Jubileusz

http://jubileusz.ps-po.pl

O.Knabit skończył 90 lat. 

„Ojciec się nic nie zmienił” – słyszę często. A mnie podkusiło kiedyś, by zebrać dawne zdjęcia i zrobić taką panoramę pod tytułem: „człowiek nie pochodzi od małpy”. Dzisiaj widać, że jednak coś się zmieniło, zwłaszcza w stosunku do fotografii z roku 1939. Ale, co ciekawe, wciąż mam świadomość, że jestem ten sam JA. Kiedy do każdego zdjęcia dołączam jakieś wspomnienia: harcerstwo, liceum, kapłaństwo, zakon – wciąż jestem ten sam ja, odpowiedzialny za swoje czyny, pamiętający sukcesy, ale też i upadki.

 

Czytam te słowa. Dumam. Mam 45 lat. Jestem w połowie tej drogi. Oceniam siebie. I dochodzę do zupełnie odmiennych wniosków. Jestem dziś kimś zupełnie innym niż gdy miałem 12-15-20-25 lat. 

Mając 12-13 lat byłem niewolnikiem i czułem się niewolnikiem. Porównywałem moje życie w siermiężnym syfiastym kraju rządzonym przez juntę jaruzela - z życiem moich rówieśników w krajach wolnego świata... Fakt że nie chodzę głodny i bomby nie spadają na głowę był marną pociechą. Byłem nadwrażliwym dzieciakiem żyjącym wśród rówieśników - troglodytów. Uciekjącym przed opresyjnością świata w książki i marzenia. Stale uciekającym.   

Mając 15-18 lat miałem wrażenie straszliwego chaosu - niosła mnie rzeka wydarzeń, nie panowałem nad nimi, nie panowałem nad własnym życiem. Co gorsza - miałem całkowitą pewność że lata w liceum to lata jałowe i stracone. Uczyłem się rzeczy nudnych i zbędnych. Znosiłem poniżenia ze strony belferstwa. Poświęcałem swoje dzisiaj w imię jutra - potrzebowałem matury by iść na wymarzone studia. Poświęciłem za dużo. A poniekąd zostałem oszukany przez system. Uciekałm w książki, marzenia, ratowało mnie pisanie... Pisanie też było ucieczką - w dodatku też było poświęceniem teraźniejszości dla przyszłości. Problem w tym że pisać musiałem się dopiero nauczyć a nie było od kogo. Źle dobrałem priorytety pisarskie. Źle oceniłem jakość tego co piszę.   

Mając 19-20 lat byłem skopanym przez rzeczywistość przestraszonym młodym człowiekiem, który bał się przyszłości, który miał świadomość zepchnięcia na jakiś margines. Obok powstawały fortuny, nie miałem pomysłu jak włączyć się w wir twórczej pracy i życia. Miałem też świadomość ze na moje pokolenie nie czeka już nic. Że wszystkiego trzeba bdzie się dobić zębami i pazurami, a ja nie mam nawet tych zębów i pazurów. Byłm nikim i miałem świadomość że jestem nikim. I nie miałem pomysłu jak się wyrwać. Pisałem. Liceum wypaliło ze mnie zainteresowania, wpędziło w chrobę nerwową. Zabiło poczucie własnej wartości. To wszystko musiałem mozolnie obudowywać.  

Mając 21-26 lat publikowałem opowiadania, potem książki - kontynuację "Pana Samochodzika". Miałem troszkę własnych pieniędzy, miałem w pewnym sensie pracę, po dekadzie samotności znalazłem sobie sensowną dziewczynę. Nadal szarpałem się z rzeczywistością. Zarabiałem grosze - ot tyle by kupić sobie książkę, by uciułać na wycieczkę za Bałtyk. Mojej oryginalnej prozy nikt nie chciał. Leczyłem depresję ciężkimi psychotropami. Uciekałem. Ciągle uciekałem w książki, w marzenia, w pisanie...Ale przynajmniej widziałem już jakieś perspektywy. Po długiej zimie czułem w powietrzu zapach wiosny.  

Pierwsze ćwierćwiecze życia to strach przed rzeczywistością, nienawiść do opresyjnego świata, nienawiść do samego siebie, nerwy, depresje, autoagresja. Szukanie szczelin w murach, mocowanie się z życiem. I co chwila zwątpienie - przychodzące, nakrywające jak fala.     

*

Jestem kimś innym. Chyba nawet jestem kimś lepszym niż tamten zahukany przerażony dzieciak szukający po omacku swojej drogi. Stała praca. Dochody zabezpieczające byt. Rodzina. Jestem w mojej branży cenionym fachowcem ze środkowej półki. Spokojniejszym wewnętrznie. Poukładanym. Przestałem się szarpać, przestałem się spieszyć. Planuję, realizuję. Gdy dostanę od rzeczywistści w łeb wstaję z błota otrzepuję ubranie i idę dalej.

Nie mam już wrażenia że wszyscy wokoło są moimi wrogami. Inna rzecz że w tej chwili sam dobieram sobie towarzystwo w którym się obracam. Patrzę i szukam w ludziach dobra. W tych którzy próbują na mnie szczekać widzę raczej małość, niedostatki intelektualne i skarlenie duszy a nie zło jako takie.  

*

Uratowało mnie pisanie. Uratowało mnie to że na przekór wszystkiemu wierzyłem w swoje gwiazdy.

Uratował mnie ośli upór by robić swoje niezależnie od wszystkiego.

Uratowały mnie książki - cudze myśli przelane na papier otwierające przedemną inne lepsze światy.

Uratowała mnie ambicja - przmożna chęć nadupczenia światu.

Uratowała mnie przekora, chęć pokazania "słowiańskiego gestu pokoju pojedania" (tzw. "faka") - wszytkim tym który mnie skreślili, spóścili ze schodów albo skpali i podeptali. 

*

Wygrałem.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/