Ofiara układów?
- czwartek, 15, marzec 2018 18:03
- Andrzej Pilipiuk
Tomasz Komenda wyszedł na wolność. W 2004 roku został skazany na 25 lat za zgwałcenie, pobicie i porzucenie na mrozie nastolatki. Dziewczyna zmarła. Po 18 latach sąd, uznał że zaszła fatalna pomyłka. Co więcej aresztowano prawdopodobnego sprawcę.
Dziewczyna poszła na dyskotekę. Prawdopodobnie za dużo wypiła. Gdy przed lokalem dochodziła do siebie, do grupki uczestników podszedł facet który podał się za jej brata. Zabrał ją do auta. Rankiem znaleziono ją na nieodległej posesji – martwą.
W toku tamtego śledztwa zabezpieczono ślady biologiczne oprawców. Stwierdzono że było ich dwu albo trzech. Na zwłokach znaleziono ślad ugryzienia który pasował do szczęki Komendy. Na jego kurtce z kolei znaleziono włosy należące do dziewczyny. Także porównanie śladów zapachowych wskazało na niego. Miał alibi od 12 osób(!!!), jednak w toku śledztwa przyznał, że był tego wieczora w okolicach dyskoteki. Później zeznania i przyznanie się do winy odwołał twierdząc że policja wymusiła je biciem.
Zeznania były niespójne – chłopak jest na granicy upośledzenia umysłowego. Sąd na podstawie zebranych dowodów przyjął że Komenda był uczestnikiem gwałtu i kryje swojego wspólnika albo wspólników.
Sprawa nie jest do końca jasna. Dziennikarze nie drążą sprawy. Artykuły które się pojawiły pisane są na kolanie, jedne na podstawie drugich – dziennikarzom nie chciało się nawet odgrzebać w redakcyjnych archiwach numerów własnych gazet sprzed lat.
Dlaczego podejrzenie padło akurat na T.Komendę?
Czy ktoś go widział fatalnej nocy w pobliżu dyskoteki i rozpoznał?
Czy był podobny do człowieka widzianego przez świadków?
A może tylko do portretów pamięciowych?
Mieszkał daleko od miejsca zdarzenia – jeśli był niewinny czy ktoś go wrobił?
Czy ktoś go wskazał jako potencjalnego sprawcę?
Czy dowody spreparowano by wrobić wytypowanego podejrzanego? (ostatecznie to nic trudnego - kilka włosów ofiary można wyrwać z potem „znaleźć”).
Analiza materiałów śledztwa wskazuje że policja miała wówczas w rękach także prawdziwego sprawcę – był przesłuchiwany ale zwolniono go bez postawienia zarzutów. A może to lokalna sitwa chroniła kogoś nawet za cenę złamania życie niewinnego chłopaka? Polska prowincja przeżarta koligacjami rodzinno-towarzyskimi, układami i układzikami nie takie rzeczy widziała.
*
PS. doniesienia medialne sa niespójne - dziś przemknęła informacja że facet na razie wcale nie został uniewinniony, ale wyszedł na warunkowe zwolnienie, a sąd zobowiazano do ponownego rozpatrzenia sprawy.







