Będzie jeszcze gorzej
- środa, 09, maj 2018 00:07
- Andrzej Pilipiuk
Jak to czasem bywa po obserwacji malowniczych przypadków upadku naszej cywilizacji naszła mnie refleksja – gdzie przebiegają granice swobody twórczej?
Zasadniczo cały okres mojej pracy twórczej stanowił dla mnie nieustanny audyt postawy własnej i obserwację postawy kolegów i koleżanek po piórze. Uważam że pisarz to zawód szczególnego zaufania społecznego. Widziałem ludzi którzy swoim zachowaniem to zaufanie i szacunek budowali a sporadycznie widziałem także niestety przypadki postawy odwrotnej (na szczęście nieliczne…). Sam starałem się w niczym nie uchybić – często wręcz stonowałem moje opinie uważając ze pisarzowi nie wypada w sprawach trudnych przemawiać językiem zbyt dosadnym czy agresywnym.
Pracując nad „Raportem z północy” zderzyłem się z problemem postawy Knuta Hamsuna i Astrid Lindgren. Ten pierwszy zakochał się w nazizmie i jako noblista oraz autorytet moralny firmował porządki zaprowadzane w Norwegii przez bandziorów od quislinga. Astrid Lindgren zarzucić musiałem skandaliczną bierność. Kobieta powszechnie lubiana i szanowana moim zdaniem zbyt często milczała. Walczyła o prawa dzieci i prawa zwierząt – ale nie sprzeciwiała się ani szaleństwu aborcji, ani czystkom etnicznym wobec Lapończyków.
Przywykłem do myśli że moc twórcza pochodzi od Boga. Trafia na różny grunt. Czasem powstają dzięki temu rzeczy wielkie i niezapomniane a przy tym szlachetne i czyste – niosące dobro, piękno skłaniające do refleksji a czasami budzące potrzebę samodzielnego zmierzenia się tematem. Gdy jednak rozejrzymy się wokoło widzimy liczne przykłady niepokojące lub budzące grozę. Obok takich jak my mniej i bardziej udanych „robotników winnicy Bożej” plenią się ludzie którzy niezaprzeczalnie posiadają talent. Rysują, malują, tworzą grafiki komputerowe, kręcą filmy, piszą książki a wszystko co robią, lub wiele z tego co robią - czynią w służbie złu. Piszą, komponują, rysują, kręcą filmy, wystawiają spektakle teatralne.
Czasem tworzą po prostu utwory kontestujące konserwatywne normy moralne – czasem jednak wychodzą krok dalej – tworzą dzieła postnowoczesne – przeznaczone stricte dla dewiantów i degeneratów, ale przemycane do oficjalnego obiegu pod płaszczykiem „sztuki”. Zdrada małżeńska już twórców nie rajcuje – spowszedniała. Na powierzchnie bajora wypływają pedofilia, kazirodztwo, zboczenia płciowe… Co gorsza musimy liczyć się z tym że twórcy nie tylko schlebiają gustom sobie podobnych – ale że ta ich sztuka ma jednak pewną moc przyciągania kolejnych wyznawców. I ma też oczywiście swoich sponsorów – dzięki czemu nieustannie się rozwija, doskonali, zdobywa nowe przestrzenie i obrasta w coraz nowocześniejsze środki techniczne.
W dodatku ciągłe granie na postmodernistycznej dekonstrukcji i „nowych odczytaniach” sprawia że w pewnym momencie u normalnego człowieka pojawia się poczucie bezradności i odrzucenia. Patrzę wokoło.
Malarstwo zdycha.
Już nie warto chodzić do teatru.
Z kabaretu zostały marne popłuczyny.
Coraz mniej jest książek do poczytania…
Coraz mniej filmów kinowych nadaje się do oglądania…
A będzie jeszcze gorzej.







