wyimek z dyskusji
- piątek, 03, kwiecień 2020 13:30
- Andrzej Pilipiuk
Rządy PiS to czas pewnej bylejakości - powinni zrobić bardzo wiele rzeczy - robią to i owo, zazwyczaj na pół gwizdka, często nie do końca. Albo chcą dobrze, a wychodzi jak zwykle. Ale w porównaniu z czasami PO-muny to jest zmiana na lepsze.
Gdy patrzę na stan konta - to jest to ewidentna zmiana na lepsze. Dlatego trochę ich lubię.
I zdecydowanie nie lubię tuska że o lewicy nie wspomnę...
W obecnej rozgrywce - kibicuję PiS-owi - z braku jakiejkolwiek alternatywy. (nawet nie piszę "sensownej alternatywy") A co nam da powrót PO do władzy? NIC. Co zabierze? Odnoszę wrażenie że sporo - te cała kidawa jeszcze nie wygrała, a już chce znów podnosić wiek emerytalny. ![]()
Standardem przyszłych rządów PO jest marszałek grodzki - 41 oskarżeń o łapówkarswo + wycieczka na narty w objęcia epidemii.
Wstyd...
*
Duda? Moim zdaniem zostaje. Niezależnie kiedy zrobią wybory. Po pierwsze nie ma żadnej konkurencji. Kolejny kandydaci opozycji to obciach, żenada albo groteska. Nie mają ludzi sensownych a przy tym rozpoznawalnych. Smutne tylko że i po "prawej" stronie nie widać żadnego potencjalnego następcy.
Duda ładnie wygląda, gada w miarę sensownie, (a nawet potrafi bez tłumacza po zagranicznemu). Umie się zachować (tzw. protokół dyplomatyczny). To dobry prezydent na czasy syte i spokojne. W obecnych sprawdza się tak na 3-
Kontrkandydaci przylufili już na etapie egzaminów wstępnych.
*
Epidemia? potrwa. Na pewno dłużej niż do maja...
Czy PiS ogarnia temat? Byle jak, na pół gwizdka, ale coś tam ogarniają. Trochę. Znów - palcem można pokazać co należałoby zrobić ale na co się nie zdecydowali. Zapewne w obawie przed mediami.
Pewnie gdyby u władzy byli tamci skala katastrofy byłby o wiele większa za to tvn by piał z zachwytu... ![]()
*
Demokracja? To za oknem to jest g... a nie de demokracja. Próg wyborczy wycina wszystkie mniejsze środowiska. W wyborach w 1995-tym 20% głosów oddano na partie które progu nie przeskoczyły - ergo 1/5 społeczeństwa została pozbawiona reprezentacji. W kolejnych wyborach frekwencja była o 20% niższa. Przypadek? Nie sądzę...
Frekwencja wynosi ok. 50% to oznacza że połowa Polaków albo ma w d... kto nimi rządzi, albo nie wierzy w ten ustrój, albo nie wierzy w możliwość jakichkolwiek zmian. Ci co chodzą na wybory to niestety bardzo często matoły...
*
Osobiście uważam że demokracja w Polsce się kompletnie nie sprawdza. Jestem zwolennikiem oświeconej dyktatury. Problem widzę w kompletnym braku sensownego kandydata na tego dyktatora.
***
Jestem monarchistą. Bez mrugnięcia okiem przehandluję zbędne mi prawo głosu w zamian za sensowną władzę wydającą sensowne rozkazy.
Brałem udział w wyborach - najpierw głosowałem na tych którzy wydawali się sensowni - ale nie mieli szans rządzić.
Potem głosowałem jako elektorat negatywny - na mniejsze zło, by nie rządziły określone gremia...
W zasadzie tylko w 2005 roku głosując na PiS miałem jakieś większe nadzieje. Nawet się spełniły bo lata 2005-2007 do dziś wspominam z łezką w oku. I młody byłem i kasa płynęła... Tylko że poszła ewolucja - to już zupełnie inny PiS niż wtedy a nawet zupełnie inny niż w 2015-tym.
*
W robocie mam rozkazy i wyznaczony kierunek działań. Jak w monarchii. Nie biorę udziału w wyborach szefa czy księgowego. Ja wykonuję rozkazy oni mi płacą. Proste.
*
Dyktatura - no cóż - czasem bywają z nią problemy.
hitler - w III Rzeszy było całkiem fajnie na początku. Wczasy pracownicze dla ludu, tanie kredyty osiedleńcze, pomoc zimowa, całkowita likwidacja bezrobocia, autostrady, tanie auto "dla ludu". Od strony artystycznej - figuratywizm w rzeźbie mi odpowiada znacznie bardziej niż socrealizm i współczesne pomysły. A Żydów mało kto lubił. (tu trzeba sobie postawić paskudne pytanie czy gdyby dziś żyli w Polsce i stanowili np. 30% ludności czy my byśmy ich lubili). Potem było coraz gorzej. Likwidacja ruchów skautowych i wchłonięcie ich przez hitlerjugend (przynależność do HJ była obowiązkowa!)(była na allegro bardzo ciekawa klamra do pasa z lilijką skautowską i swastyką z okresu gdy ruch skautowski jeszcze istniał ale już w państwie nazistowskim). Potem coraz gorzej się tam żyło i paskudniej władza postępowała z ludźmi np. sterylizacja osobników niepewnych rasowo (np wzrost poniżej 160 cm i mogłeś oberwać nożykiem po jajkach...), kartki na mięso, program T4. Wreszcie wojna zakończona stosami trupów, utratą ogromnych połaci heimatu i demolką reszty kraju...
mussolini - bardzo fajne projekty społeczne, wzrost płac i poprawa warunków pracy, zanik bezrobocia, ogromny rozwój techniki w dziedzinie AGD i środków transportu, rozkwit kultury. Bardo duży nacisk szedł na szkolnictwo, dofinansowano szkoły i belfrów, bardzo dbano o edukację młodzieży. Na archeologię szły gigantyczne pieniądze - sporo tego co dziś pokazują zostało wówczas odkopane lub zakonserwowane. Żydów się nie czepiano. Tylko potem zaczęły się niekończące się wojny z licznymi klęskami i katastrofami. A gdyby nie wplątał się w wojny? Jak wyglądałby kraj faszystowski po np. 70 latach niezakłóconego rozwoju? Czytałem przedwojenne reportaże z faszystowskich Włoch - generalnie trzeba mieć sporo rozumu i wyrobienia politycznego by wyszukać luki w sielankowym obrazie i odrzucić taką wizję państwa.
przykłady bardziej pozytywne? (albo mniej negatywne?)
generał Franco w Hiszpanii - komuchów wytłukł, wygnał a tych co się nie dali zatłuc albo wygnać zapakował do obozów koncentracyjnych. (potem były amnestie). Nie lubił też gejów. (a kto ich lubił?). Ale w czasie wojny trzymał się z boku - nie tłukł się z sąsiadami, nie szukał kolonii za morzem. Poziomem życia Hiszpania nie odbiegała wiele od innych krajów EWG. A granice były otwarte - nie podoba się to won. Dyktatura frankistowska mi się ni podoba. Wprawdzie popieram tępienie komuchów ale nie zapominajmy - po wojnie franco udzielił azylu licznym hitlerowcom - w tym poszukiwanym zbrodniarzom.
to symptomatyczne - słusznie piętnuje się Watykan za pomoc nazistom w uciecze "zapominając" o tym ilu wyjechało z Europy na hiszpańskich paszportach a już kompletnym tematem tabu jest zaciąg ss-manów w tym poszukiwanych zbrodniarzy wojennych do francuskiej legii cudzoziemskiej.
generał Pinochet - komuchów wytłukł lub uciekli (nie tak dużo wytłukł kilkanaście tyś) gdy oddawał władzę przeciętne zarobki były dwukrotnie wyższe niż w sąsiednich krajach, poziom życia znacznie wyższy. W Chile były autostrady i były auta żeby po autostradach sobie pojeździć.
Czang-Kali-Szek - przegrał z komuchami na kontynencie ale zdołał ewakuować swoją armię i masę cywilów na Tajwan. Skok gospodarczy za jego rządów był gigantyczny. Nie dał się zastraszyć komunistom - zbudował potęgę gospodarczą i militarną - czerwoni nie zaryzykowali desantu na wyspę. Oczywiście nie wszystko było różowo - rdzenni Tajwańczycy po exodusie Chińczyków umykających przed Mao stali się mniejszością na własnej wyspie.
Wszystkie 3 kraje właśnie pod rządami dyktatorów przeszły drogę od malowniczej nędzy do względnego dobrobytu. W dodatku na Tajwanie zachowało się sporo z chińskiej tradycji i kultury co na kontynencie zmietli komuniści...
Późniejsza demokratyzacja życia w Hiszpanii i Chile przyniosła recydywę socjalizmu...
*
Nasza władza nie ogarnia epidemii - wczorajszy skok zachorowań do bodaj 392 pokazuje to niestety czarno na białym... Przegrywamy.
Spóźnione działania, niewystarczające środki. Widzę brak odwagi do zdecydowanych działań. Czy jest częściowo spowodowany obawą przed opinią opozycji i UE?








