o czytaniu
- niedziela, 01, listopad 2020 13:48
- Andrzej Pilipiuk
Pod koniec lat 80-ych czytałem dzieła Lenina. Po co? Bo chciałem zrozumieć jak działa świat który widzę za oknem i jak powstał ten ustrój.
To było to popularne dwutomowe wdanie - nawet gdzieś w piwnicy jeszcze leży. z definitywnego przejrzałem tomy 7-8-9 w którymś jest ten słynny artykuł o solidarności robotniczej. Do tego historię WKP(b). Pisało kilku ghostwriterów pod wodzą stalina. Zasadniczo ciekawiły mnie aspekty historyczne - choć przeczuwałem że dostaję wersję mocno zakłamaną...
miałem w ręku śliczne wydanie konstytucji ZSRR - czerwoną czcionką drukowane... ;)
Marksa tak dokładnie przestudiowałem pierwszy tom i teorie o wartości dodatkowej. Bełkot kosmiczny co wrednie wykorzystałem pisząc "upiora w ruderze" by się ponabijać z młodego partyjnego ćwoka.
"Mein kampf" Hitera - czytałe w L.O. - to wydanie z pocz, lat 90-tych - ono jest okrojone. Chyba lepiej gadał niż pisał. Mnie w każdym razie ta lektura nijak nie zafrapowała o znaziolenu nie wspominając ;) za to na końcu w aneksie był program społeczno gospodarczy NSDAP - i to każdy powinien przeczytać a potem wyjrzeć za okno z kierunku Brukseli...
Od strony precyzji wypowiedzi wygrywa Lenin. Widać było że chciał aby każdy ćwok z grubsza kapował o co biega.
Marks jest pisany straszliwym bełkotem - kolo nawymyślał masę własnych definicji - że to niby on taki mądry...
u Hitlera ciekawe było tylko jak wspominał swoją młodość. zdanie w którym jechał po swoich belfrach nawet przepisałem do kalendarza ;
Ergo: marks i jego najwierniejsi uczniowie lenin i hitler.
czytałem też wybór pism Kim-ir-sena - po 50 stronach całkowicie przekonał mnie że każdy powinien mieć "ducze" - tyko nie wyjaśnił co zacz... (chodzi o godność i świadomość człowieka pracy)
Generalnie te lektury g... mi dały bo świata nie zrozumiałem - ale zacząłem dostrzegać okruchy "mądrości" TYCH "wodzów" rozsiane tu i ówdzie...







