Odczucia rodzica

Strajk nauczycieli trwa już tydzień i potrwa jeszcze – zapewne do świąt, a może i dłużej. Obserwuję po sobie (w szkole syna strajkują…). Przez pierwsze 2-3 dni miałem jeszcze w stosunku do belferstwa trochę empatii. Generalnie jako człowiek życzliwy uważam że każdy kto ciężko pracuje powinien godziwie zarabiać. Zdawałem sobie sprawę że na barykady prowadzi ich jakiś KODziarz – ale widziałem w życiu wielu naprawdę sensownych ludzi którzy dali się ogłupić i zmanipulować…

Podsumowałem dziś tydzień przez pryzmat roboty którą miałem rozplanowaną, a której nie zdołałem wykonać. Zanalizowałem co miałem jeszcze zrobić przed świętami a czego nie zrobiłem. I czego już nie nadgonię nawet gdyby szkoła ruszyła od poniedziałku. Cóż - i tak jestem w dobrej sytuacji – wykonuję wolny zawód, dopiero co skończyłem książkę – mam chwilę względnego luzu. Co mają powiedzieć ludzie którzy normalnie pracują? Albo tacy których terminy gonią i trzeba obligatoryjnie wykonać zadania przed świętami? Jeśli ja zatraciłem empatię wobec strajkujących – co mają powiedzieć ci dla których strata tygodniówki to katastrofa budżetowa?

Tygodniowa choroba dziecka może zdezorganizować nam życie i pracę – ale choroba to wypadek losowy. Z tym łatwiej się pogodzić. Tu mamy do czynienia z działaniem konkretnych ludzi. Obserwujemy ich. Słuchamy ich wypowiedzi w mediach. Czasem są stonowane – czasem bije z nich cynizm – tym straszniejszy że kompletnie nie zdają sobie z tego sprawy… (przykład pierwszy z brzegu – strajkująca nauczycielka która nie obawia się o egzaminy córki bo ta chodzi do katolickiej szkoły w której nie strajkują).

Odczuwamy z ich strony szantaż, presję, a przedłużające się niedogodności stają się coraz bardziej irytujące. Etos zawodu? Pada na naszych oczach. Podejrzewam że masa rodziców ma odczucia identyczne. Podejrzewam że rodzice których dzieci mają egzaminy ma odczucia znacznie bardziej „żywiołowe”. Wyjście? Takie proste – wystarczyłoby żeby strajkujący wylosowali grupę tych którzy pójdą przypilnować egzaminu. Wilk byłby syty i owca cała – nie naruszyłoby to interesów dzieci ani tzw. „godnościowego charakteru/wymiaru strajku” – protest nie byłby przerwany, nabrałby tylko trochę ludzkiej twarzy. Ba, rodzicie nawet wdzięczni byliby za to ustępstwo. Ale nie – były szykany wobec tych którzy w egzaminach pomogli.

ZNP chce iść na udry, chce wojny totalnej. Rozpierniczyć ważne egzaminy które decydują o przyszłości dziecka? Dla takich nauczycieli to żaden problem. „Od tego jest wojna żeby ludzie poginęli” (Wł.Wojnowicz).

Jednocześnie do wielu ludzi stopniowo dociera obraz sytuacji inny niż lansowany przez media. Zdają sobie sprawę że protesty mają drugie dno – polityczne. Że wśród ludzi opozycji jest mocne parcie na destabilizację „pisowskiej” Polski – i że poniekąd słuszne oczekiwania płacowe nauczycieli – są tu cynicznie używane jako amunicja w wojnie z rządem… Jak na razie ta wojna jest przez opozycję przegrywana. Rząd idzie na przeczekanie. Wyciągnął rękę do zgody i ta wisząca w powietrzu ręka budzi pytania. Do tego ludzie mają już protestu po dziurki w nosie a ich niechęć kieruje się przeciw strajkującym. Każdy dzień tę niechęć zwiększa. Minął tydzień kłopotów a tu ups! Zapowiada się tydzień kolejny! PiS rozgrywa sprawę po mistrzowsku. I każdy dzień działa tu na ich korzyść. 

W necie masa wezwań by zlikwidować kartę nauczyciela. Przywołuje się przykład niemiec gdzie strajki w oświacie są ustawowo zakazane. Fala rodzicielskiej niechęci już uderzyła w ZNP. Czy sięgnie też politycznych protektorów strajku? Zdjęcia broniarza na wiecach KOD krążą w necie. Pobudzają do myślenia... Do stawiania kolejnych pytań. 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/