Komunizm - choroba nieuleczalna...

                Jakoś znowu bezsenność wzięła… Podczytałem sobie świeże nabytki – po trochu z każdej książki. „Stroma ściana” doprowadza mnie do rozstroju nerwowego. Zacząłem od drugiej części – pierwszą jeszcze pamiętam. Przeczytałem kawałek i nabrałem ochoty mordować komunistów. Wybić czerwoną swołocz do nogi, żeby nigdy więcej się nie odrodzili… Swoją drogą autorka to ciężka nieuleczalna idiotka – po wszystkim co ukochana partia jej zrobiła (śledztwo, aresztowanie męża, dzieci w domu dziecka, ciężkie więzienie zamienione na 18 lat łagru…) wystarczył koniec wyroku, odwilż polityczna, rehabilitacja i kretynka zaraz złożyła podanie o przywrócenie członkostwa w KPZR… 

                Podczytałem „Chrinia” – tu już spokojniej. Na razie kawałek o przetaczaniu się frontu. Wspomnienia strasznie chaotycznie spisane – „Zima w bunkrze” to w porównaniu z tą sieczką niemal literatura piękna. Nabrał wprawy widocznie – te wspomnienia są wcześniejsze, wyrobił się w międzyczasie literacko. Obraz który się wyłania jest chyba dość prawdziwy – podkradanie spluw niemcom, walka z sowietami na zasadzie chaotycznej szarpaniny. Obecności Polaków w bieszczadzkich wioskach raczy prawie nie zauważać. Zobaczymy jak dalej. Tylko nie wiem kiedy do tego siądę.

                Przypomina mi się mimowolnie ukraiński film „wiśniowe noce” – scena starcia jednostki NKWD z oddziałem UPA. Enkawudyści w drelichowych mundurach i kiżowych buciorach, wyglądający jakby ich kto przeżuł i wypluł, a z drugiej strony oberwańcy w brudnych półkożuszkach… Książka i film podobnie smutno - realistyczne.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/