Z opowieści dziadków
- wtorek, 14, styczeń 2014 05:45
- Andrzej Pilipiuk
W Wojsławicach przed wojną było pięciu lichwiarzy. Gmina była ściśle podzielona na strefy wpływów. Nie wchodzili sobie w drogę – nie dało się pożyczyć u jednego by spłacić drugiego. Lichwiarze mieli swój wywiad – doskonale wiedzieli komu oprosiła się świnia, kto spodziewa się źrebak, a komu grad wytłukł owoce w sadzie. Z jednej strony byli pasożytami, a drugiej byli potrzebni – pożyczki udzielili każdemu o każdej porze dnia i nocy. Na poczet należności zajmowali cielaka jeszcze w krowie, jabłka w postaci zalążków, zboże jeszcze zielone na polu. Więcej o ich metodach windykacji nie napiszę bo posądzicie mnie o antysemityzm.






