o strajku

Szkoła jaka jest każdy widzi.

Z jednej strony nasze drogie belferstwo – bywa że ciemne jak tabaka w rogu, bywa że kompletnie wypalone, bywa że z selekcji negatywnej.

Z drugiej dzieciory, często łączące twórczo głupotę, chamstwo i lenistwo - materiał z którym w wielu przypadkach nie da się zrobić nic.

Z trzeciej program – przeważnie stek bzdur, który ani nie przygotowuje do życia w społeczeństwie, ani nie przybliża dorobku kultury ludzkiej, ani nie daje choćby ogólnej orientacji w świecie i prezentowanych uczniom naukach.

Z czwartej rodzice – zagonieni, zestresowani, harujący jak woły – słusznie oczekujący że szkoła odciąży ich w części pracy wychowawczej a dzieciom zapewni nietoksyczne środowisko rozwoju społecznego i intelektualnego…

Z piątej system zbudowany przez kretynów uniemożliwiający eliminację jednostek zdegenerowanych zarówno spośród uczniów jak i grona pedagogicznego.

Z szóstej – politycy i ci szczebla lokalnego dla których szkoła to miejsce gdzie załatwmy pracę dla wuja – przegrywa życiowego, oraz źródło głosów w wyborach lokalnych…

Z siódmej pleśń obrastająca strukturę – ci wszyscy urzędnicy którzy dobrze sobie żyją kosztem całej instytucji…

Co z tym fantem zrobić? Opcję zero? Rozgonić, zaorać zbudować od nowa? Przede wszystkim cokolwiek chcielibyśmy budować – musimy wiedzieć czego chcemy – jaki ma być produkt finalny – absolwent.

*

A zasadniczo popieram idee J.Kaczyńskiego że kasę lepiej dać na krowy niż na ludzi takich jak ten cały broniarz…

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/