"Zły las" - fragmenty

 

Zjedli obiad. Po południu gdy Sławek kończył oporządzać zwierzęta, a ojciec porządkował coś na podwórzu zaszedł do nich niespodziewanie sam wójt gminy… Stanął przy furtce jakby niepewny czy może wejść na podwórze…

 -Heil hitler herr Johann Koller – ojciec wyrzucił ramię parodiując hitlerowskie pozdrowienie.

 -Michale, daj proszę spokój, chcę z tobą pogadać – powiedział gość po polsku. – Może nawet pogadać jak przyjaciel. Jak za dawnych czasów…

 -Jak za dawnych czasów? – ojciec odezwał się po niemiecku.

 -Tyle lat razem… I krowy pasaliśmy i potem…

 - Z tego co pamiętam miałem kiedyś przyjaciela który nazywał się Janusz Koler, z twarzy nawet był nawet trochę podobny do pana – głos dawnego sołtysa ciął jak brzytwa, po niemiecku mówił swobodnie i z dobrym akcentem, znacznie lepiej niż folksdojcz. - Ale mój przyjaciel umarł przed kilku laty, jakoś tak jesienią chyba. Nie wiem co mu się przytrafiło, spędzałem akurat miło czas najpierw na długich marszach przełajowych, gdzieś na Pomorzu, a potem we wzorcowym ośrodku wczasowym, takie drewniane baraki nad morzem w pięknej Meklemburgii… Nie bardzo już pamiętam trochę czasu wszak minęło, ale to zdaje się były wczasy zdrowotne, w każdym razie dużo gimnastyki na świeżym powietrzu i chyba wszyscy byliśmy na diecie bo solidnie wyszczupleliśmy – szydził bezlitośnie a słowa w języku Goethego lekko spływały mu z warg.

 Kto inny po takiej tyradzie pewnie położyłby uszy po sobie i wyniósł się w diabły ale Koller tyko westchnął.

 

/.../

 

Wojna to taki czas że budzi w ludziach ich naturą. Tę najprawdziwszą. To czego na co dzień nie dopuszczamy się nawet do myśli. W złych budzi zło i daje okazję do jego czynienia. Albo przeciwnie, zły człowiek widząc zło jeszcze gorsze doznaje refleksji, inaczej już patrzy na swoje życie i postepowanie… W dobrych budzi dobro, czasem szaleńcze, czasem wręcz nie do uwierzenia… A czasem z dobrego człowieka wychodzi bydlę którego on sam w sobie nawet nie podejrzewał. W tchórzach wojna potrafi obudzić odwagę, widziałem to wtedy we wrześniu trzydziestego dziewiątego. A w chojrakach którzy zawsze uważali się za wielce mocnych prawdziwe zagrożenie budzi demony lęku… To taki czas po którym nikt z nas nie będzie już taki jak dawniej… Napatrzyłem się. W okopach, w czasie odwrotu, potem w obozie. 

/..../

 

-Niemiecki trzeba znać – westchnął. – Nauczyciel w szkole pewnie by powiedział że to język naszych sąsiadów, że to przepustka do wspaniałej ponadczasowej kultury. Że narodowy socjalizm to tylko paradoks historii. Że to wszystko minie, że jeszcze będziemy się przyjaźnili. Że Niemcy to nie tylko Hitler, Goebels i Goering ale też Mozart, Goethe. Tak właśnie powinniśmy mówić dzieciom. Ale jesteś już prawie dorosły więc ci powiem wprost i bez owijania w bawełnę. Trzeba znać język odwiecznego wroga. Trzeba gadać w języku tych skurwysynów żeby rozumieć o czym szwargoczą między sobą, by podsłuchać co łajdacy knują, ale także żeby móc się wyłgać i tak zwiększyć szanse przeżycia. A jak Bóg da, żeby ich po wojnie przesłuchiwać gdy staną przed naszymi sądami.

 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/