Jeszcze o społeczeństwie
- wtorek, 31, grudzień 2013 09:46
- Andrzej Pilipiuk
jeszcze jeden wyimek...
*
1) Mamy cholerny wielopiętrowy kryzys więzi rodzinnych. Kryzys ten spowodowany jest przynajmniej częściowo tym że w dawnych czasach opłacało się utrzymywać kontakty nawet z dalekimi krewnymi a obecnie ten imperatyw znacznie osłabł. Podobnie z kryzysem więzi społecznych - ludzie przestają sobie wzajemnie pomagać, migają się też od prac na rzecz wspólnoty - bo przekonani są że skoro państwo ich obdarło podatkami i powołało instytucje pomocowe to oni są zwolnieni.
2) druga przyczyna to szczupłość i nieliczność rodzin - co jest jedną z przyczyn masy rozmaitych patologii. Dzieci latają samopas bo brakuje starszej/młodszej siostry, brata kuzynki, niezamęznej ciotki etc. która mogłaby się nimi w wolnej chwili zająć. W razie poślizgu finansowego biegnie się do lichwiarzy po chwilówkę zamiast poprosić kuzyna o pół worka kartofli...
Dla odmiany jesli ktoś ma małe dzieci staje przed problemem co robić z ubrankami z których wyrosły. Wyrzucić szkoda. Można za grosze opchnąć na allegro, można oddać na zbiórkę odzieży używanej - ale lepiej przecież byłoby przekazać krewnym...
3) docelowy model "komórki społecznej" powinien składać się z obojga rodziców prowadzących wspólne gospodarstwo domowe, pozostających w legalnym związku zarejestrowanym celem uzyskania ułatwień prawnych, oraz ich dzieci biologicznych lub adoptowanych.
Najlepiej dyby kobiet była zwolniona z ekonomicznej konieczności pracy zarobkowej i mogła spokojnie zając się domem i dziećmi - ale na to nie ma dziś szans...
4) Po prostu taki model sprawdził się przez ostatnie kilkanaście tysięcy lat.
5) modele alternatywne oparte na poligamii sprawdzają się w warunkach gdy facet mający wiele kobiet nie ma konkurencji ze strony facetów dla których "nie starczyło". Zachodzi to w warunkach .
a) wysokiej śmiertelności mężczyzn (kultura zbieracko łowiecka, Indianie etc)
b) sztucznej eliminacji mężczyzn poprzez:
-kastrację (starożytny bliski wschód oraz u chińczyków i muzułmanów)
-wyniszczanie nadwyżek poprzez regularne wyprawy wojenne (muzułmanie)
-wyganianie młodych mężczyzn ze wspólnoty (mormoni)
-cenzus majątkowy umożliwiający mężczyźnie ożenek
Być może da się to też osiągnąć przez promocję masowego homoseksualizmu, lub masowej prostytucji ale tego nikt jeszcze chyba nie próbował.
6) w normalnym społeczeństwie opartym na rodzinach typu patriarchalnego kandydatów się prześwietlało. Cwany gołodupiec nie miał praktycznie szans uwiedzenia paniki z dobrego domu, bo nie bywał w tych miejscach gdzie one. Chłopi szewcy etc też córek pilnowali a rękę miewali ciężką, zaś sądy w sprawach o obronę czci niewieściej były dość pobłażliwe - jak ojciec rozwalił łeb uwodzicielowi córki - nie robiono z tego wielkiej sprawy.
Żeby zdobyć dziewczynę spoza swojej klasy trzeba się było wykazać czymś szczególnym a i wśród swoich nie było lekko.
7) W dawnych czasach facet porzucający rodzinę był społecznie napiętnowany. Tracił wiarygodność. Tracił pozycję społeczną i towarzyską. Dodatkowo dowalał mu kościół zabraniając ponownego ożenku i dostępu do sakramentów. Często dostawał wpier... od krewnych kobiety, albo był przez nich likwidowany. W swojej grupie uwodziciel był spalony. Oczywiście miał szansę zaciągnąć do łóżka jakąś idiotkę - ale to musiał zmienić środowisko, dobrze zatrzeć ślady albo musiała to być prawdziwa idiotka...
W zasadzie jedynym poważnym problemem byli bogaci libertyni - ale ten nowotwór toczył warstwy wyższe.
Obecne czasy to świat postawiony na głowie.
1) Państwo udzielając pomocy różnym warstwom faworyzuje nie rodziny o modelu docelowym tylko ich całkowite przeciwieństwo. Największym benficjentem państwowej pomocy będzie "samotna" kobieta z kilkorgiem dzieci. Ważne żeby ojciec biologiczny był "nieznany" albo kompletnie nieuchwytny, lub niewypłacalny - bo wtedy alimenty dostaje się od państwa - z funduszu alimentacyjnego.
2) w zasadzie nie istnieje rozróżnienie prawne wdów (znajdujących się w sytuacji niezawinionej, godnych szacunku i pomocy) od rozrywkowych panienek bzykających się po krzakach z kim popadnie.
Dziecko wdowy ma o tyle lepiej że jest szansa na rentę po ojcu - ale są i tu jakieś ograniczenia.
3) wspieranie modelu patologicznego skutkuje dalszym rozwojem patologii. np. gdyby państwo każdemu komu spali się dom dawało nowy to ludzie by stare domy masowo podpalali.
Za komuny gdy stosunkowo łatwo było uzyskać rentę i była w wielu przypadkach niewiele niższa niż normalna płaca zdarzały się samookaleczenia. Na pocz lat 90-tych ludzie rzucali robotę i szli na zasiłki bo bezrobocia nikt się jeszcze nie bał, a zasiłek to było 3/4 płacy. Zwyciężała kalkulacja: "za "różnicę" - 200 tyś miesięcznie nie będę robił, skoro kumple leżą przed TV na zasiłkach...".
Dziś nawet przy niewydolności socjału w Polsce trwanie w dziwnych związkach nieformalnych jest po prostu bardziej opłacalne niż normalne małżeństwo. Legalizacja związku oznacza utratę statusu świętej krowy i masy różnych "konfitur".
4) wspólne rozliczanie się samotnej matki z dzieckiem też w pewien sposób faworyzuje model rodziny niepełnej.
(LPR postulował rodzinę jako kolektyw podatkowy - wspólne rozliczanie się wszystkich co faworyzowałoby rodziny liczne, a nie należące do marginesu społecznego, tylko takie których członkowie podejmowaliby pracę)(dało by to dodatkowy impuls rozrodczy inteligencji)
5) Dzieci samotnych matek mają ułatwiony dostęp do przedszkoli. Tym samym nieuczciwie konkurują o miejsca z dziećmi z rodzin normalnych. Ponieważ w obecnym systemie praca zarobkowa kobiet jest smutna koniecznością tym samym związki nieformalne uzyskują przewagę ekonomiczną nad związkami zalegalizowanymi!
*
I jeszcze jedna storna medalu. Jeśli mamy pewność pomocy instytucji państwa zwalniamy się ze znacznej części odpowiedzialności.
mieszkanie komunalne? po (----) remont, zawali się - będą musieli dać nowe.
wylali z roboty za notoryczne spóźnianie się? Spoko będzie zasiłek, a dla dzieci zapomoga.
rozłożyło się nogi przed byle śmieciem i w efekcie jest dziecko? nie pozwolili wyskrobać to niech teraz bulą...
Wetknąłem w robocie rękę gdzie nie trzeba? Będzie renta o tyle lepsza od płacy że już jej nie zabiorą... (a może coś się na czarno jeszcze dorobi).
*
Dlatego powtórzę: faworyzowanie samotnych matek powoduje po prostu że będzie ich coraz więcej.
Wyjścia?
Po pierwsze - opieka rodziny. Wyżywienie dodatkowego dziecka nie powinno być problemem. Zapewnienie kobiecie kilku miesięcy utrzymania w okresie okołoporodowym - też nie. Starczy że 20 krewniaków zrzuci się po stówaku, podrzuci walizę ubranek i łóżeczko po starszym dziecku... Krewni płci męskiej w tym czasie dopadają uciekiniera i robią mu mordoplastykę po której wraca mu świadomość społeczna i nie neguje więcej konieczności finansowania potrzeb potomstwa...
Po drugie - w razie niewydolności ekonomiczno-społecznej krewnych - no cóż nasze drogie feministki mają tu pole do popisu... Opieka prawna, ustalenie ojcostwa, ekipa prawniczek-killerek robiąca z faceta mokrą plamę przed sadem, zaprzyjaźniona (cóż takie realia...) sędzina-kobieta, ściągnięcie gnoja o alimenty, zapewnienie dziecku miejsca w żłobku prowadzonym przez ligę kobiet, a kobiecie pracy w feminoprzyjaznej firmie...
Czemu społeczeństwo ma płacić za błędy lampucerek lub rozrywkowy tryb życia podwórkowych libertynów? Sama świadomość że w razie czego nie będzie łatwego chleba sporo panienek ostudzi. Zaczną trochę myśleć zanim wpuszczą do łóżka faceta. I nie będzie to myślenie tylko o antykoncepcji - choć od tego pewnie zaczną.
Ludzie muszą nauczyć się odpowiedzialności za siebie i przypomnieć sobie po co są więzi rodzinne i społeczne. To robota na 2-3 pokolenia.







