Marząc o księżniczkach
- poniedziałek, 06, maj 2013 02:16
- Andrzej Pilipiuk
Obejrzałem sobie film „John Carter” – ekranizację „Księżniczki Marsa” Edgar Rice Burroughsa. Zrobiona niezwykle widowiskowo, ale faktycznie muszę zgodzić się z czytanymi kiedyś recenzjami – jakby nie wszystko do końca „zagrało”. Może gdyby scenografia „marsjańska” poszła bardziej w kierunku steampunka? Urządzenia techniczne wyglądają jakoś tak właśnie nazbyt technicznie. Nazbyt nowocześnie? Nazbyt ziemsko?
Księżniczka kompleeeeeetnie moim zdaniem nie trafiona. Może gdyby obsadzili w tej roli trochę młodszą dziewczynę? A może blondynkę? (Obejrzałem trajler innej ekranizacji „Princess of Mars” z 2009-tego. Tam dali księżniczkę blondynkę, za to główny bohater z gębą nader paskudną i też mi nie pasuje). Kobitka gra dobrze, wygląda w porządku, w sam raz na księżniczkę, wojowniczkę i naukowca w jednym – ale czegoś jakby brakuje. A gdyby dali rezolutną 16-latkę która lepiej by wyglądała w roli ofiary zaaranżowanego małżeństwa z odwiecznym wrogiem jej miasta? Nie wiem. Może zresztą niepotrzebnie się czepiam – to pewnie po prostu zderzenie młodzieńczych wyobrażeń z wizją reżysera.
Od strony fabuły na ile pamiętam pierwowzór są zmiany. Trzeba przyznać – zakończenie świetnie przerobili i podkręcili – tu jestem wręcz oczarowany elegancją i prostotą zamknięcia wątków!








