o chęci życia

https://kobieta.interia.pl/dziecko/news-dlaczego-dziecko-nie-chce-zyc,nId,4339680?parametr=zobacz_takze

Dlaczego ludziom odechciewa się żyć?

Przyczyn jest kilka ale główne to samotność, konieczność bytowania wśród kretynów, bezmyślna agresja otoczenia, patologiczne układy rodzinne, brak możliwości zmiany swojego losu, niemożność realizacji planów i marzeń... Często także bezrobocie, nędza i brak możliwości wyrwania się z niej. Trafiają się też choroby, przewlekłe, okaleczające, ograniczające możliwości…

Czasem spada na człowieka sytuacja gdy coś długo i kosztem wyrzeczeń budowano i nagle nieskończone jeszcze dzieło wali się w gruzy. A czasem frustracja gdy nikt nie daje nam szansy – przysłowiowych pięciu minut w czasie których moglibyśmy pokazać co jesteśmy warci. 

Ludzie mają różną odporność psychiczną. Czasem tłuką się jak szklanki od pierwszego uderzenia. Czasem rozsypują powoli jak erodujący głaz… Czasem bywa i tak że kolejnego, relatywnie niewielkiego ciężaru już nie są w stanie udźwignąć…

Czemu mi odechciewało się żyć?

Po pierwsze dla tego że musiałem chodzić do szkoły – marnej szkoły gdzie funkcjonowałem w otoczeniu mocno zdemoralizowanej dzieciarni z kiepskiej dzielnicy. Ciężko budzić się co rano ze świadomością że trzeba iść do miejsca przepełniającego człowieka wstrętem, odrazą i starachem. 

Po drugie dla tego że zdawałem sobie sprawę z istnienia innych krajów, wręcz innych światów – a wyjazd za granicę był niemożliwy. Nie było szans by choć kawałek z opisanych w książkach cudów zobaczyć na własne oczy… cięzko ptrzyć na mapę z dobijającą świadomością że nigdy nie będzie nam dane zobaczyć tych miejsc...

Po trzecie dla tego że nie bardzo miałem z kim pogadać o rzeczach które mnie interesowały. Zwłaszcza brakowało mi w otoczeniu jakiejś fajnej dziewczyny… Nie miałem wśród rówieśników nikogo kto byłby dla mnie autorytetem, źródłem inspiracji, ale też oparcia... Nie byo nikogo o kilka lat starszego kto mógłby to i owo podpowiedzieć... 

Po czwarte przyszłość też rysowała się raczej szaro. Przez kilka lat byłem pewien że jedynym wyjściem jest emigracja. W PRL-u nie było praktycznie żadnych szans by się czegoś dorobić. Jako tako funkcjonowali ludzie dysponujący masą spadkową z czasów II RP. ci którzy mieli dom po dziadkach, kawałek ziemi pod miastem (i nie została ona skonfiskowana). Dorobienie się czegoś "od zera" było trudne nawet dla partjniaków i ubeków. Miałem sporo żalu do Rodziców że nie podjęli nigdy próby wyjazdu na zachód… 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/