W odpowiedzi Czytelnikowi.

Tomasz Kruszyna zapisał w księdze gości swoje przemyślenia po lekturze „Raportu z północy”. Generalnie rzecz biorąc spodziewałem się że pewien odsetek czytelników tak właśnie to odczyta… Ponieważ recenzja jest obszerna i ciekawa – pozwalam ją sobie tu przekleić i opatrzyć komentarzem.  

Podobają mi się zasadniczo refleksje i wrażenia z podróży po Skandynawii, urywkowe, czasem jak błysk flesza, czasem rozbudowane, zawieszone w gęstej materii rozległej wiedzy historycznej Autora. Lubię niesystematyczny wykład, skojarzenia podążające swoimi drogami przez historyczne i osobiste doświadczenia. Porównuję je ze swoimi peregrynacjami po Skandynawii.

Czytam z przyjemnością kolejne książki Autora. Co więcej, nieodmiennie czytają je moi nastoletni synowie wolnomyśliciele. W tej książce jest też jednak expressis verbis wszystko, co definiuje współczesną polską prawicę: katolicyzm wdychający z lubością smród kacerskich stosów; pogarda dla „lewactwa”, czyli wszystkiego postępowego w cywilizacji europejskiej, wliczając tolerancję i bezpieczeństwo socjalne; uchodźcy jako zwierzęta roznoszące choroby zakaźne; schizofrenia myślenia i hipokryzja; teorie spiskowe; apologia kary śmierci; apologia prezydenta tysiąclecia.

Owszem – uważam że palenie na stosach było niestety w pewnych przypadkach słuszne i potrzebne. Dowodzi tego historia średniowiecznej Europy – zwłaszcza okres gdy z praktyki palenia na stosach zrezygnowano…

Gardzę lewactwem, całą spuścizną myśli marksa, lenina, stalina, hitlera i ich naśladowców. Nie uważam myśli lewicowej za postępową. Biorąc pod uwagę demolkę kultury europejskiej i rzeź II wojny światowej w tym obozy koncentracyjne tak niemieckie jak i sowieckie odrzucam taki „postęp”. Z całego dorobku społecznego leninowców i hitlerowców jedynie idea wczasów pracowniczych jakoś do mnie przemawia.

Bezpieczeństwo socjalne narodziło się wieki całe przed lewicą. Pewne formy zasiłków czy mieszkań socjalnych istniały już w starożytnym Rzymie. To doby XV/XVI wieku miałem przyjemność osobiście odkopywać jako archeolog – podczas badań w Płocku (1997) – wzdłuż fundamentów kościoła św. Ducha leżały szkielety pensjonariuszy przyległego przytułku – pomiary czaszek pozwoliły zidentyfikować m.in. starego Mongoła i Żydówkę – ergo: opieką obejmowano nie tylko „swojaków”.

Długo można by pisać o ubezpieczalniach społecznych, bractwach, fundacjach, systemach opieki w obrębach cechów etc. – to wszystko wymyślono i praktykowano zanim karol marks ujął pióro w rękę.    

Jeśli chodzi o tolerancję w Polsce praktykowaliśmy ją całe stulecia przed tym nim odkryto ją na zachodzie. Problem w tym że tolerancję praktykować może społeczeństwo silne i zasobne – bogate także pod względem kulturalnym. Chwile gdy Polska słabła przynosiły problemy a to w postaci buntów kozackich, a to w postaci rzezi wołyńskiej… Tolerancja religijna też wychodziła nam bokiem nie raz – np. podczas „potopu”. Z Żydami też mieliśmy swoje problemy… W czasie okupacji nie wszyscy polscy niemcy zachowali się jak Wedel czy Schiele. Hitlerowcom podczas okupacji nie brakowało tłumaczy ani kapusiów.   

Owszem „uchodźcy” przynoszą choroby – na szczęście nie na taką skalę jakiej można by się obawiać. Długa i ciężka droga do Europy jest bowiem zabójcza (dosłownie) dla słabszych i chorych. Ale problemu nie można lekceważyć.

Kara śmierci jest potrzebna. Trynkiewicz będzie wolny za 4 lata. Siedzi tylko dzięki temu że mu pewne rzeczy podrzucono do celi. Ustawa „o bestiach” jest do podważenia…

Prezydent tysiąclecia to raczej był aleksander kwaśniewski – tak go w każdym razie kilka razy nazwała lewicowa publicystyka – zanim się połapali że to obciach…

Można wymieniać dalej – całe pokłady nieprzerobionej frustracji, nieukierunkowanych żalów i poczucia „gorszości”, przetrawione w intelektualną agresję.

Moja agresja wynika właśnie z tego że swoje frustracje przerobiłem i wyciągnąłem wnioski. I w którymś momencie postanowiłem mówić otwarcie o tym czego nie lubię i walczyć o swoje. Oraz ujmować się za tymi których niesłusznie biorą pod but (np. rozdział o Laponczykach). Moje żale nie są „nieukierunkowane” – wręcz przeciwnie! Przecież piszę dokładnie i wyraźnie do kogo mam żal i o co.

Poczucie gorszości – oczywiście mam. Trudno go nie mieć gdy człowiek patrzy na cennik biletów do skansenu w Oslo i musi powiedzieć sobie: nie stać mnie. Trudno go nie mieć gdy stawia się w lesie chiński namiot za trzy dychy i patrzy na starych szkopów śmigających kamperami. Ci śmigający w 1999 roku mogli mieć jeszcze na rękach krew naszych dziadków…       

Autor zachowuje się jak typowy islamista: wykorzystuje „lewacką” tolerancję dla głoszenia poglądów nietolerancyjnych; grzech odmienności (religijnej, obyczajowej) traktuje jako przestępstwo zagrożone karą główną; spotkanie kultur i obyczajowości jako walkę o przetrwanie (my albo oni).

Słowa „lewacka” i „tolerancja” nie tworzą związku frazeologicznego. Lewacy tolerancję stosują niezwykle wybiórczo – tolerują wyłącznie poglądy mieszczące się w pewnym zdefiniowanym zasobie. Innym okazują wrogość. Nie obrażam się o to. To zupełnie normalne. KAŻDY tak ma. Są poglądy i postawy na które umiemy patrzeć przez palce i takie które budzą naszą odrazę i sprzeciw. Spotkanie kultur mamy wszędzie wokoło. Np. w wyniku spotkania z „kulturą niemiecką”  nie mamy polskiego przemysłu…

Dwa przykłady schizofrenii myślowej: katolicy wiele się w Skandynawii wycierpieli, byli strasznie prześladowani, dopiero w XIX lub XX wieku zniesiono prawny zakaz wyznawania katolicyzmu; ot, tak ni stąd, ni z owąd stał się katolicyzm ofiarą nienawiści. Kilka stron dalej – o łaźni sztokholmskiej, jaką katolicki król pod rękę z katolickim biskupem urządzili walczącym o samostanowienie mieszkańcom miasta… Wczytując się w tekst Autora uważny (nie prawicowy) czytelnik przestaje mieć wątpliwości, dlaczego protestantyzm stał się w Skandynawii tak popularny.

Po prostu starałem się być obiektywy. Trafił się biskup kanalia – napisałem o tym. Ale napisałem też że wcześniej „lutry” trzymali go w więzieniu. Trafił się „wesoły” biskup na Islandii – też o tym napisałem. Katolickie powstanie w Smalandii i Norwegii oraz wojny religijne wskazują że luteranizm narzucano siłą. Dokładniej pisze o tym dr. Andrzej Żygadło – polecam jego książkę „Reformacja w Szwecji, Danii i Norwegii. Studium porównawcze”.

W innym fragmencie znajdujemy krytykę biskup luterańskiej Szwecji – lesbijki żyjącej (o zgrozo wołająca do nieba) z kobietą, która nie została skazana za spowodowanie wypadku drogowego (w domyśle – ponieważ jest lesbijką, i byłoby to politycznie niepoprawne). W sumie fakt – lepiej „to” robić w skrytości, homoseksualizm męski i niemal usankcjonowana przez dziesiątki lat pedofilia nie są aż tak odrażające jak miłość lesbijska…

Protestantyzm potraktował Biblię jak „szwedzki stół” – wybrał sobie to co mu się podobało i pasowało. Wspomnianą panią biskup na głowę szwedzkiego kościoła namaścił parlament (luteranizm jest w Szwecji religią państwową).

Dobrze, że Autor nie żyje w świecie rządzonym przez ludzi podobnie mu myślących.

Też się z tego powodu cholernie cieszę :)  choć nie są to ludzie tak do końca myślący podobnie jak ja – wolałbym np. więcej szubienic…

Mnie z pewnością spalono by na stosie wraz z żoną i nieletnimi synami, przy nieukrywanej radości i satysfakcji Autora, przy wtórze jego gorących (sic!) modłów o nasze nawrócenie.

Z teologicznego punktu widzenia – spalenie na stosie było praktykowane dla oczyszczenia duszy najbardziej zatwardziałych grzeszników – gdy łagodniejsze metody perswazji zwiodły. Chodziło właśnie o to by nieszczęśników mimo wszystko wysłać do nieba.

Możemy się oczywiście spierać czy zbawienie wbrew woli zbawianego jest możliwe.  

Pomodlić się za Was oczywiście nie zawadzi…

Problem w tym, że on sam pewnie podziwiałby egzekucję z pozycji trefnisia prowadzonego na łańcuszku i robiącego fikołki ku uciesze bezzębnej i śmierdzącej, skołtunionej gawiedzi, bo taki byłby w świecie urządzonym wedle jego reguł los ludzi nietuzinkowych (w świecie politycznej niepoprawności mówiono by raczej o mańkutach-dziwakach).

Leworęczność utrudniała ludziom życie od zawsze – ale początkowo utrudniała życie warstwom wyższym – które musiały pisać. (piszemy od lewej do prawej – wygodniej jest robić to prawą ręką). Podobnie z przypadku zespołu kosiarzy tnących zboże tzw. „Ławą” – mańkut poodcina nogi kolegom. W okresie rewolucji przemysłowej zrobił się problem bo maszyny są dostosowane do obsługi przez praworęcznych. Ale mańkutów na poważnie tępić zaczęła dopiero lewica. (vide wspomnienia Izaaka Asimova).

W sumie – jak spacer po parku, w czasie którego czasem wdepnie się w psią kupę…

Książka może stanowić niebanalne studium umysłu prawicowego.

Dziękuję ;)

W sumie książkę polecam wszystkim wielbicielom twórczości Autora, który sam siebie  określa wielkim grafomanem. Przynajmniej w tym względzie podoba mi się polityczna niepoprawność. 

Napisałem uczciwie: gdzie byłem, co widziałem i co o tym wszystkim sądzę. Pisałem tak obiektywnie jak się dało. Dowaliłem wszystkim ludziom i zjawiskom które mi się nie podobały. Pochwaliłem przykłady opamiętania lub hartu ducha. Jak dla kogoś treść jest niestrawna – to może ładne zdjęcia pooglądać…   

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/