. Dla Was najważniejsze jest to że odejście od swobodnej gry rynkowej powoduje wzrost waszego bezrobocia i spadek dochodów przy jednocześnie rosnących cenach książek (tak samo jest w budownictwie i innych dziedzinach produkcji). Piszę o polityce by tłumaczyć co większym osłom jak co działa – na tyle na ile sam to rozumiem.
II
Jestem pisarzem piszącym po polsku i żyjącym w Polsce. Tradycja naszego kraju nałożyła na ludzi pióra określone obowiązki. Pisarze są depozytariuszami tradycji narodowych. We wszelkich okolicznościach traumatycznych następuje powrót do książki traktowanej jako źródło wiedzy, ale też nietoksycznej rozrywki. Nie piszę tu o żadnym „dzierżeniu rzędu dusz” – bo tym się od dawna zajmuje telewizja. Ale literatura jest odtrutką na szaleństwo obecnych czasów.
Dlatego w moich utworach piszę o podstawowych wartościach. Moi bohaterowie – ci z utworów bardziej na poważnie - pracują nad sobą, zdobywają wiedzę i umiejętności, coś tworzą, doskonalą się, walczą. Idą wąską ścieżką wiodącą pod górę. To ludzie tacy jak my. Powaleni na ziemię i skopani wstają. Mają swoje wady. Walczą. Gryzą ich wyrzuty sumienia. Jeśli coś schrzanią – próbują to naprawić – po swojemu. Czasem im się nie uda. Nawet ci z utworów stricte satyrycznych dotrzymują słowa, pomagają kumplom, walczą w obronie przyjaciół do upadłego, oraz nie wycinają sobie wzajemnie świństw.
To odtrutka na łajno płynące z telewizji. Na wszechogarniającą „kulturę” sprowadzającą się do zagryzania słabszych. Na nadmierną swobodę obyczajów i wszelakie patologie współczesności. Skromna odtrutka. Mało skuteczna. Ale produkuję. Wyznaję swój system wartości. Zasadniczo sprowadza się do: etosu pracy, wiary w Boga, niezgody na zło. Zacząłem od zera. Od długopisu i zeszytu w kratkę. Do wszystkiego doszedłem dzięki wsparciu rodziny, życzliwości dobrych ludzi, uczciwości pracodawców i własnej ciężkiej pracy. Piszę o tym bo może ktoś stoi na rozdrożu i rozgląda się za jakimś pozytywnym przykładem.
III
Nasz kraj jest NASZ. To nasze DZIEDZICTWO. Nie jesteśmy wygnańcami ani przybłędami. Prawo do życia w Polsce i mówienia po polsku okupili nam własną krwią nasi przodkowie. Abyśmy mogli dziś rozmawiać w tym języku trzeba było wylać może krwi i potu. Spiskować. Walczyć. Szlachtować okupantów. Truć ich wódą sprzedawaną na szklanki. Zażynać sztyletami ich sługusów. Wysadzać w powietrze ich władców.
Nasze zadanie jest o wiele prostsze. Skarby już zgromadzone. Pomnażamy je. Wystarczy stać z kijem i walić po grzbiecie szczury usiłujące ich uszczknąć. Wystarczy orząc pole przeciągnąć batem zawalidrogę leżącego w bruździe. Pola nasze żyzne - niestety co i rusz opada na uprawy szarańcza. I każdy musi zwalczać szkodniki na swoim odcinku. Piszę o polityce gdyż prowadzimy wojnę. Wojnę której wielu nie dostrzega. Moi przodkowie wzięli karabiny i poszli stanąć w potrzebie. My mamy to szczęście że nie musimy chwilowo brać karabinów do ręki. Wystarczy to co mamy. Pióro przelewające myśli na papier. Internet. Niezależna gazeta lub ulotka wręczona sąsiadowi. Karta do głosowania. Na swoim odcinku używam pióra a malutkim odcinkiem frontu jest ten blog.
Do naszych Dziadków strzelano, mordowano ich i zamykano ich w obozach. Niejednemu spalono lub zagrabiono dobytek. Dziś patriotyzm jest tani. Nikt nie strzela. Nie ma obozów. Za politykę nie wsadzają do pudła. Jedyne co nam grozi za obronę Polski, polskości, polskiej racji stanu, wiary, ludzi kórych uznamy za wodzów - to trochę kwasów w szkole, na uczelni, czy w robocie, czasem ironiczna odzywka wujaszka i w zasadzie nic więcej. Nawet na demonstracji kamienie rzucane są w naszych sporadycznie, a policja nie pali się jakoś szczeóglnie by pałować uczestników.
IV
Jestem jaki jestem. Trochę zgryźliwy zgred. Trochę ksenofob. Trochę „moher”, „świr od Korwina” i nawet odrobinę „pisowiec”. Oszołom czytający "obciachowe" gazety i książki których nigdy nie czytają „kulturalni i przyzwoici Europejczycy”. Gadam przeważnie co myślę, unikam zbędnej dyplomacji. Parę razy utrudniło mi to życie, ale nie jakoś szczególnie.
Moi bohaterowie to identyczna banda popaprańców – bo pozytywnych kroję wedle cech które uznaję za pozytywne, a negatywnym daję zachowania których nie znoszę. Czasem pojawia się ktoś taki jak Grzegorz Gerhard Grot – równiacha który paradoksalnie trochę bruździ bo interesy są sprzeczne… Staram się być autentyczny. Uczciwy wobec czytelnika. Nie udaję światłego & nowoczesnego, młodego-wykształconego-z-Peru. Jeśli moje poglądy wyłożone w publicystyce zrażą jakiegoś mojego czytelnika – trudno. Prawdopodobnie i tak wcześniej czy później odrzuciłby go system wartości wyzierający z prozy jak spod przykrótkiej kołderki.
V
Moja postawa to sygnał dla wszelakich „zacofańców”. Nie jesteście samotni. Nie tylko Wy jesteście z Ciemnogrodu. Nie dość że jest was wielu, to jeszcze istnieje taki sławny koleś Pilipiuk który zasadzniczo stoi po Waszej stornie.








