O krasoludkach

                Gdy chodziłem do przedszkola dzieci odwiedzał rzecz jasna święty Mikołaj. Choć był to schyłek rządów Edwarda Szczodrego i początek mrocznej epoki Wojciecha Ślepaka Mikołaj był czysto moherowy – miał pastorał i mitrę biskupią. Dopiero na jednym z ostatnich zdjęć mam „santaklausa” w czerwonej czapce z pomponem.

                W czasach gdy chodziłem do podstawówki gdzieś około roku 1982-go najwyraźniej wkroczyliśmy w kolejną pięciolatkę antyreligijną bo w teatrze Baj przy ul Jagiellońskiej zaczęto grać przedstawienie pt. „Największy Krasnal”. Fabuła? No cóż. Była sobie rodzina krasnoludków a jeden synek o imieniu Mikołaj jadł coraz więcej i więcej aż urósł wielki jak normalny człowiek i żeby znaleźć sobie jakąś pożyteczną robotę zabrał się za roznoszenie dzieciom prezentów… Nie wiem który wydział ubecji zlecił stworzenie tego dzieła - ale intencje zleceniodawcy i autorów są dziś aż nazbyt czytelne. 

                Swoja drogą grano tam też niegłupie przedstawienie „antyrasistowskie” pt. „Niebieski piesek” – o psiaku który urodził się niebieskiego koloru i skutkiem nietypowego umaszczenia był szykanowany przez normalne psy… Co ciekawe w przeciwieństwie do ateistycznej szmiry o krasnoludkach przygody psiaka nadal są wystawiane.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/