Na gorąco z targów książki

                Tegoroczne targi książki urządzono na tzw. stadionie narodowym. Obiekt wygląda po prostu paskudnie. Nie wiem na co poszły te 2 miliardy złotych – wszędzie pyszni się nagi szary beton. Schody faktycznie dobre nie są – drgają pod krokami. Murawy na płycie nie było, pewnie znowu wymieniają, za to dach zasunięto – mimo ładnej pogody. Krzesełka z jakiejś dermy – w dwu kolorach nie tworzących zrozumiałego porządku kolorystycznego. Obiekt paskudny. Ogromna ilość pustych niewykorzystanych przestrzeni – trochę jak w Tetrze Wielkim. Ale lepiej że targi odbywają się tu niż w Pałacu Kultury. Choć też duszno – ale za to luźniej.

                Spacerując przede wszystkim żałowałem czasów gdy stadion tętnił życiem jako gigantyczne targowisko. W najlepszych latach jak obliczano z handlu w tym miejscu żyło ćwierć miliona ludzi – sprzedawców, hurtowników, krawców i szwaczek produkujących „na stadion”. (w tym moi przyjaciele). Ogromna masa ubrań płynęła stąd na wschód… Na koronie można było kupić wszelakie różności – np. mumio, militaria, narzędzia, rosyjskie diamentowe freziki dentystyczne (znakomite). (oraz oczywiście szereg towarów nielegalnych…). Tak czy inaczej jakaś epoka za nami.

                Przeszedłem się najpierw po części komiksowej. Towaru niby sporo ale jakoś nic szczególnie ciekawego nie wypatrzyłem. Znalazłem komiks tłumaczony z ukraińskiego, o kozakach. Historia miałka strasznie, ale przynajmniej jest chociaż jeden… Kupiłem sobie też zeszycik im memoriam Janusz Christa. Zabawny - choć poziom prac bardzo różny.

                Pospacerowałem po koronie – obszedłem cały pierścień dwukrotnie. (podobno kilometr obwodu). Nic szczególnie ciekawego. Rzucał się w oczy praktycznie brak gości zagranicznych. Z Rosji nie przyjechał chyba nikt – wystawiały się tylko księgarnie rosyjskojęzyczne. Z Ukrainy – jeden wystawca – kompletnie nic ciekawego w ofercie… Byli Australijczycy i Węgrzy. Stoisko wydawnictwa Taschen – strasznie rozczarowujące. Wydawców katolickich – skromniutka ilość. Podobnie mało wydawnictw dla dzieci. Z młodzieżowych wystawiały się „Siedmioróg” – skromniuchno i „Literatura” – ciut lepiej, oraz Akapitpres – ale też jak by pół gwizdka. Te dwa pierwsze swego czasu odrzuciły moje maszynopisy… Nic jakoś szczególnie nie przykuło mojej uwagi.

                Na stoisku wydawnictw UMCS opracowanie o księgach pamięci spisanych przez żydów z Lubelszczyzny. Autorzy olali totalnie Wojsławice - nasze „najbardziej żydowskie miasteczko”. Nie wspomnieli o nim nawet w indeksie!

                Lansowała się jako celebrytka Monika jaruzelska. Zaskoczyło mnie zarówno że ktoś ją zaprosił jak i kolejna do niej. Było w tym coś głęboko niesmacznego. Dopieszczono miłośników lewactwa – krytyka polityczna i michnikoidy mieli swoje stoiska. Ci pierwsi sprzedawali jakieś dzieła po złotówce, do tych drugich była nawet skromna kolejka. Straszyły portrety edelmana i kapuścińskiego reklamujące wznowienia ich załganych książek. Gęba hitlera straszyła z okładki książki poświęconej Wiedniowi w czasach gdy fuhrer był początkującym artystą. Było i coś dla normalnych odwrotnie. Z oferty nacjonalistyczno-idiotycznej eksponowano antyupowskie – czy może raczej antyukraińskie wypociny edwarda prusa. Kto to ustawił obok dzieł Dmowskiego!? Nasza pseudoendecja kompletnie się już pogubiła.

                Kolejka po moje autografy spora – ale i tu widziałem kryzys. Podpisałem trochę egzemplarzy „Wampira z MO” ale ludzie przynosili głównie wcześniej wydane książki, niekiedy wydania sprzed kilku lat. Ludzie jednak sporo pytali o dalsze plany trzeba się sprężać. Spotkałem kilkoro znajomych. Był p.Kazdepke, p.Kosikowie, J.Grzędowicz i M.L.Kossakowska. Już przy wyjściu minąłem się z J.Piekarą. Przebiegłem jeszcze przez stoiska w drodze na nagranie. Ale nic już nie wpadło w oko.

                Zabrakło w tym wszystkim odrobiny radości - atmosfery wielkiego czytelniczego święta. Kryzys widać już chyba na całego… Żal…

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/