Kara śmierci
- piątek, 12, wrzesień 2014 13:52
- Andrzej Pilipiuk
Mój felieton sprzed lat...
*
Kara śmierci.
Kara śmierci nadal wykonywana w wielu krajach postrzegana jest obecnie głównie jako sposób na oczyszczenie społeczeństwa z najbardziej zdegenerowanych jednostek. Egzekucje wykonuje się na wielokrotnych mordercach, w niektórych kulturach podlegają jej także gwałciciele. Katechizm kościoła katolickiego dopuszcza stosowanie kary śmierci – zastrzegając jednak że wykonywać ją należy gdy nie ma innych sposobów trwałego odizolowania kryminalisty, nie rokuje on szans na poprawę, a wina została udowodniona w sposób nie budzący wątpliwości.
Wielu ludzi postrzega karę śmierci jako swego rodzaju przywrócenie równowagi. Ktoś kto drastycznie łamie zasady współżycia społecznego zostaje równie drastycznie ukarany. Główne przesłanie wielu filozofów, etyków i duchownych jest takie: kara śmierci nie jest odwetem społeczeństwa, musimy ją czasem zaaprobować i wyrok wykonać by dany człowiek więcej nie mógł popełnić podobnych czynów. W dodatku karę śmierci tam gdzie jest ona jeszcze dopuszczalna wykonuje się nieomal w ukryciu – skazańcowi w ostatniej drodze towarzyszy jedynie garstka ludzi. Sędzia lub prokurator, kilku policjantów, oraz kat. Zazwyczaj w egzekucji bierze też udział adwokat który nie zdołał podsądnego wybronić, oraz na życzenie osoba duchowna. Nawet w Chinach odchodzi się od dawnej praktyki publicznego wykonywania wyroków.
Warto zdać sobie sprawę że ta racjonalizacja i utajnienie wykonania wyroku to kompletne odwrócenie dawnego podejścia do spraw sądzenia i wymierzania kary. Przed wiekami skazaniec stawał na szafocie publicznie. Miejsca kaźni urządzano na rynku lub poza murami miasta. Niekiedy były to budowle całkiem okazałe – na przykład na Śląsku do dziś dzień istnieją ruiny specjalnych baszt szubienicznych. Towarzyszył mu tłum ludzi. Egzekucje organizowano z reguły publicznie. Miały wymiar dydaktyczny. Pokazywały że władza strzeże społeczności przed złoczyńcami. Jeśli przestępca zginął podczas pościgu przywożono do miasta jego ciało i wystawiano na widok publiczny. Niekiedy zwłoki okaleczano lub w inny sposób znieważano. Potencjalnych rzezimieszków odstraszać miał nie tylko sam widok śmierci kolegów po fachu, ale też świadomość że w razie schwytania umierać będą w pohańbieniu na oczach swoich krzewnych i znajomych. Część widzów przychodziła na egzekucje z ciekawości – cóż ludzie nie mieli wówczas telewizji a makabra fascynowała zawsze… Wielu przyprowadzało dzieci by pokazać im do czego prowadzi życie w grzechu i występku. W tłumie byli też tacy których gnała przemożna chęć zamoczenia chustki we krwi skazańca lub zdobycia kawałka stryczka na którym go powieszono. Przedmioty te uchodziły za bardzo potężne amulety. Niekiedy korzystał na tym kat – czyniąc sobie z handlu takimi rzeczami dodatkowe źródełko dochodu. Na ciała skazanych czekali z niecierpliwością medycy. Zwłoki przestępców były bowiem jedynymi które zezwalano poddawać sekcji.
Kaźń odbywała się wedle skomplikowanego rytuału. W wiekach dawniejszych wyrok obejmował ni tylko ścięci lub powieszenie ale także liczne tortury towarzyszące. Kat nim ostatecznie pozbawił złoczyńcę życia wcześniej odcinał mu różne części ciała, miażdżył stawy, łamał kości, piętnował rozpalonym żelazem. Michałowi Piekarskiemu który dokonał zamachu na króla Zygmunta III Wazę wciśnięto w dłoń rozpalony do czerwoności czekan który uniósł na monarchę, następnie tę dłoń odrąbano. Był to wstęp do dalszych bestialskich tortur, które zakończyły się rozerwaniem skazańca przez cztery konie… Dla nas te rytuały wydają się czystym barbarzyństwem. Tymczasem paradoksalnie idea która przyświecała sędziom wydającym nieludzkie wyroki była szlachetna.
Wedle nauk kościoła katolickiego po śmierci dusze trafiają do czyśćca. W uproszczeniu, jest to specyficzny stan w którym ludzie już zbawieni muszą przez jakiś czas pokutować. Oczyszczają duszę. Ponoszą karę za złe uczynki których nie zdążyli naprawić za życia. Także sama kara śmierci miała wymiar teologiczny. W zasadzie wszystkie systemy prawne różnych ludów i cywilizacji zgodne były co do jednej żelaznej zasady: Nikogo nie wolno karać dwukrotnie. Sędziowie skazując złoczyńcę na okrutne męki na swój sposób szachowali trybunały sądu ostatecznego. Ukarany tutaj, w doczesności, nie zabierał już swoich win na tamten świat. Niestety mało który podsądny doceniał ten fakt…
Gdy słyszymy słowo „Inkwizycja” z miejsca jawi nam się kobieta oskarżona o czary płonąca na wielkim stosie. Taki obraz wykreowany został przez dziesiątki głupich książek i filmów. Umberto Eco za soim „Imieniem Róży” ponosi tu sporą część winy. Rzeczywistość dochodzeń inkwizycyjnych była zdecydowanie mniej malownicza. Przede wszystkim procesy o czary stanowiły znikomy ułamek spraw. Trybunały kościelne, zwłaszcza te hiszpańskie, znacznie więcej roboty miały ścigając heretyków, bluźnierców oraz zakamuflowanych wyznawców islamu i judaizmu. Także stosy w krajach katolickich rozpalano znacznie rzadziej niż się powszechnie sądzi. Nawet bardzo nieżyczliwi kościołowi historycy sowieccy szacowali ogólną liczbę spalonych heretyków na pięć tysięcy w ciągu pięciuset lat istnienia tej instytucji.
Z reguły za pierwszym razem gdy udowodniono winę nakładano na podsądnego grzywnę i pokutę kościelną. Dopiero gdy kilkakrotnie pochwycono go na tym samym przestępstwie organizowano auto da fe – przy czym bywało że na widok naszykowanych polan najzatwardzialsi odstępcy doznawali jednak przypływu skruchy i z egzekucji ostatecznie rezygnowano. Stos przewidziany był jedynie dla kompletnie beznadziejnych przypadków, najbardziej zatwardziałych grzeszników hardo odrzucających wszelkie propozycje pojednania z Bogiem i kościołem…
Czarna legenda inkwizycji nijak się ma do wyczynów trybunałów protestanckich które tylko w Niemczech spaliły za czary około 50 tyś kobiet, a Żydów tępiły z taką zaciekłością że w całej Skandynawii nie ocalał ani jeden…
Skąd jednak narodził się pomysł palenia ludzi żywcem i czemu służyły tak potworne widowiska? Podobnie jak w przypadku sądów świeckich celem nadrzędnym było zbawienie podsądnego. U zarania chrześcijaństwa wierzono powszechnie w oczyszczającą moc ognia. Praktyki przeprowadzania obcych pomiędzy ogniskami praktykowali zarówno starożytni mieszkańcy Izraela jak i liczne ludy pogańskie. Dlatego też inkwizycja czerpiąc pospołu z tradycji żydowskich i antycznych stosowała swoisty „chrzest przez ogień” ciało opanowane przez złe duchy oddawano na pastwę płomieni by oczyszczona dusza mogła swobodnie ulecieć – prosto do nieba. Zatem inkwizytorzy paląc opornych grzeszników na stosach czynili to dla ich dobra…
Dziś zwolennicy przywrócenia kary śmierci podkreślają trzy jej aspekty: po pierwsze skutecznie odstrasza bandytów. Wszędzie gdzie ją przywracano liczba morderstw szybko zaczynała spadać. Po drugie uwalnia społeczeństwo od konieczności dożywotniego pilnowania i utrzymywania bandziorów. Po trzecie nie ma ryzyka że degenerat ucieknie lub zostanie wypuszczony i znowu zacznie mordować… Przytacza się też argument że jest to kara odpowiadająca społecznemu poczuciu sprawiedliwości. Całkowicie pomija się aspekt przywracania równowagi metafizycznej. Laicyzacja i ateizacja społeczeństwa połączona z rozbujałym humanizmem sprawiły też że kara śmierci całkowicie zatraciła swój wymiar duchowy…






