tygrysy ofiarą zielonych czubów
- poniedziałek, 16, wrzesień 2019 19:16
- Andrzej Pilipiuk
W Tajlandii niedaleko Bangkoku leżała sobie buddyjska świątynia w której mnisi hodowali tygrysy. Mieli ich 147 sztuk. Świątynia żyła z turystów. Przybywali stadami zrobić sobie fotki z tygrysami które były zupełnie oswojone. Tygrysów przybywało - korzystając z cieplarnianych warunków rozmnażały się. Świątynia łamała tym samym prawo – albowiem rozród tych zwierząt jest kontrolowany.
Oczywiście wszelakiej maści zieloni dostawali piany na ustach i wreszcie doprowadzili do kontroli. W jej wyniku okazało się że mnisi poza ciągnięciem zysków z turystyki handlowali pokątnie skórami i kośćmi zwierząt, znaleziono też w zamrażarce ciała tygrysiątek które zdechły wkrótce po urodzeniu. Nałożono sankcje, mnisi próbowali kontynuować hodowlę…
Wreszcie zielone pajace doprowadziły do tego że odebrano zakonnikom wszystkie zwierzęta. Rozwieziono je po różnych ośrodkach. Nie przewidziano że tygrysy ze stada przez setki lat izolowanego od innych zwierząt tego gatunku nie będą posiadały wykształconych przeciwciał. W szybkim tempie padła połowa „uratowanych”.
WNIOSEK?
EKOLOGIĄ NIECH SIĘ ZAJMUJĄ EKOLODZY Z TYTUŁMI NAUKOWYMI - NIE DEBILE - ETUZJAŚCI








