o kapitulacji
- sobota, 02, maj 2020 08:36
- Andrzej Pilipiuk
Dwa wyiki z dyskusji.
Rzeczywistość polityczna to gra wielkich interesów. Wzburzone fale wielkiej polityki kołyszą naszymi małymi łódkami a czasem wzburzone sztormy nas zatapiają...
Owszem uprawiam zawód niszowy. Jednocześnie jest to zawód w którym poziom dochodów jest niezwykle wrażliwy na cykle koniunktury: ergo: jak ludzie mają pieniądze to żyje mi się ciut lepiej, a jak u nich robi się cienko to i się robi w szybkim tempie znacząco gorzej.
Z mojego punktu widzenia rządy lewicy kościółkowej z PiS pozwalają coś zarobić, coś odłożyć, coś stworzyć. Gdzieś pojechać i coś zobaczyć.
teraz dwa zastrzeżenia:
1) Oczywiście gdyby pojawił się ktoś lepszy, gospodarka stanęła by na nogi mocniej, Polacy zarabialiby więcej i mi byłoby lepiej. Tego kogoś po prostu nie ma i na razie się nie zanosi. (sorry Krowin, sorry Kukiz...).
2) To nie jest PiS z roku 2005-tego. To nie jest PiS z roku 2010. To nie jest PiS z roku 2015. Lata wojny z PO spowodowały erozję ideologiczną, olanie znacznej części żelaznego elektoratu na rzecz podbieranie PO elektoratu centrum. W efekcie nastąpiła konwergencja - PiS od PO różni się obecnie głównie personalnie, standardy uprawiania polityki coraz bardziej zbliżone a twarde różnice ideologiczne zacierają się.
*
Rządy PiS są dalekie od mojej wizji fajnego państwa (a zbieram cięgi jakbym był etatowym członkiem PiS albo i głównym ideologiem "kaczystów".). Wyjaśniałem jakie są moje oczekiwania, jakiej wizji kraju bym chciał etc.
Problem widzę w tym że kontestacja kaczyzmu nie wydaje mi się poparta głębszymi przemyśleniami - w każdym razie z przytoczonych argumentów nieliczne do mnie trafiają.
*
Aha - mam generalnie w nosie ile lat ma wiceminister. Płeć kota Jarosława mi wisi. Partię oceniam nie po kształcie okularów premiera tylko po tym czy mogę bezpiecznie chodzić do swoim mieście oraz czy moi czytelnicy mają zarobki wystarczające na zakup moich książek.
*
W ostatnich wyborach pomimo postępującej erozji ideologicznej i mimo olania postulatów prawego skrzydła elektoratu kolejny raz poparłem PiS. Zrobiłem to w znacznym stopniu jako elektorat negatywny głównej konkurencji.
Dlaczego nie lubię PO? bo gdy są u koryta fale które robią nadmiernie huśtają moją łódką.
Za PO książki sprzedawały się marnie, zabrano mi jedyną ulgę podatkową (50% kosztów uzyskania), wprowadzono vat na książki co zdemolowało rynek, na koniec zajumano mi kasę z OFE, kobietom z rodziny groziło że popracują 7 lat dłużej bo podnoszono wiek emerytalny. W zapowiedziach był podatek katastralny...
Za PiS książki sprzedają się lepiej, ulgę oddali, wiek emerytalny wrócił do normy. (vatu na książki rzecz jasna nie znieśli - dopiero teraz jest szansa w ramach tarczy antykryzysowej, zajumanej kasy z OFE nie oddali, co więcej kombinują jak zajumać resztę...)
wybór dla mnie był w miarę prosty - "mądrość etapu" nakazywała mi poprzeć siłę która odsunie od władzy tych którzy mi szkodzą. Chyba mnie rozumiecie?
Skoro Wam szkodzi PiS - rozumiem że szukacie siły która odsunie PiS. To NORMALNE. To jest taka wojna - wy strzelacie, my strzelamy nie ma się o co obrażać ;)
Prosiłbym tylko o świadomość w głosowaniu. Przestudiowanie programów. O audyt działań. co robili gdy byli u koryta. Co robią co deklarują że zrobią... Wybieramy mniejsze zło. Chodzi o to by faktycznie wybrać mniejsze zło a nie większe zło...
***
Widzę to tak:
od co najmniej 1939 roku w zasadzie wszystkie rządy były mniej i bardziej opresyjne. Czasem bywało lżej po debilu Gomółce przyszedł Gierek i popuścił śrubę... Czasem bywało ciężej po Gierku przyszedł zbrodniczy trep Jaruzel (niezwykłe cechy pozytywne: przeklinał rzadko, pił niewiele, nie miał parcia na szkło więc się nie kompromitował i w ogóle nie palił petów).
Lata po przepoczwarzeniu się komuny też bywały różne.
Nieudacznicy z AWS.
Po nich SLD z 20% bezrobociem.
Pierwszy Kaczyzm - dla mnie złote lata... (szkoda że tylko dwa).
8 lat PO-muny.
Nowy Kaczyzm - gorszy niż pierwszy ale lepszy niż inne opcje.
(dla mnie lepszy)
Niezależnie kto rządził władza była złem (nadal jest). mniejszym lub większym złem.
Nadal nie możesz na swojej ziemi wykopać studni, wyciąć drzewa, postawić domu - bez papierka ze zgodą urzędasa...
Na każdym kroku słyszysz że czegoś nie wolno.
*
Sięgając w głąb: zetknęliście się z pewnością z pojęciem ekonomicznym: "Akumulacja pierwotna kapitału". Człowiek pracuje, ciuła, z czasem ma trochę kasy i coś z nią robi. Potem następuje koncentracja kapitału: zbiera się 20 ciułaczy składają kasę na kupę i robią z nią coś konkretnego. np spółkę i fabrykę...
Do wprowadzenia progu wyborczego była możliwa akumulacja siły politycznej. Powstawała partyjka zdobywała 1,5% głosów, wprowadzała posłów którzy mądrze gadali - mogła zyskać. Wprowadziła głupków - traciła. Zbierało się dużo małych partyjek o zbliżonych programach lub zbliżonych planach - powstawała siła polityczna jak AWS czy SLD.
Te procesy już nie zachodzą. Można założyć partię polityczną - ale nie na zasadzie drobnego ciułania okruchów władzy. trzeba milionów złotych struktur w województwach, dziesiątków lokali wynajętych lub lepiej własnych...
*
Chcesz działać w polityce? Coś robić dla społeczeństwa albo swojej grupy zawodowej? Możesz znaleźć zwolenników i zostać radnym.
Koniec.
By działać na dużą skalę trzeba się przyłączyć do partii - molochów. Przyłączyć się - to zaakceptować ich program. Ewentualnie wtopić 10 lat w pracę w strukturach by zyskać pozycję i zaplecze umożliwiające wpływ na program partii...
*
w 1994 roku wszedł próg wyboczy. 20% głosów oddano na małe partie. Te które nie przebiły się. nie wprowadziły posłów.
W kolejnych wyborach - frekwencja była niższa o 20%. Przypadek? Nie sądzę...
*
Ergo: własnej partii nie założę - bo musiałbym mieć na to ze 20 milionów zł.
(a nie chcę prosić o kasę szemranych biznesmenów którym potem trzeba by się odwdzięczyć).
Wstępując np. do PiS musiałbym zaakceptować program i znaleźć sobie pole działania - by robić to co chcę zrobić dla ludzi i mojego środowiska, z jednoczesną możliwością wykorzystania partii jako źródła siły... zapewne też przedrzeć się przez partyjne sitwy i koterie. Jakbym się bardzo starał i pokazał się jako lojalny wobec kierownictwa i dobry organizator może trafiłbym w wyborach na listę kandydatów. Albo nie.
Przywykłem mówić otwarcie co sądzę więc raczej by mnie wypieprzyli niż wysłali do parlamentu :twisted:
Kuso.
*
jeszcze z innej strony - media. By partia mogła funkcjonować trzeba ludziom o niej opowiedzieć.
hitler czy trocki robili to osobiście - w knajpach, potem gdy zabrakło miejsca na placach... hitler doszedł do etapu stadionów
w XIX wieku by robić rewolucję wystarczyła ulotka z powielacza, gazetka 4 strony...
dziś? trzeba mieć co najmniej ogólnopolski tygodnik, portal internetowy, kanały w mediach społecznościowych, najlepiej własną telewizję, dziennikarzy których się kupi, postraszy, albo przekona...
*
Na polityka się nie wykierowałem - choć miewam dobre pomysły.
Demokracja się nie sprawdza - bo de facto nie mamy demokracji tylko rodzaj oligarchii. Pole walki dużych graczy zabezpieczonych mediami, majątkiem, nieruchomościami, posiadających kadry i budowany latami elektorat.
Czasem pojawia się koleś znikąd i jakiś czas robi dym... Ale moim zdaniem tacy "politycy" jak Biedroń czy Zandberg de facto nie istnieją. Wyszukano ich kupiono i zatrudniono do odegrania roli. Za nimi stoją sponsorzy i treserzy.
*
Każde wybory są naszą przegraną. Wybierając konkretne ugrupowanie negocjujemy warunki kapitulacji - mniej lub bardziej znośne.








