Skutki wojny

Fragment felietonu dla miesięcznika "Czwarty Wymiar"

 

                W okresie międzywojennym moje rodzinne Wojsławice był poważnym ośrodkiem handlowym. W osadzie żyło około dwa tysiące żydów i to w ich rękach skupiał się prawie cały handel oraz znaczna część produkcji rzemieślniczej. W Rynku funkcjonowało około setki sklepów, sklepików i warsztatów. /.../. 

                To wszystko zmiotła wojna. Zostały budynki. Zostały narzędzia. W piekarni zostały pożydowskie piece i zakwas. Koło garbarni w beczkach w solanką moczyły się skóry. Chrześcijanie obu wyznań za zgodą niemców zajęli opustoszałe domy, sklepy i warsztaty. I nagle okazało się że większości interesów nie da się już wskrzesić. /.../ Bułki pieczone w tej samej piekarni nagle straciły smak – dawny żydowski piekarz dodawał czegoś do ciasta. Niestety sekret dodatku zabrał ze sobą do grobu. Stary żyd specjalista od suszenia owoców „na lasach” przepadł gdzieś w piekle Treblinki. Masa dzieciaków podglądała go co roku przy pracy. Pozostały w sadach doły w których palił ogień. Pozostały ruszty z leszczynowych żerdek. Ale sekretem był dym, drewno którego używał do wędzenia śliwek. /.../ Było to pierwsze zderzenie z nową rzeczywistością – zabrakło ludzi którzy pewne rzeczy umieli. Wojsławice nigdy już nie odzyskały przedwojennego znaczenia. /.../

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/