Dzień pyrrusowego zwycięstwa...
- wtorek, 10, maj 2016 09:41
- Andrzej Pilipiuk
Jak donoszą media znaleźli się wczoraj ludzie którzy składali kwiaty pod pomnikami tzw. braterstwa broni. Trochę ich u nas zostało… I takich pomników i ludzi…
Świętować czy nie? Dobre pytanie.
Dla Europy zachodniej sprawa jest dość oczywista. Przyszli, wklepali hitlerowi i jego popapranej armii – wypięli piersi po ordery… Dla rozsianych po świecie Żydów sprawa jest równie oczywista – ich główny wróg został unicestwiony, krematoria przestały dymić…
Dla Europy środkowej problem jest bardziej złożony. My Polacy mieliśmy wymuszone okolicznościami braterstwo broni z Sowietami – tzn. w obliczu totalnej zagłady biologicznej narodu musieliśmy iść na współpracę ze zbrodniarzami by pokonać innego, niewiele większego zbrodniarza. Kosztowało nas to utratę 50% terytorium państwa i 45 lat kolejnej okupacji. Ale przetrwaliśmy. Przetrwanie biologiczne było ważne.
Dla ok 70 tyś żołnierzy AK i NSZ wojna wcale się nie skończyła. Musieli pozostać w lesie. Niejeden zapewne pogodziłby się z nową rzeczywistością, odwiesił karabin na kołku i próbował żyć w sowietyzowanym kraju – ale nie dano im nawet tej szansy. Jednak okupacja sowiecka była – szczególnie w tej łagodniejszej fazie po 1944-tym znacznie lżejsza niż hitlerowska… Choć po prawdzie różniła się tylko skalą represji.
Obozy koncentracyjne – były. Wysiedlenia ludności – były. Krwawe pacyfikacje wsi – były. Wyrzucanie ludzi z domów – było. Niszczenie dóbr kultury – było. Wywózki na roboty – były. Dzieci wprawdzie nie porwano z rodzin – ale tysiące polskich sierot pozostałych w ZSRR poddano bezwzględnej sowietyzacji. Były nawet pogromy Żydów zorganizowane przez okupanta. Nie było chyba tylko publicznych rozstrzeliwań na ulicach. Komory gazowe i krematoria? A tu byłbym ostrożny. W ZSRR były w użyciu takie instalacje – nie na dużą skalę ale jednak. Na terenie okupowanym?
Czy komory gazowe KL-Warschau w tunelu pod dworcem Warszawa Zachodnia przestały działać wraz z odejściem Niemców? Ich ślady niszczono jeszcze w latach 90-tych. Zmowa milczenia może wskazywać na bardzo wiele…
Dla Węgier czy Rumunii problem jest jeszcze inny. Oni od początku sprzymierzyli się z tym drugim zbrodniarzem. Nie dość ze popełnili tragiczną pomyłkę, nie dość że front wschodni pochłonął prawie całe pokolenie ich młodzieży, to jeszcze zostali za karę najechani przez sowietów.
Ukraińcy liczyli że Niemcy przyniosą im wolność i oni chyba najgorzej na tym wyszli. Nie tylko dostali od hitlera kopa w twarz, ale jeszcze przyszła na nich kara za zdradę sowietów…
I z drugiej strony – jakieś tam braterstwo broni pomiędzy Armią Czerwoną a LWP - było. Tłukli razem Niemców, współpracowali w tym zadaniu. Pomagali sobie bo tłukąc w sposób skoordynowany natłukli więcej. Żołnierzy Polskich i sowieckich łączyły podobne losy. Często jedni i druzy doświadczyli niemieckich okrucieństw. Często jedni i drudzy doświadczyli okrucieństw stalinowskich. Zapewne po krwawych bojach niejedną flaszkę zdobytego wina czy wódki wypito wspólnie. Okupacja? Owszem byli okupantami – ale zarazem byli też niewolnikami Stalina. Przygnano ich tu. Odpowiadać mogą za swoje prywatne zbrodnie, gwałty i rabunki, za gorliwość i nadgorliwość w wykonywaniu zbrodniczych rozkazów – nie za politykę wielkich mocarstw.
Ja kwiatów nie położę – ale do pewnego stopnia rozumiem starych ludzi którzy kładą.






