Pomnik UPA przestał istnieć
- piątek, 28, kwiecień 2017 10:04
- Andrzej Pilipiuk
W Bieszczadach rozwalono kolejny pomnik upamiętniający UPA. Przy okazji Onet wspomniał o „Akcji Wisła” i nastoletnie gówniarstwo poszalało w komentarzach... Znaczny odsetek wpisów kwalifikuje się do prokuratury z tytułu tzw. mowy nienawiści ale oczywiście jak zwykle nikt nie widzi problemu... Znajomy raportuje że zgłosił do moderacji około 40 szczególnie parszywych wpisów - usunięto jeden.
Hejt na Ukraińców jest tolerowany.
Kilka słów ode mnie
*
1) Pomnik stojący na cmentarzu w Hruszowicach upamiętniał mieszkańców tamtej ziemi służących w 7 sotniach UPA operujących na tym terenie. Wychodzę z założenia że wojna to wojna – my strzelamy do nich oni do nas – i nie ma się o co obrażać. Jak się carscy tłukli z prusakami i cesarsko-królewskimi to niech sobie ich pomniki postawione w miejscu zmagań stoją na zdrowie.
Ale w sytuacji gdy któraś strona zaczyna strzelać do cywilów, palić im dobytek gwałcić kobiety etc. trudno mówić o bohaterstwie zmagań i pomników upamiętniających takich ludzi tolerować nie możemy. Dlatego praktycznie nie ma w Polsce monumentów upamiętniających hitlerowców poległych w walce z sowietami, a pomniki sowietów sukcesywnie demontujemy. Z drugiej strony - nie negujemy bohaterstwa poszczególnych żołnierzy radzieckich okazanego w starciu ze wspólnym wrogiem.
Zarazem nikt w Polsce nie niszczy żołnierskich grobów. Wrogowie, okupanci, niechciani sojusznicy i ofiary wspólnych wrogów leżą tu spokojnie. Profanowanie mogił jest to zachowanie obce naszej tradycji. (Swoją drogą czy kolesie z ONR już ustalili już który to HUJ z ich organizacji rozwalał łomem Krzyż na ukraińskim grobie?) .
Wspomniany pomnik W Hruszowicach nie był pomnikiem nagrobnym, i postawiono bez wymaganych zezwoleń (stał 22 lata). Rozumiem chęć uhonorowania ludzi którzy walczyli na swojej ziemi - ale Sorry – po Wołyniu niech pogrobowcy UPA nie liczą że takie zezwolenie kiedykolwiek w Polsce dostaną.
2) Akcja Wisła była typową czystką etniczną. Zarazem w ślad za nią poszła czystka kulturowa. Ślady prawosławia i kościoła unickiego na tym terenie niszczono – dziś stoi ok 1/3 cerkwi które znajdowały się na tym terenie w roku 1947. Większość jest ograbiona z pierwotnego wyposażenia.
Czy "akcja wisła" bya zbrodnią - to dobre pytanie - nie wiem jaką liczbę ofiar pociagnęła. Z pewnościa była brutalną represją która spadła w większości na kompletnie niewinnych ludzi. Przypomnę liczby: wysiedlono 140 tyś ludzi. Teoretyczna zdolność mobilizacyjna społeczeństwa sięga 10%. Wystarczy spojrzeć na liczebność UPA by uświadomić sobie że ruch nacjonalistyczny trafił tu na mur głebokiego braku zrozumienia...
St.Steblewski "Chriń" w swoich pamiętnikach wspomina o tych "trudnościach" a jego sotnia nazywana była Łemkowską bo służyło w niej zaskakująco wielu Łemków podczas gdy w pozostałych oddziałach ich odsetek był niższy.
Omelajn Płeczeń w swoich wspomnieniach opisuje towarzyszy broni. On był autochtonem z okolic Jawornika Ruskiego. Ale w oddziale zetknął się z Ukraińcami z Kijowa, był też Ukrainiec z Kanady (jakimi drogami trafił w Bieszczady!?) oraz dezreterzy z ukraińskich formacji waffen-SS.
Jak to widzę: Obecność w Bieszczadach około 500-700 upowców (7 sotni w niepełnym składzie etatowym) bardzo długo była tolerowana w celu maksymalnego zaognienia sytuacji. Moim zdaniem chodziło o wiarygodny pretekst do wysiedleń ludności ruskojęzycznej - prawosławnej i grekokatolickiej. A potrzebowano jednolitości etnicznej terenów roponośnych żeby Sowieci stracili pretekst do odebrania ich Polsce.
Całkowicie kwestionuję tezę że akcja wysiedleń była do Łemków dobrodziejstwem. Po pierwsze znaczny odsetek wysiedlono do ZSRR i pozamykano w kołchozach. Wysiedlani na ziemie zachodnie byli grabieni z mienia i inwentarza, a u celu podroży czekało na nich życie w pegieerach. Wysiedlenie oznaczało drastyczne zubożenie rodzin i destrukcję wielopokoleniowych więzi społecznych. Wysiedleni przyzwyczajeni do gospodarki górskiej często zostali rzuceni na ziemie których po prostu nie umieli uprawiać - np. na Żuławy. Dla wielu ludzi starszych wiekiem aklimatyzacja np. na Pomorzu była bardzo trudna. Wielu zapewne skróciła życie.
Jeszcze jedna ciekawostka - na ziemiach odzyskanych "Ukraińcy" z Bieszczad spotkali się z repatriantami z Kresów - w tym z ludźmi którzy świeżo w pamięci mieli wyczyny upowców na Wołyniu. Czytając przez lata różne relacje zauważyłem prawidłowość: Łemków szykanowała władza, ubecja, milicja. Sąsiedzi Polacy "kresowiacy" - nie.







