O potrzebie bloków
- piątek, 09, sierpień 2013 22:40
- Andrzej Pilipiuk
Miliony naszych rodaków żyją w betonowych klitkach na blokowiskach, lub w mieszkaniach starych czynszówek. System premiuje postawę wyrobniczą. Rano praca lub szkoła. Po południu i wieczorem leż człowieku przed TV. Ciasnota lub brak mieszkań ogranicza ich plany prokreacyjne. Ciasnota mieszkań zagraconych przypadkowymi sprzętami sprawia że de facto nawet ze znajomymi lepiej umówić się w kawiarni. Ciasnota ogranicza możliwości poprawienia swojego losu. Nie założy się warsztatu żeby sobie różne rzeczy dłubać bo piwnice i balkony za małe. Utrudnia realizację hobby. Nie uwędzi się własnych wędlin bo straż miejska pogoni z trawnika. Uniemożliwia samorealizację – rozstawienie sztalug w ciasnym mieszkaniu często jest szalonym problemem…
Oczywiście desperaci nie poddadzą się łatwo. Widziałem śliczny intarsjowany stolik zrobiony przez inwalidę żyjącego w kawalerce. Słyszałem o pełnomorskim jachcie pospawanym „po godzinach” z blach w ogródku działkowym na obrzeżach osiedla. Sam uprawiam swój zawód korzystając z ok metra kwadratowego powierzchni. Ale to niepotrzebny marsz pod górę.
A przecież wystarczyłby stary projekt PiS o uwłaszczeniu działkowców i ten drugi o odrolnieniu gruntów w obrębi miast. Wystarczyłoby ułatwić procedury budowlane i znieść kilka głupich podatków. Niestety. Bloki są dla władzy szalenie wygodne. Po pierwsze kupa miejsc pracy dla kolesiów w zarządach spółdzielni. Po drugie ogromne możliwości swobodnego drenowania kieszeni żyjących tam niewolników. Po trzecie łatwo wygasić bunty – wystarczy wyłączyć prąd i ogrzewanie, zakręcić gaz i wodę… A jesień może być politycznie gorąca.







