O pewnej egzekucji
- piątek, 11, styczeń 2013 00:29
- Andrzej Pilipiuk
5 sierpnia 1864 na nasypie fortu Władymir stanęła szubienica. Na oczach tysięcy warszawiaków stracono na niej 5 członków Rządu Narodowego - w tym dyktatora powstania Romualda Traugutta. Ich zwłoki pogrzebano gdzieś na esplanadzie fortu Legionów. Następnie przez teren ten przemaszerowały i przejechały konno rosyjskie pułki by całkowicie zatrzeć ślady pochówku. W 1916-tym przeprowadzono pierwsze poszukiwania. Przekopano teren wokół miejsca egzekucji i znaleziono pięć szkieletów. Jednak w latach międzywojennych podczas prac ziemnych opodal natrafiono na kolejną piątkę nieboszczyków.
Uznano wówczas że ci pierwsi byli członkami rządu, a drugie znalezisko to pochówek innych ofiar carskiego samodzierżawia. Ostatecznie Cytadela była przez 70 lat ciężkim więzieniem politycznym a jej stoki i pobliskie forty nie raz były widownią egzekucji… Czy jednak nie popełniono błędu logicznego? Gdyby ofiary pogrzebano blisko szubienicy – po cóż byłby cała ta szopka z przemarszami żołnierzy? Co więcej, mimo że forty były strzeżone – zachodziło ryzyko nocnych poszukiwań. Prawdopodobnie, zatem członkowie rządu powstańczego spoczęli gdzieś dalej – na ogromnym terenie pomiędzy fortem a pierwszymi domami Nowego Miasta.
Zbliża się 150 rocznica wybuchu powstania styczniowego. Może pora wyjaśnić te wątpliwości? Dysponujemy zdjęciami straconych. Metody antropologiczne pozwalają dość precyzyjnie odtworzyć wygląd twarzy zmarłego na podstawie czaszki. Mamy metody identyfikacji oparte na badaniu kodu DNA (trzeba tylko znaleźć krewnych ofiar). Mamy wreszcie radary geologiczne, którymi możemy szybko i skutecznie odnajdować ukryte w głębi gleby anomalie – na przykład stare groby. Może warto zająć się tą sprawą?








