o czytaniu

Pod koniec lat 80-ych czytałem dzieła Lenina. Po co? Bo chciałem zrozumieć jak działa świat który widzę za oknem i jak powstał ten ustrój.

 

To było to popularne dwutomowe wdanie - nawet gdzieś w piwnicy jeszcze leży. z definitywnego przejrzałem tomy 7-8-9 w którymś jest ten słynny artykuł o solidarności robotniczej. Do tego historię WKP(b). Pisało kilku ghostwriterów pod wodzą stalina. Zasadniczo ciekawiły mnie aspekty historyczne - choć przeczuwałem że dostaję wersję mocno zakłamaną...

 

miałem w ręku śliczne wydanie konstytucji ZSRR - czerwoną czcionką drukowane... ;)

 

Marksa tak dokładnie przestudiowałem pierwszy tom i teorie o wartości dodatkowej. Bełkot kosmiczny co wrednie wykorzystałem pisząc "upiora w ruderze" by się ponabijać z młodego partyjnego ćwoka.

 

"Mein kampf" Hitera - czytałe w L.O. - to wydanie z pocz, lat 90-tych - ono jest okrojone. Chyba lepiej gadał niż pisał. Mnie w każdym razie ta lektura nijak nie zafrapowała o znaziolenu nie wspominając ;) za to na końcu w aneksie był program społeczno gospodarczy NSDAP - i to każdy powinien przeczytać a potem wyjrzeć za okno z kierunku Brukseli...

 

Od strony precyzji wypowiedzi wygrywa Lenin. Widać było że chciał aby każdy ćwok z grubsza kapował o co biega.

 

Marks jest pisany straszliwym bełkotem - kolo nawymyślał masę własnych definicji - że to niby on taki mądry...

 

u Hitlera ciekawe było tylko jak wspominał swoją młodość. zdanie w którym jechał po swoich belfrach nawet przepisałem do kalendarza ;

 

Ergo: marks i jego najwierniejsi uczniowie lenin i hitler.

czytałem też wybór pism Kim-ir-sena - po 50 stronach całkowicie przekonał mnie że każdy powinien mieć "ducze" - tyko nie wyjaśnił co zacz... (chodzi o godność i świadomość człowieka pracy)

Generalnie te lektury g... mi dały bo świata nie zrozumiałem - ale zacząłem dostrzegać okruchy "mądrości" TYCH "wodzów" rozsiane tu i ówdzie...

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/