jeszcze o misji

Mamy dwie możliwości – albo dopuszczamy inżynierię społeczną – albo uważamy ze społeczeństwo rozwijać się będzie samo.
Jeśli zakładamy istnienie inżynierii społecznej pojawia się pytanie – kto będzie się tym zajmował, jaką ma wizję, dokąd chce nas zaprowadzić. Jeśli zajmuje się tym bandyta albo moralny śmieć – efekty mogą być bardzo poważne. Część z nich obserwujemy za oknem. Pewien procent tego zezwierzęcenia i zbydlęcenia odziedziczyliśmy w spadku po komunie, część to produkt obecnych czasów, a część dostaliśmy w pakiecie z dotacjami i normami od UE.

***

Inżynieria społeczna de facto stosowana jest od zawsze. Propagandę sukcesu stosowali już egipscy faraonowie – kując na murach świątyń sceny z nie swoich zwycięstw odniesionych na wojnach których nawet nie było. Albo ołtarz Pergamoński którego wewnętrzny dziedziniec ukazywał zmitologizowane sceny z dziejów panującej dynastii…
Rola wdrażania inżynierii społecznej spoczywała z reguły na kapłanach. Ci przekazywali ludziom pewne wzorce zachowań. Społeczeństwa których religie opierały się na podobnym do naszego systemie wartości przetrwały. Społeczności które wyzwały wartości oparte na prymitywnej przemocy aprobowanej przez bogów upadły. Niektóre miały swoje 5 minut nim sczezły.
Wedle prof. Niwinskiego podobieństwa religii egipskiej i naszej są dość uderzające. Nie milei wprawdzie 10 przykazań – ale ogromna masa prac teologicznych okresu nowego państwa idzie podobnymi ścieżkami jakimi 1500 lat później poszło chrześcijaństwo. Religia egipska przetrwała 3500 lat. A ile czasu przetrwała Fenicja ze swoim Baalem i ofiarami z dzieci? Ile czasu przetrwały imperia inków i Azteków? Ile czasu przetrwały kraje programowo ateistyczne? Co zostało ze Sparty? Kupka kamieni i trochę legend. Nie mieli nawet własnych pisarzy którzy głosiliby chwałę ich oręża… Nie mieli rzeźbiarzy którzy wykuliby zwycięskich wodzów w marmurze.
Poszukiwanie dobra, prawdy, piękna, wiara w dobrych bogów którzy karzą zło a nagradzają dobre uczynki okazała się cywilizacyjnie wyższa. Sztuka ukazująca bohaterów oparta na kanonach piękna okazała się ponadczasowa.

***

Inżynieria społeczna obecnie znajduje się w znaczniej mierze w łapach postmarksistów. I opiera się w znacznej mierze na prymitywnej destrukcji i negacji wszystkiego co wypracowała nasza cywilizacja przez tysiąclecia. Cała postmodernistyczna pleśń opiera się „nowych odczytaniach” i konwergencji mitów i wzorów kultury - czyli na powolnym trawieniu tego co wypracowały poprzednie pokolenia…
Z teologicznego punktu widzenia – marksizm jest odmianą satanizmu – typowy kult zła, destrukcji i chaosu. To siłą rzeczy nie będzie twórcze gdyż diabeł nie posiada mocy kreacji. Umie tworzyć tylko karykatury…
Przemiany zachodzące w dzisiejszym świecie niepokoją. A część jest w ogóle odrażająca.

***

Cenzura teoretycznie nie istnieje. To nie oznacza że nie prowadzone są działania cenzorskie. Są i to na ogromną skalę. Dziennikarz związany przed laty z „Najwyższym czasem” wspominał mi że w czasopiśmie nie mieli reklam. Jeździł po firmach ludzi otwarcie sympatyzujących z UPR i wszędzie słyszał to samo: dam wam reklamę to będą kłopoty. Kontrole, kontrolne spisy towarów etc.
To przykład cenzury w postaci ofensywnej. Zazwyczaj stosowano bardziej miękkie środki. Np. zbiorowe napiętnowanie kogoś jako faszysty, rasisty, antysemity etc. Przez lata monopol decydowania co jest „zacofaniem & obciachem” a co „piękne & postępowe” miała wybiórcza. Doskonale opisał te mechanizmy D.Wildstein w książce „Dolina nicości”.

Tą metodą końcu lat 90-tych przeczołgano Cejrowskiego. (przypuszczam że wtedy zwariował). Stracił swój program w TV. Skala hejtu przeciw niemu była ogromna. W czasopismach wiedzieli – tego pana się nie drukuje - bo nie dość że wyleją na nas wiadra pomyj to jeszcze nawet czytelnikom się to nie spodoba. Artykuły podróżnicze musiał publikować pod pseudonimem.
Nawet dziś łatwo udupić niepokornego pisarza czy publicystę. Przede wszystkim – po wejściu vat na książki branża cieniej przędzie. Nakłady spadły drastycznie – ale – być może znów w ramach inżynierii społecznej biblioteki dostały zastrzyk pieniędzy na zakupy książek i na spotkania autorskie. Korzystam i jeżdżę gdzie zaproszą bo zawsze to parę groszy ekstra. Wyobraźmy sobie jednak sytuację gdy dyrektor biblioteki powiatowej spotyka się na bankiecie z okazji lokalnej rocznicy czegoś z urzędnikiem który rozdziela pieniądze na kulturę. I urzędnik mimochodem wyraża zaniepokojenie „kogo wy tam do biblioteki zapraszacie na spotkania”. Bibliotekarz jako odwieczny petent w urzędzie wie że musi z nimi dobrze żyć. Wie z jakiej są opcji i tym samym kogo nie lubią…
Ten kto daje kasiorę ma swoje oczekiwania. Jeśli kasiorę daje bydlę to siłą rzeczy nie będą to oczekiwania generujące dobro i piękno tylko jakby wręcz przeciwnie…

Jeśli dana opcja trzyma kasę na kulturę na poziomie lokalnym ale w skali całego kraju, to na pewne rzeczy pieniędzy nie będzie. Np. praktycznie wcale nie było obchodów okrągłej rocznicy powstania styczniowego. Nie było obchodów centralnych, a lokalne skromniutko i po cichu. U nas w Wojsławicach konkurs piosenki powstańczej…
To też inżynieria społeczna.

Ale literaci i tak obrywają przez grubą poduszkę. Wydawnictwa dostają forsę za to że sprzedają książki. Branża filmowa jest kompletnie deficytowa. Wiszące na niej pijawki muszą ssać państwową kasę. I tu twórców mamy do wyboru i do koloru. Za głupi milion złotych nakręcą co sobie urzędnik zażyczy. Te wszystkie „Idy”, „Pokłosia”, „Pokoty” powstały za nasze pieniądze. Był urzędnik gotów dać kasę na plucie Polakom w twarz i byli ludzie gotowi merdać ogonkami by ją na ten cel dostać.
Fantastyka w ogóle ma idealne warunki rozwoju – urzędasy uważają nas za świrów i w ogóle nie wpadli na pomysł by nas kupować. Bo jakby wpadli to myślę że niejeden sensowny twórca obudziłby w swojej duszy szczura…

***

Mając środki i widząc konkretne potrzeby można prowadzić inżynierię społeczną. Można dość łatwo zmieniać nastawienie ludzi do pewnych spraw. Np. chcemy tolerancji dla gejów – idzie forsa na seriale i filmy pokazujące ich w pozytywnym świetle, dofinansowuje się homopublikacje, rozdaje granty naukowcom i nagłaśnia wyniki ich badań. Odbywają się debaty telewizyjne i temu podobne. Da się to zrobić szybko i w miarę tanio. Za tym idzie czasem wprowadzanie nowych przepisów czasem reinterpretacja starych. I po 10 latach miękkich oddziaływań geje z pogardzanej grupy ściąganej przez milicję i słusznie podejrzewanej o nadmierne zainteresowanie młodymi chłopcami nagle awansują do poziomu świętych krów.

Oczywiście trzeba do takich zadań mieć swoich ludzi. Najlepiej takich którzy w daną bzdurę wierzą. Jak jeszcze dostaną kasę będą stawali na rzęsach by wykonać zadanie. Można też kupić twórców bezideowych – którzy będą wiernie służyli za kasę. Którzy za kasę rzucą się na tego kogo sponsor wskaże brudnym paluchem. Wystarczy dać czytelny sygnał – karaluchy wypełzną z każdej dziury.
Do tego każdy kto kwestionuje zalecany dogmat szybko wypada z obiegu. Nie trzeba dawać u w łeb – wystarczy naukowca przyzwyczajonego do pewnych rzeczy nagle przestać zapraszać do telewizji jako eksperta. Seksuolog Lew Starowicz nie wahał się pisać o homoseksualizmie jako o zboczeniu i o sposobach terapii tej choroby. Amen – w latach 80-tych był ekspertem. A potem przestał być. Dla decydujących o kasie na cele i zadania to już nie był „swój człowiek”.


Rzecz jasna ten kto u żłoba decyduje o przepływach pieniędzy. Dlatego janda dostawała od PO 2 miliony złotych rocznie na prywatny teatr. Była „swoim człowiekiem”. Nowa władza uznała że „to nie jest nasz człowiek” a zarazem uznała że całkiem zabrać kasę to jednak obciach więc dała jej „tylko” 200 tysięcy. Ja osobiście dałbym jej bilet w jedną stronę za granicę, ale nie ja decyduję.
Czasem jednak trafia kosa na kamień – jak w przypadku Owsiaka. Lansowano go latami. A on umiał się odwdzięczyć. Ale wystarczyło że przyszedł znikąd jeden Wielgucki i legenda „wielkiego filantropa” mocno się posypała. WOŚP to tez element inżynierii społecznej. Podobnie jak patriotyczny zwrot który reorganizuje środowiska kibolskie – z bezrozumnej tłuszczy tworząc stopniowo tłuszczę nadal niezbyt lotną intelektualnie ale zainteresowaną przeszłością, bohaterami, Polską. Ktoś to dobrze wymyślił.

**

Podstawowe zadanie społeczeństwa polega na tym by tam u koryta i w miejscach gdzie dzieli się pieniądze na różne projekty byli ludzie z głową na karku i wyznający poglądy które nie będą dla społeczeństwa trucizną.
Podstawowe zadanie ludzi to uzyskanie maksymalnej niezależności finansowej. Jak wejdzie nieoficjalny zakaz zapraszania mnie na spotkania autorskie to wzruszę ramionami. Po prostu uciułam mniej. Jak wlepią mi zakaz druku to kupię maszyny i będę szył torebki w oborze u kuzyna.

Ale są pisarze którzy sprzedają rocznie mniej książek i dla nich jak pojadą gdzieś raz na miesiąc to znaczące podreperowanie budżetu… Każde zniewolenie, każdy kompromis, każde uwikłanie bierze się z braku kasy. Dziewczyna pracująca w markecie daje się obmacywać kierownikowi zmiany bo boi się stracić robotę. Ludzie na budowach robią po 12 godzin za psie pieniądze – bo wiedzą że na ich miejsce w każdej chwili można przyjąć kogoś nowego. Urzędnik wspiera swojego patrona w podkładaniu świni innym bo wie że jak ten co nad nim poleci to i dla niego nie będzie miejsca…

Szczur płodzący antypolskie paszkwile też łasi się do sponsorów bo wie bez nich nie istnieje.
Dla fundacji k.Jandy brak tych 2 milionów zł w ok 5 milionowym budżecie to było bolesne zacięcie batem…

***

Niestety bywa tak że sensowni ludzie pewnych rzeczy nie dostrzegają. PiS lekceważy sprawy kultury. Pierwszą decyzją tego powinno być zniesienie vat na książki.

***

Twórca – dajmy to literat – ma w każdym ustroju i systemie trzy drogi.

Po pierwsze: Może iść do kolesi d/s kultury pomerdać ogonkiem, połasić się, przekonać ich że jest „swój” a potem pisać produkcyjniaki po linii partii/władzy. Takich sprzedajnych literatów mieliśmy w historii na pęczki.

Po drugie: może iść na przeczekanie – pisać rzeczy neutralne licząc że dla władzy będzie „przeźroczysty”. Tylko w takim przypadku konfitur w postaci zamówień, grantów, stypendiów, szmalcownych nagród etc. nie dostanie. Ale na spotkania jeszcze pewnie pojeździ.

Po trzecie: może iść na udry – pisać jak mu w duszy gra – choć władza każe myśleć inaczej. Pisać po swojemu dla sobie podobnych „moherów”, „faszystów” etc. To już droga trudniejsza – bo można i w łeb dostać i zakaz druku i inne przykrości mogą człowieka spotkać. Poczytajcie jak komuchy po wojnie udupili Kornela Makuszyńskiego albo jak skończył Aleksander Grin gdy odmówił zwalczania religii piórem.

Pisałem po swojemu zawsze. Raz próbowano mnie kupić. Konfitur nie dostałem nigdy choć popierałem PiS zanim stało się to modne ???? i nie oczekuję. Gdy PiS straci władzę nie wydaje mi się by kolejna ekipa zechciała mnie jakoś „skarcić”.

***

Tu widzę misję – gdy robimy to co uważamy za słuszne a nie mamy konfitur i ryzykujemy że dostaniemy po uszach. Gdy piszemy ukazując świat naszych wartości a tu zewsząd wali się na nas fala hejtu. Gdy dla niektórych ludzi znajomość z nami staje się obciachem.
Mówi się że wilka nie obchodzi co myślą o nim barany. Ale z drugiej strony – tysiąc baranów stratuje nie tyko wilka ale nawet lwa… trzeba mieć cholerną odporność na krytykę. Trzeba wierzyć w to w co się wierzy by wytrzymać miesiące i lata tratowania przez barany. By wytrzymać nieustanne szydzenie z nas i z wartości które przekazujemy w naszych książkach.

By powiedzieć krytykom że ma się ich w )*(

***

Wpływ pisarzy na obecne społeczeństwo nie jest duży. Widzę jednak szansę w tym że pisarze wpłyną na elity które czytają książki. W szkole czyta regularnie ok 10% dzieciaków – i to one będą tu za 20-30 lat rządzić. To jest ten moment w którym pisarz zaczyna coś znaczyć w wielkiej machinie inżynierii społecznej. W którym dla pewnych zjawisk jest trybikiem popychającym wajche w dobrym kierunku, a dla innych zjawisk ziarenkiem piasku w trybach.

Pozytywne zmiany widać już dziś. Odeszło pokolenie dla którego Michnik był geniuszem i arbitrem elegantiarum.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/