po co?
- poniedziałek, 09, maj 2016 23:52
- Andrzej Pilipiuk
Patrzę na różne dyskusje w necie, analizuję raz jeszcze wpisy „Pilastra”. Wydaje mi się ze największym problemem społecznym który rodzi niemal wszystkie inne jest wielopiętrowa pogarda i straszliwie kompleksy maskowane agresją…
Miastowi gardzą „wsiokami”. Lumpeninteligenci gardzą „robolami”. Świeżo upieczeni biznesmeni – często synkowie i wnuki milicjantów & ubeków gardzą pracownikami swoich firm. Bazarowi kombinatorzy gardzą „frajerami”. Ci którzy się jakoś ustawili gardzą tymi którzy nie umieli nie mogli nie zdołali… Ci którzy kończyli prywatne szkoły i chodzili kiedyś na drogie korepetycje 7 dni w tygodniu gardzą tymi którzy nie mieli innej alternatywy jak szkoła publiczna gdzieś na zapadłej prowincji… Synkowie bogatych rodziców którzy wszystko w życiu dostali na srebrnej tacy teoretyzują jak inni powinni żyć, zapominając o tym że większość populacji kraju funkcjonuje w kompletnie innej rzeczywistości finansowej…
Po co to wszystko? To nieustanne granie na nosie, to nieustanne pokazywani innym figi i kłucie ich w oczy „bogactwami”? Dlaczego tak trudno posłuchać tego czego uczy nasza religia i pomóc temu który ma gorzej?
Ludzie nie umieją też czerpać dumy z przeszłości. Dziadek szewc czy cieśla mógł być fachowcem słynnym na cały powiat – ale wnuk „słoik” zahaczywszy się w mieście dzieje rodu zaczyna pisać od siebie, wykreślając wszystko co było wcześniej, albo kupuje sygnet z herbem i tworzy sobie wedle aktualnie obowiązującej mody przeszłość fałszywą by nią imponować innym „miastowym”.
Nuworysze i synkowie z dobrych domów odpychają o siebie myśl o tym że i im może powinąć się noga. Wypisują świństwa pod artykułem o kobiecie której komornik zajął ostatnie pieniądze – a ciekawe na ile starczyło by ich rodzinom oszczędności gdyby nagle ojciec ciężko zachorował lub zginął. Ile czynszów za mieszkanie pokryliby sprzedając za bezcen samochód i inne co cenniejsze dobra zgromadzone w domu…
A przecież może być jeszcze gorzej. Kryzys migracyjny w UE i wojna która pustoszy wschodnią Ukrainę pokazują że nasza rzeczywistość jest krucha. Mieszkańcy wypasionych apartamentowców w stolicy za 5 lat mogą za kawałek chleba kopać rowy na wsi… Niekoniecznie na polskiej wsi.






