Legenda
- czwartek, 19, marzec 2020 04:48
- Andrzej Pilipiuk
Czterej bracia siedzieli przy stole i popijali bimber na miodzie. Popatrywali przy tym smutno przez okno gdzie pierwsza trawa porastała niedawno usypany kurhan.
-Ja wezmę miecz ojca i pójdę na zachód – rzekł Lech.
-Ja wezmę tatową włócznię i pójdę na południe – rzekł Czech.
-Ja wezmę jego maczugę i pójdę na wschód – zadecydował Rus.
-Szerokiej drogi frajerzy. Ja biorę tylko siekierę i pług. Ale zostaję tutaj – rzekł najmłodszy z braci noszący imię Wojsław.
Starsi bracia wstali jeszcze przed świtem, odziali się, uściskali najmłodszego i powędrowali daleko, daleko. Z czasem każdy z nich założył własne państwo. Zostali książętami. Spadły na nich rozliczne obowiązki. Musieli podbijać nowe ziemie, odpierać najazdy Wikingów i Awarów, drzeć podatki, dusić nałożnice w swych haremach, wprowadzać biurokrację i urbanizację, wytyczać szlaki handlowe… Bywało pod koniec znojonego dnia padali bez czucia na swe książęce łoża by przed świtem zerwać się i wypełniwszy obowiązki dynastyczne od razu, bez śniadania nawet, gnać do wypełniania obowiązków panstwowotwórczych..
A ten najmłodszy ale zarazem najmądrzejszy został spokojnie w domu. Żył wolny od trosk i zmatwień które niesie szeroki świat i światowe życie. A w wolnych chwilach, których miał do wypęku, założył Wojsławice.







