A może by tak...
-
czwartek, 16, listopad 2017 13:13
-
Andrzej Pilipiuk
Na wojnie istnieje coś co nazywa się „inicjatywa strategiczna”. Biega o to by nie czekać, nie odpowiadać na ataki wroga ale samemu atakować, nie dawać przeciwnikowi chwili wytchnienia, nieustannie zmuszać go do zmieniania planów.
Polska polityka zagraniczna to próba przetrwania w okopach zmasowanego ataku artyleryjskiego. Atakowani jesteśmy zaś nieustannie i ze wszystkich stron. Niestety ostrzał zadaje nam wymierne straty. Z rzadka odpowiadamy pojedynczymi strzałami…
A może pora przewartościować cale podejście do zagadnienia? Może zamiast ignorowania zaczepek, obrony i nieśmiałych kontrataków przejąć całą inicjatywę? Uderzyć w zachód dziesiątkami not dyplomatycznych, rezolucji, uchwał naszego parlamentu? Potępić burzenie kościołów we Francji. Dopierniczyć się do cenzury w niemieckich mediach. Zasugerować Niemcom że mogliby w ramach relokacji zabrać do siebie część Czeczeńców którzy dostali azyl w Polsce. Napiętnować Szwecję za czystki etniczne i sterylizację Lapończyków w latach 70-tych. Wezwać Riksdag do wypłaty odszkodowań żyjącym jeszcze ofiarom. Na forum europarlamentu zaatakować Belgię za ludobójstwo w Kongo. Rzucić eurodeputowanym prosto w twarz projekty delegalizacji wszystkich organizacji odwołujących się do marksizmu. Zażądać zakazu uboju koszernego i halal na terenie całej UE. Walić jak cepem żeby musieli się bronić. Nie dawać im nawet minuty wytchnienia – a na wszelkie protesty reagować zarzutami o faszyzm.
Aż się od nas odp…ą raz na zawsze.