O ubraniach
- poniedziałek, 05, sierpień 2013 09:01
- Andrzej Pilipiuk
Sięgam po kolejny numer Gazety Polskiej – jeszcze jeden zagraniczny ekspert wypowiada się na temat Smoleńska. Jemu też trajektoria podchodzenia do lądowania i rozkawałkowanie wraku kompletnie nie pasują do siebie ani do innych katastrof z udziałem podobnych samolotów.
Problem w tym że podobnych artykułów było już sporo. To że Ruscy kłamią, to że ukrywają część istotnych okoliczności, to że „nasi” ich kryją a oni kryją „naszych” – jest jasne i oczywiste dla każdego i od dawna. Ale nie zbliża nas to do prawdy.
De facto gdyby nawet coś się zmieniło i sprawą zajęła się międzynarodowa komisja śledcza, na skutek kompletniej niefrasobliwości lub (otwartej zdrady) większość dowodów została bezpowrotnie utracona.
Wrak samolotu został w znacznej części rozkradziony. To co pozostało jest wypucowane na wysoki połysk. Nikt z naszych nie zadbał o pobranie bezpośrednio po tragedii próbek do badań. Dziś de facto nie wiemy czy np. fotele leżące pod wiatą pochodzą z rządowego Tupolewa. Ruscy mieli 3 lata żeby je podmienić. Mieli też czas by rozpylać na nich dowolne chemikalia.
Zwłoki ofiar umyto w Moskwie, zapakowano do trumien i pogrzebano. W Polsce nie zostały zbadane, ekshumacje potwierdziły jedynie że mimo identyfikacji pozamieniano trumny. Po trzech latach niewiele da się powiedzieć. Tkanki miękkie uległy rozkładowi. Nie zbadamy już oparzeń skóry, stanu płuc, siatkówek oka, błony bębenkowej i dziesiątków innych wrażliwych tkanek w których zapisać mógł się wybuch. Niektóre ciała skremowano. Spopielono też ok 200 kg szczątków przysłanych z Rosji. (choć min. Kopacz zapewniała że każdy fragment przebadano genetycznie…). Można jeszcze wykonać niektóre analizy fizykochemiczne – ale i z tym kuso.
Miejsce tragedii przeorano, ścięto drzewa, teren splantowano. Część obszaru została przebadana przez polskich archeologów ale wyniki ich badań i pozyskane artefakty pozostają do dyspozycji prokuratury rosyjskiej. Nie pobrano próbek bezpośrednio po tragedii.
Wszelkie rejestratory przebywają od tak dawna w Rosji że można było zrobić z nimi absolutnie wszystko.
Pozostają ubrania i rzeczy osobiste ofiar. Jedyny dowód pochodzący z wrakowiska. Dowód mocny.Na tych tkaninach jest wszystko. Absolutnie wszystko. Jeśli doszło do wybuchu na pokładzie noszą ślady opalenia, przejścia fali termicznej, przejścia fali uderzeniowej, rozcięcia od lecących odłamków, rozerwania od przeciążeń. Ubrania te leżały wiele godzin w Smoleńskim błocie pod gołym niebem. Jeśli rozpylono sztuczną mgłę to zawiesina godzinami opadała na tkaniny. Ubrania wydano rodzinom. W Moskwie nalegano wprawdzie by je spalić ale w wielu przypadkach nie uzyskano zgody. Część spalono w Polsce w raczej podejrzanych okolicznościach. Mimo to jest tego na kilogramy.
Dla zespołu p.Maciarewicza ich przebadanie to absolutna podstawa wszelkich prac. To jednocześnie najlepszy i jedyny dostępny dla analiz wiarygodny materiał. Wyniki tych badań to trudny do podważenia dowód na zamach. Mimo to komisja milczy a wątek badań rzeczy ofiar nigdy nie był podejmowany. Dlaczego?
Możliwości są dwie:
- Niczego nie znaleziono, tragedia była zwykłym wypadkiem lotniczym, a PiS-owcy mają paranoję albo łżą. (daj Boże… )
- Wyniki są – ale bomba ta ma wybuchnąć przed wyborami by na zawsze zmieść tuska i jego bandę w polityczny niebyt.
Boję jednak że w wariancie drugim może dojść do katastrofy która uniemożliwi wykorzystanie zdobytych danych. Strona rządowa to może są łajdacy, ale na pewno nie idioci. Wiedzą jakie dane można było pozyskać. Zapewne wiedzą też jakie pozyskano. Lech Kaczyński popełnił śmiertelną pomyłkę nie publikując w porę tajnego aneksu do raportu o likwidacji WSI. Boję się powtórzenia tego wariantu. Wrogowie p. Macierewicza wiedzą co on wie, lub co może wiedzieć. A ręce mają długie.








