z kuźni
- czwartek, 20, sierpień 2020 15:10
- Andrzej Pilipiuk
Chmury szły od wschodu, znad Wenecji. Morze szybko pokryło się ostrą falą. Deszcz uderzył w szyby. Błyski piorunów co sekundę wydobywały z mroku nieziemski widok. Obie stanęły przy oknie i z zapartym tchem podziwiały przerażającą walkę żywiołów. Nagle serce w piersi Malwiny uderzyło szczególnie mocno, aż do bólu. Zaschło jej w ustach. Wśród szalejących bałwanów sunęła czarna gondola. Gondolier stojący na dziobie miał na twarzy starą lekarska maskę z dziobem. Wiatr rozwiewał poły jego płaszcza. Chciała oderwać wzrok, ale nie mogła. A potem błysnęło ponownie, ale nic już nie dostrzegła. Pioruny biły teraz trochę rzadziej. Na parapecie zebrała się niewielka kałuża wody. Widocznie stara framuga była nieszczelna.
-Mam dość – starsza z dziewcząt z trudem zapanowała nad drżeniem głosu.
Usiadła na łóżku. Czuła że żołądek zacisnął jej się z przerażenia w supeł.
-To dziwne… Przez chwilę wydawało mi się że tam wśród fal płynie łódka… - bąknęła Ola siadając obok. – Ale przecież mówiłaś ze nikt nie wypływa w taką pogodę.
Malwina poczuła jak wszystkie włoski na jej ciele stają dęba.
Ona też to widziała – zrozumiała. – Ma rację: Nikt nie żegluje podczas takiej pogody… To musiał być przewoźnik dusz, mroczna istota ze starych weneckich legend… Gdy pojawia się płynąc swoją czarną cmentarną gondolą ktoś niebawem umrze…
-Boję się – szepnęła mała. – Piekielna pogoda… Jesienny sztorm. Jak z tego zaginionego rękopisu…
Malwina objęła rozdygotaną dziewczynkę i narzuciła ich ramiona kocem.
-Szkoda że nie mamy najlichszej choćby świeczki… Bez tego jest tak strasznie. Nie bałam się tak od czasu bombardowań Warszawy… - młodsza zakładniczka trzęsła się jak w febrze. - I jeszcze ta dziwna łódka, jak ze snu. Gondola ale jakby większa niż te które wożą turystów. I z daszkiem. Dziwna. Kto niby chciałby żeglować w taką pogodę!? – myśl wracała. - Nie, to było tylko przywidzenie…
-Tak myślisz?
- No przecież. Widziałam coś jakby mężczyznę w łopoczącym czarnym płaszczu z dziobem zamiast twarzy. Skoro płaszcz łopotał rozwiewany wiatrem to by znaczyło że wieje od przodu a gondola przecież nie może płynąc pod wiatr… Zwłaszcza że szalał orkan. No i płaszcz przecież momentalnie by przemókł od wody, a mokry by nie łopotał. I jak niby ktoś mógłby stać na mokrych dechach przy takiej fali? Ciemność i gra cieni płatają różne figle.
-Opowiadają… - Starsza z dziewcząt chciała przytoczyć starą legendę ale w porę ugryzła się w język.
/fragment tekstu "Jesienny Sztorm" - do XII zbioru bezjakubowych/








