Aborcja ekonomiczna
- czwartek, 10, styczeń 2013 09:06
- Andrzej Pilipiuk
Jak podaje Fronda w UE z powodu kryzysu ludzie rezygnują z posiadania potomstwa. Spadek dzietności szacuje się na ok 200 tyś. Niestety pociąga to też za sobą najgorsze możliwe „wybory” - drastycznie wzrosła liczba aborcji.
W Polsce jest nie lepiej – dzietność spadła ostatnio drastycznie osiągając wyniki kuriozalnie niskie… Mówi się już o wyniku rzędu 1,49 dziecka na kobietę. Z drugiej strony – trudno ludziom się dziwić. Kryzysu w krajach starej unii czy nawet w Grecji nie da się porównać z czarną dziurą, w której nasz kraj tkwi od co najmniej 1939-tego. Masa par z trudem żyje od pierwszego do pierwszego, wielu ludzi nie posiada żadnych oszczędności, a bezrobocie oficjalnie wynoszące 14% jest w rzeczywistości znacznie wyższe.
Na to nakłada się fatalna struktura własnościowa – bardzo wiele małżeństw musi wynajmować mieszkania inne borykają się z koniecznością płacenia horrendalnie wysokich kredytów. Fatalna jest struktura zarobków – z jednej pensji nie sposób utrzymać żony i dzieci. Wiele kobiet boi się że wraz z zajściem w ciąże stracą pracę a po odchowaniu dziecka nie będą miały gdzie wrócić. Sytuację ratowało by zatrudnianie ich „u siebie” - w niewielkich firmach rodzinnych – ale tych nigdy nie było u nas wiele a istniejące skutkiem ździerstwa fiskalnego i kryzysu masowo padają…
Śp. Andrzej Lepper już ok 2001 roku nazwał tę sytuację „aborcją ekonomiczną”. Od tamtej pory zmieniło się niewiele.
Zastanawia mnie od lat jak wyglądałby sytuacja w Polsce gdyby poziom życia był porównywalny ze starymi krajami UE. Jeśli uświadomimy sobie że w Anglii Polki rodzą niemal najwięcej dzieci spośród wszystkich mniejszości zamieszkujących Wyspy – wnioski są raczej jednoznaczne!







