O wyzysku
- niedziela, 06, styczeń 2013 23:53
- Andrzej Pilipiuk
W teorii kapitalizmu wyzysk nie istnieje, jako czynnik zewnętrzny - jest decyzją pracownika. Siedzisz i kalkulujesz czy ci się opłaca tyrać. Możesz pracować albo nie pracować. Jednemu się opłaca tyrać za taką stawkę innemu nie. Jak ktoś pracuje w sklepie za rogiem może mu się ta praca kalkulować bardziej niż gdyby musiał dojeżdżać do roboty dwie godziny w jedną stronę. Jeśli stawka nikogo nie zadowala to potencjalny wyzyskiwacz musi ją podnieść.
Tyle teorii. W teorii wszystko wygląda pięknie. Oczywiście w praktyce trzeba uwzględnić:
a) sztucznie utrzymywane wysokie bezrobocie które zmusza ludzi do pracy za psie pieniądze.
b) bezrobocie strukturalne - jak w regionie jest niewiele roboty to trzeba łapać co tylko się da i znosić wszelkie humory szefa.
c) "łamistrajków" czyli idiotów którzy godzą się na dziadowskie stawki (i np. odbijają sobie "straty" wynosząc z firmy wszystko co nie jest trwale przybite gwoździami...)
d) matołów którzy potulnie godzą się na wszystko bo nie mają jaj by uwiecznić polecenia szefa za pomocą kamerki wbudowanej w długopis, albo zrobić kierownikowi "psikusa" i z kibla zadzwonić anonimowo do państwowej inspekcji pracy ;)
*
Podobnie jest zresztą z tym legendarnym molestowaniem seksualnym. Po pierwsze zaczepiana dziewczyna powinna publicznie wytrzaskać zaczepiającego po gębie. Jakby dostał w ryj od trzeciej pod rząd to by się zastanowił. Po drugie zaczepiający powinien się liczyć z tym że gdy wyjdzie z roboty będą już na niego przed bramą czekali bracia kuzyni i przyjaciele zaczepionej. A potem no cóż mordoplastyka i kilka lat na polubienie swojej nowej twarzy… Po trzecie zestaw "mały michnik" i odpowiednia sędzina feministka pragnąca odreagować własne urazy. I znów w praktyce nie zawsze jest to oczywiste – będą dziewczyny które się na takie traktowanie zgodzą, byle utrzymać robotę lub w nadziei (zazwyczaj bezpodstawnej) na awans, czy podwyżkę…
A poza tym, życie jest proste. Tylko oduczyliśmy się używać wobec chamstwa nahajki...








